O filmowym debiucie Krystyny Jandy „zapomniał” nawet Andrzej Wajda. W czołówce „Człowieka z marmuru” pojawia się informacja, że jest to pierwsza filmowa rola aktorki. Tymczasem odtwórczyni postaci Agnieszki miała już na koncie ekranowy start. W 1973 roku, czyli trzy lata wcześniej, Janda zagrała dziewczynę na weselu w odcinku „Zawiść” serialu „Czarne chmury” Andrzeja Konica. – Byłam wtedy na pierwszym roku w szkole teatralnej. Spędzaliśmy wakacje w Augustowie na jakimś obozie. I cały nasz rok wzięli do filmu. Graliśmy w scenie wesela. To było przedłużenie zabawy, a przy okazji dorobiliśmy sobie – wspomina aktorka.

Okazuje się, że serial o przygodach pułkownika Dowgirda był ważnym tytułem w historii polskiego kina. Na planie „Czarnych chmur” zadebiutował też Bogusław Linda. Największy polski gwiazdor ostatnich lat zaczynał skromnie – zagrał anonimowego halabardnika na Barbakanie.

Bez fajerwerków debiutowali też inni amanci naszego kina. Andrzej Łapicki stawiał pierwsze kroki w filmie w 1946 roku jako towarzysz damulki w kawiarni Kolorowej w obyczajowych „Dwóch godzinach” Stanisława Wohla i Józefa Wyszomirskiego oraz wykonawca wyroku na skrzypku konfidencie w „Zakazanych piosenkach” Leonarda Buczkowskiego. Inny przystojniak, Jan Frycz, debiutował epizodyczną kreacją drukarza „Życia” w filmie o norweskiej żonie Stanisława Przybyszewskiego „Dagny” Haakona Sandaya (1976). Dwa lata później podbił serca nastolatek w serialu „Zielona miłość” Stanisława Jędryki jako lowelas zabiegający o względy Joanny Pacuły, która wcieliła się w córkę sekretarza wojewódzkiego PZPR (Roman Wilhelmi). Marek Perepeczko, wsławiony rolą sprawiedliwego zbója Janosika, zaczynał od ról typów spod ciemnej gwiazdy. Był zbójnikiem gwałcącym Helenę w „Popiołach” Wajdy oraz chuliganem bijącym Konrada w „Sam pośród miasta” Haliny Bielińskiej (oba filmy z 1965 roku).

Zaskakujące są ekranowe juwenilia amantek rodzimego kina. Kalina Jędrusik, pierwsza seksbomba peerelowskiej kinematografii, na której widok żona Władysława Gomułki rzucała kapciami w telewizor, zaczynała rolą Biernackiej, mieszkanki hotelu robotniczego i kochanki niejakiego Mariana („Ewa chce spać” Tadeusza Chmielewskiego, 1957). Rok później była Sonią, pracownicą domu publicznego madame Rose, w „Kaloszach szczęścia”. Zgoła inaczej potoczył się los Grażyny Szapołowskiej. Femme fatale polskiego filmu po raz pierwszy zaistniała na ekranie w charakterze studentki Wrońskiej w „Telefonie” (1974) Sylwestra Szyszki. Z kolei Edyta Olszówka pokazała się w „Psach” Władysława Pasikowskiego (1992). – Pojawiam się w jednym ujęciu jako pielęgniarka. Trudno mnie tam rozpoznać. Byłam 70-kilogramowym czołgiem z trądzikiem na twarzy. Zostawmy ten temat – ucina aktorka.

Niezbyt spektakularnie startowali nestorzy polskiej sceny. Pierwszą rolą Gustawa Holoubka był Feliks Dzierżyński w socrealistycznej superprodukcji o życiu generała Karola Świerczewskiego „Żołnierz zwycięstwa” (1953) Wandy Jakubowskiej. Krystyna Feldman zaczynała od roli dewotki na wykładzie księdza Woydy w adaptacji prozy Igora Newerly’ego „Celuloza” (1953) Jerzego Kawalerowicza. Następnie dała się poznać jako kobieta trafiona w czoło w wojennych „Godzinach nadziei” (1955) Jana Rybkowskiego. Potem była m.in. kobietą wychodzącą z damskiej toalety w barze „Po strzelbą” (komedia „Kalosze szczęścia” Antoniego Bohdziewicza, 1957) i oszustką w hali targowej („Miejsce na ziemi” Stanisława Różewicza, 1959). Z kolei Irena Kwiatkowska debiutowała jako paniusia przed lustrem w „2 x 2 = 4” (1945), propagandówce Antoniego Bohdziewicza piętnującej przeciwników władzy ludowej. Jerzy Stuhr pokazał się filmowej publiczności w komedii muzycznej Hieronima Przybyła „Milion za Laurę” (1971) gdzie wcielił się w syna górala kupującego kradzione drewno.

Sporo zaskakujacych debiutów miało miejsce w filmach wojennych. W „Pokoleniu” (1954) Andrzeja Wajdy pojawili się Mieczysław Kalenik (późniejszy Zbyszko z Bogdańca w „Krzyżakach” Aleksandra Forda kreował tu postać esesmana) oraz Franciszek Pieczka i Wiesław Gołas, którzy zagrali żołnierzy niemieckich na patrolu. – Co ja tam zagrałem? Coś mi świta, że upadałem w kapuście, ale nie jestem pewien. Może kręcę, bo motyw żołnierza w kapuście parę razy się w naszym filmie pojawił – wspomina Gołas.

Świetnie natomiast przypomina sobie filmowy debiut Witold Pyrkosz, który kreował postać „Malutkiego”, szefa oddziału NSZ, w dramacie wojennym „Cień” (1956) Jerzego Kawalerowicza. – Grałem w scenie zamachu na „Malutkiego”. Rzecz działa się w bunkrze zainscenizowanym w studiu filmowym we Wrocławiu. W powietrze wylatywał stół zbudowany z desek przykrytych gazetami. Wyglądało to tak, że asystent kopał jedną z desek, reszta wylatywała w powietrze, a pirotechnik zapalał magnezję. Był dym, huk, fruwały deski. Pamiętam tę scenę bardzo dobrze, bo jedna z desek walnęła mnie w szczękę – mówi Pyrkosz.

Natomiast pierwszą kreację Tadeusza Plucińskiego, który zagrał żołnierza niemieckiego depczącego lalkę na obozowej rampie w „Ostatnim etapie” Wandy Jakubowskiej (1947), należy do najdziwniejszych debiutów: w filmie oglądamy tylko jego nogi. W tym kontekście Stanisław Tym w roli powstańca stojącego w kolejce po zupę („Cafe pod minogą” Bronisława Broka, 1959) wypadł znacznie lepiej. Na ekranie pokazał się tylko przez chwilę, ale za to w pełnej krasie.

Zbigniew Buczkowski, najsłynniejszy niebieski ptak polskiego kina, trafił do filmu, bo mieszkał w sąsiedztwie wytwórni przy ul. Chełmskiej w Warszawie. Debiut miał mocny: brawurową rolą kelnera w kultowych „Dziewczynach do wzięcia”. – Na castingu trzeba było przeczytać na smutno i na wesoło artykuł z gazety o napadzie i kradzieży szafy pancernej, a potem zaśpiewać. Przygotowałem „Pieski małe dwa”, wymyśliłem zwrotkę, zaśpiewałem i jak tylko skończyłem, wiedziałem, że dostanę angaż. Reżyser był zachwycony, wziął nawet potem piosenkę do filmu. Ja z kolei po premierze dostałem w środowisku ksywę wzietą z refrenu. Nikt nie mówił do mnie Zbyszek, tylko „Si bon” – wspomina Buczkowski.

Kwerenda w debiutach polskich aktorów pokazuje, że przez kilka dekad głównym tematem naszej kinematografii była wojna – stąd tyle w zestawieniu ról mundurowych. Ów trend to już przeszłość, zapewne też za parę lat ten tekst wyglądałby zupełnie inaczej. Ale ilustruje też starą prawdę, tyleż uniwersalną i oczywistą, co krzepiącą, że nawet najwięksi zaczynali kiedyś od zera.

Cezary Polak

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Filmy z Bogusławem Lindą do kupienia na LITERIA.pl >>>