Oficjalnych powodów, które spowodowały, że pod młotek pójdzie część kolekcji Zachęty, jest co najmniej kilka. Zdaniem dyrekcji placówki, przede wszystkim trudne losy galerii w czasach Polski Ludowej. Bo to, co kupowały władze, musiało być bezdyskusyjnie przyjęte.

"Minister często jakby w nagrodę kupował kilka prac artysty, który miał wystawę. Profilowanie kolekcji nie miało znaczenia" - wspomina Anda Rottenberg, krytyk sztuki. "Chcemy, by teraz nasza kolekcja dokumentowała głównie wydarzenia artystyczne, w których uczestniczy galeria. Zależy nam na artystach, których u siebie pokazujemy i których promujemy" - mówi Małgorzata Bogdańska-Krzyżanek, główny inwentaryzator Zachęty.

Aukcja ma więc ją uporządkować, uczynić bardziej przemyślaną i harmonijną. Taki sposób porządkowania dziwi jednak środowisko. "Pierwszy raz o czymś takim słyszę" - mówi Urszula Śniegowska, kurator z CSW.

Wicedyrektor Zachęty Hanna Wróblewska wskazuje też, że podstawowym zadaniem statutowym kierowanej przez nią placówki nie jest wcale kolekcjonowanie, lecz działania wystawiennicze i promocja polskiej sztuki. "Zachęta została powołana i zaprojektowana na wzór europejskich Kunsthalle, a te co do zasady nie zbierają dzieł sztuki. Organizują jedynie wystawy" - wyjaśnia Wróblewska. "My jesteśmy pewnego rodzaju wyjątkiem. Ale to nasza tradycja i nie zrezygnujemy z niej. Choć trzeba pamiętać, że nasze magazyny mają zaledwie 300 mkw, a muszą pomieścić około 4 tys. prac" - dodaje.

Jednak brak pieniędzy na zakup prac twórców najmłodszych to największa bolączka obecnych władz galerii. I choć nie chcą one wymieniać tego powodu jako głównego, który zdecydował o aukcji, to wskazują, że sytuacja finansowa Zachęty znacznie się pogorszyła. Chodzi o pieniądze z ministerialnego programu "Znaki czasu" promującego sztukę współczesną. Stanowiły one aż 25 procent budżetu galerii, a przez ostatnie trzy lata Zachęta zakupiła za nie wiele prac. Jednak według nowych zasad instytucje prowadzone przez resort nie mogą dostawać środków ze wspomnianego programu.

"Kiedyś dochód z aukcji byłby dotatkowym źródłem pieniędzy na zakup nowych obiektów. Teraz może stać się jedynym, prócz dotacji sponsorskich" - mówi Hanna Wróblewska.

Czy dzięki aukcji Zachęcie uda się zarobić na nowe zakupy? Zdaniem specjalistów nie bardzo, bo większość z 69 prac nie można nazwać dziełami sztuki. "Gdyby to były dobre prace, to Zachęta by ich nie sprzedawała" - mówi Anda Rottenberg.

"Nie martwmy się, że kolekcja tej galerii ucierpi. To, że wspomniane prace nie pasują do kolekcji, to efemizm, żeby nie zniechęcić potencjalnych kupców i nie obrazić artystów. Te prace nie mają żadnej wartości artystycznej" - dodaje członek rady programowej Zachęty.

Podobnego zdania są przedstawiciele domów aukcyjnych. I choć niektóre obrazy wyceniono nawet na 500 zł, to ich zdaniem prawdopodobnie nawet one nie znajdą nabywcy. "Większość nazwisk jest mi zupełnie nieznana, a pracuję w tej branży od 10 lat" - mówi Jacek Piotrowski, dyrektor Domu Aukcyjnego Polswiss Art.

Jest jednak kilka pozycji, na których warto zawiesić oko. "Pracą godną uwagi jest <Obraz 1053> Jerzego Dudy-Gracza. Choć wyceniono go na 10 tys., to myślę, że może dobić do 30-40 tys. zł" - mówi Konrad Szukalski z Domu Aukcyjnego Agra-Art.

Ponadto wskazują oni, że pewnym zainteresowanie mogą cieszyć się najdroższe prace, m.in. obrazy Kazimierza Ostrowskiego (wycenione na 6 tys. zł każdy), a także martwe natury Jana Wodyńskiego (4-6 tys. zł), tempery Grzegorza Morycińskiego (4 tys. zł).

"Według mnie czarnym koniem aukcji będzie obraz Eugeniusza Arcta "Pejzaż z Kazimierza" (3,5 tys. zł) oraz płótna Franciszka Maśluszczaka (5 tys. zł). Nie zdziwię się jeśli ktoś zapłaci za nie nawet trzy razy więcej, niż wynosi cena wywoławcza" - mówi Szukalski.

Jak na tę wyprzedaż reagują artyści, który prace idą pod młotek? Delikatnie rzecz ujmując, są bardzo niepocieszeni. Znaczna ich część to otoczeni powszechnym szacunkiem wykładowcy wyższych uczelni artystycznych. "Takie wyrzucanie z kolekcji jest zawsze przykrą sprawą. Zaskoczeniem były dla mnie ceny. Moją pracę wyceniono na jedynie 1 tys zł, a mojego ojca na 900 zł. Podobne sprzedawane są na zagranicznych aukcjach za kilkanaście tysięcy. Ostatno moje prace kupiło CSW w Toruniu" - mówi Andrzej Łubowski, dziekan wydziału artystycznego Wyźszej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu. "Pierwsze słyszę. Jestem bardzo zaskoczony. Niezgodne z profilem? A co to znaczy?" - mówi Piotr Bogusławski, profesor ASP w Warszawie. "Władze galerii postępują nierozsądnie. Zachęta powinna mieć wachlarz prac współczesnych twórców" - dodaje Paweł Lasik, wykładowca stołecznej ASP.

Do piątku prace wystawione na aukcję można oglądać na wystawie zorganizowanej w Zachęcie

p

BARTOSZ BATOR: Czy ministerstwu podoba się pomysł Zachęty, by środki na zakup nowych dzieł sztuki pozyskiwać poprzez sprzedaż części dotychczasowej kolekcji?
IWONA RADZISZEWSKA*: Zachęta organizuje aukcję dzieł ze swojej kolekcji nie po raz pierwszy. Wyprzedaż miała już miejsce w latach 90. Bardzo istotnym celem tej decyzji jest przebudowa kolekcji. Pieniądze, które Zachęta uzyska, przeznaczy na zakup dzieł bardziej pasujących do profilu kolekcji.

Jakie były powody, dla których pozbawiono instytucje typu Zachęta pieniędzy na zakup nowych dzieł z programu "Znaki Czasu"?
Przeprowadzona reforma miała na celu znaczne zwiększenie środków na zakupy dla instytucji regionalnych. Zachęta zgodnie z nowymi zasadami, rzeczywiście nie będzie mogła ubiegać się o środki z tego źródła. Zmienił się jednak tylko sposób i zasady przekazywania pieniędzy. Nie oznacza to, że Zachęta zostanie ich pozbawiona w ogóle. Będą one przekazywane na innych zasadach, między innymi w oparciu o przedstawiane przez instytucje budżety zadaniowe i inwestycyjne. Pieniądze będą przekazywane na konkretny cel.

Czy resort nie obawia się, że to tylko początek takich inicjatyw, nie tylko Zachęty, ale że jej śladem pójdą inne muzea i galerie w kraju?
Zachęta, jako galeria, działa w oparciu o ustawę o prowadzeniu i organizowaniu działalności kulturalnej. Ma możliwość obrotu dziełami sztuki znajdującymi się w jej kolekcji. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się w przypadku muzeów. One działają w oparciu o ustawę o muzeach. Nie mają możliwości sprzedaży dzieł sztuk znajdujących się w ich kolekcjach. Z pewnością nie pójdą zatem w ślady Zachęty. Istotnym jest również, iż gromadzenie zbiorów jest jednym z podstawowych zadań muzeów, natomiast nie wśród najważniejszych celów galerii, które mogą gromadzić zbiory, ale nie muszą.

* Iwona Radziszewska, rzecznik ministra kultury i dziedzictwa narodowego