71-letni aktor, któremu zdarzyło się już nawet zagrać Pana Boga, obecnie dochodzi do siebie w swoim domu w Missisipi po sierpniowym dachowaniu. Wścibskie media wykryły, że jechał w towarzystwie kobiety, która nie była jego żoną. Wkrótce gruchnęła wieść o rozwodzie państwa Freemanów.

Charyzma czarnoskórego aktora jest widoczna nawet w słabych filmach. Aż dziw, że dopiero trzy lata temu Freeman dostał Oscara (za drugoplanową rolę w filmie "Za wszelką cenę"). Wcześniej był nominowany za kreacje w "Skazanych na Shawshank", "Wożąc panią Daisy" i "Street Smart". Ostatnio mogliśmy oglądać Freemana w "Mroczym rycerzu" oraz w nietypowej dla niego roli łajdaka w thrillerze "Wanted- Ścigani".

Amerykańskie Centrum Kennedy'ego co roku nagradza artystów za wkład w rozwój kultury w Stanach Zjednoczonych. Prezes Centrum - Stephen Schwarzman powiedział, że tegorocznych laureatów tej nagrody charakteryzuje "niezwykły geniusz i wytrwałość". Ta charakterystyka jak ulał pasuje do Morgana Freemana.

Statuetki zostaną wręczone laureatom przez amerykańską sekretarz stanu Condoleezę Rice podczas uroczystej gali 7 grudnia w Waszyngtonie. Dzień później odbędzie się na ich cześć przyjęcie w Białym Domu w wydane przez George'a i Laurę Bushów. Razem z Freemanem zostali nagrodzeni Barbra Streisand, Pete Townshend i Roger Daltrey z zespołu The Who, muzyk country George Jones i choreograf Twyla Tharp.