Drugie śniadanie mistrzów
TVN24, sobota, 24 stycznia, godz. 12.10

--------------------------------------------------

Jak narodził się pomysł „Drugiego śniadania mistrzów” w TVN24?

Marcin Meller: Pierwszy pomysł na program był nieco inny od tego, co zobaczą widzowie. Chciałem z artystami czy sportowcami rozmawiać o polityce. A z politykami o muzyce, filmie i teatrze. Gdyby na przykład w Polsce koncertowali Stonsi czy U2, zaprosiłbym do dyskusji Jacka Kurskiego i Sławomira Nowaka. Z tym projektem poszedłem do producenta (m.in. „Dzień dobry TVN”) Remika Maścianicy. Okazało się, że rok temu miał podobny pomysł. I obaj w to wejdziemy. Doszliśmy do wniosku, że przecież politycy są wszędzie, dlatego odpada zapraszanie ich. Stanęło zatem na artystach z szeroko rozumianego show-biznesu, mistrzach w swoich dziedzinach.

I porozmawiacie o polityce…

Nie tylko. Będziemy komentować najważniejsze wydarzenia z minionego tygodnia, wszystko to, co pojawiało się na pierwszych stronach gazet. Ruszamy na żywo 24 stycznia, czyli cztery dni po zaprzysiężeniu Baracka Obamy. Dlatego jako pierwszy pojawi się ten temat. Interesują mnie też sprawy społecznie kontrowersyjne, chociażby burzliwa dyskusja o in vitro. Jestem strasznie ciekawy, co o tym sądzą moi goście. Zamierzam przygotować pięć, może siedem tematów, realnie pewnie skonsumujemy cztery.

Powinniśmy zatem spodziewać się programu publicystycznego czy raczej show z udziałem gwiazd?

Ani jedno, ani drugie. W Polsce trochę zanika tradycja poważnej mądrej dyskusji. Kiedy zaprasza się polityków, to niestety dyskusja wcześniej czy później przeradza się w pyskówkę. Pamiętam z domu rodzinnego kolacje u moich rodziców, kiedy do stołu siadło kilka inteligentnych osób i dyskutowały o tym, co się dzieje w polityce, kulturze. Coś w tym tonie chciałbym stworzyć.

Kogo zaprosił pan do pierwszego odcinka?

Do każdego planuję zaprosić czworo rozmówców. Na udział w pierwszym zgodzili się Bogusław Linda, Andrzej Mleczko i Muniek Staszczyk. Czekam jeszcze na potwierdzenie przybycia pewnej kobiety, która też z pewnością wiele wniosłaby do dyskusji.

Dość intrygujący skład…

I oto mi chodzi. Mistrzowie różnych dziedzin. Mleczko to artystka komentujący rzeczywistość, Muniek – muzyk, którego teksty to aktualne i gotowe tematy publicystyczne, a Bogusław Linda – wiadomo, wielki aktor i nie muszę chyba nikogo przekonywać, że ma coś do powiedzenia. Do kolejnego programu zaproszę inne sławy…

Na przykład kogo?

Wstępnie zgodzili się Maciej Stuhr, Szymon Kołecki, Paweł Kukiz, Jan Nowicki, Andrzej Krzywy i Maria Peszek. Przestałem nawet dzwonić, bo każdy się zgadza. Każdy chce podyskutować. I to dowód na to, że warto ten program zrobić. Chcę, żeby ci sami goście po kilku tygodniach znów się u mnie w programie pojawili, tylko w innej konfiguracji. Może się zdarzyć, że Muniek spotka się z Kazikiem. Być może byłoby ostro.

Jednak podstawowym kryterium w doborze gości jest popularność?

Oczywiście, ale nie wszyscy znani ludzie mają coś do powiedzenia. Nie interesują mnie serialowe gwiazdki, które są znane z tego, że są znane. „Drugie śniadanie…” nie będzie też typowym dla TVN24 programem, w którym siedzą eksperci, dziennikarze i ex cathedra wygłaszają mądre zdania i opinie. Cytując Romka i Tomka: chcę ucząc, bawić, Bawiąc, uczyć. (śmiech)

Jak się pan odnajduje w formule, w której, mimo że pan się tego wypiera, liczy się komercja?

Komercja liczyła się przede wszystkim w „Dzień dobry TVN”, „Agencie” czy „Kapitalnym pomyśle”. W tym przypadku, chociaż motorem programu rzeczywiście będą znane nazwiska, być może kojarzone z komercją, to postaram się zrobić z nimi inteligentny program. Właśnie „Śniadanie...” jest najbliższe temu, co robiłem przez wiele lat, czyli pisaniu do „Polityki”.

Mówi pan „inteligentny program”, także polityczny przecież. Tym samym wchodzi pan na dość grząski grunt. Czy czegoś się pan obawia?

Niech pani mnie nie straszy. Boję się tylko, że użyję słowa powszechnie uważanego za obelżywe, a mam do tego skłonności w życiu prywatnym (śmiech).

A co z wolnością polityczną?

Może się oczywiście okazać, że środowisko show-biznesu jest jeszcze bardziej anty-PiS-owskie, niż nam się wydaje. I może się zdarzyć, że dla ożywienia rozmowy to ja będę pełnił rolę dyżurnego PiS-owca. Oczywiście, to by trąciło lekką perwersją. Ale w imię programu mogę być adwokatem diabła. Z góry nikt niczego mi nie narzuca, dostałem pełną swobodę… Nie będę przecież serwisem informacyjnym, będę prowokował i nie zamierzam udawać wypranego z opinii człowieka.

Program będzie nadawany ze Szparki na placu Trzech Krzyży – jednego z najmodniejszych warszawskich miejsc. Dlaczego właśnie tu? Nie łatwiej byłoby w studiu?

Studio dyktuje zupełnie inne zachowanie, mniej naturalne. A „Drugie śniadanie…” ma być swobodną rozmową przy kawie w kameralnej i prawdziwej knajpie, z placem Trzech Krzyży za oknem. Jeśli program wytrwa do wiosny, to przeniesiemy się na zewnątrz do ludzi pijących kawę i biegnących po zakupy.

Ryzykowne…

Pewnie tak, ale przecież „Dzień dobry TVN” też często nagrywaliśmy na ulicy i nie zdarzyło się, żeby ludzie przeszkadzali, czy próbowali zakłócać emisję na żywo.

A czy w Szparce będzie publiczność?

Nie. Natomiast kawiarnia w trakcie nagrywania będzie normalnie funkcjonowała na swoich pozostałych dwóch piętrach.

Dlaczego nie zobaczymy pana już w „Kapitalnym pomyśle” i w… „Dzień Dobry TVN”?

Teleturniej był planowany na osiem odcinków i tyle zostało zrealizowanych. A z „Dzień dobry TVN” rozstałem się, bo... cóż, wszystko kiedyś się kończy. I bez niego mam mnóstwo pracy. W „Playboyu” czeka nas ciężki rok, jak w każdej redakcji w czasach kryzysu. Z jednej strony muszę pilnować, żeby pismo trzymało poziom, z drugiej jak najlepiej przygotować się do „Drugiego śniadania mistrzów”.

Rozmawiała Agnieszka Michalak