Alice Russell "Pot Of Gold"
Wyd. Six Degrees, 2008
Ocena ****

Kiedy brytyjska prasa pisze o jakimś wyspiarskim artyście, że jest „przełomowy” i „wyjątkowy”, trzeba te zachwyty z reguły dzielić przez pięć. Jednak kiedy „The Telegraph” określa mianem „jednego z najwspanialszych współczesnych soulowych głosów” wokalistkę Alice Russell, to wiele nie przesadza.

Większość osób, które nie widziały na oczy Alice Russell, dałoby sobie głowę uciąć, że to czarnoskóra wokalistka – nic dziwnego. Kiedy słucha się nagrań z jej udziałem (poniżej singiel "Turn & Round" z jej najnowszej płyty), natychmiast do głowy przychodzą nazwiska takich artystek, jak Jill Scott, Macy Gray a nawet Aretha Franklin. W głosie Russell – urodzonej w niewielkim brytyjskim mieście Framlingham córki organisty – czuć tę samą rasową chropowatość i mocne, zdecydowanie brzmienie, niezależnie od tego, czy wokalistka buczy tenorem czy wspina się na najwyższe, niemal koloraturowe rejestry. Najwyraźniej słychać to w otwierającym nowy album utworze „Turn And Run” i późniejszym „Lights Wnet Out” – takich soulowych zaśpiewów i przeszywających „wrzasków” nie powstydziłaby się sama Aretha Franklin. Z kolei w „Living The Life Of A Dreamer” Russell pokazuje się z bardziej funkowej strony, przypominając chwilami Marcy Gray.

p

Zresztą o ogromnych wokalnych możliwościach i szerokich horyzontach muzycznych Russell mogli przekonać się wszyscy ci, którzy wybrali się w październiku zeszłego roku na imprezę zorganizowaną z okazji otwarcia I linii warszawskiego metra – Angielka i jej czteroosobowy skład byli głównymi bohaterami tej uroczystości. Oprócz funkowo-soulowych perełek Alice porwała publiczność m.in. oryginalną wersją klasycznego już „Seven Nation Army” White Stripes. Na scenie Russell osiąga ten sam poziom energetyczny co Roisin Murphy, czyli temperaturę wrzenia.

Aż dziw, że nie jest jeszcze tak znana jak Winehouse czy Duffy. Oprócz równie rasowego głosu wschodząca gwiazda neo-soulu dysponuje przecież o wiele większym doświadczeniem niż koleżanki po fachu. Bo o ile gwiazdki retro sprawnie poruszają się głównie w bezpiecznej działce popu i soulu lat 60. Alice może pochwalić się współpracą z tak różnymi artystami jak Massive Attack, Morcheeba, Mr. Scruff, Quantic Soul Orchestra i Nostalgia 77. Nie wspominając o czterech solowych płytach, jakie wydała od czasu debiutu „Under The Munka Moon” z 2004 roku. Widać Alice zbyt rzadko pokazuje się naga na balkonach hoteli...

Ta sytuacja może się zmienić właśnie za sprawą „Pot Of Gold”. Bo mimo, że poprzednie płyty Russell wydane w barwach wytwórni Thru Thoughts miały bardziej alternatywny sznyt za sprawą elektronicznej ornamentyki i niebanalnych aranży, ta najnowsza dysponuje o wiele większym popowym potencjałem. Sporo tu imprezowych pewniaków podszytych funkiem, jak i spokojniejszych momentów, takich jak rewelacyjny cover „Crazy” Gnarlsa Barkley – tylko Russell mogła dorównać dramatyzmowi, jaki serwował w oryginale Cee-Lo Green.

Tytuł czwartej płyty Russell jest jak najbardziej trafiony – to garnek pełen soulowego złota.