Rejmer: Mam alergię na optymizm
"Zdecydowanie wolę, kiedy osobie śpiewającej jest przykro, nie poważa świata, wieszczy jego rychły koniec" - wyznała nam Małgorzata Rejmer. Autorka głośnej "Toksymii" opowiedziała nam, czym ostatnio się zajada, jakiej muzyki najchętniej słucha, a ponadto zdradziła sekrety "rozmów biedronkowych".
- Tylko u nas! Powieściowy debiut Kutza
- Pierwsza powieść Kutza trafia do księgarń
- Chutnik: Karierę zrobiła tylko Grochola
- Dziewczyny górą w literaturze!
- Dziwna powieść Sylwii Chutnik
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Małgorzata Rejmer (rocznik 1985), doktorantka w Instytucie Kultury Polskiej UW, mieszkanka warszawskiego Grochowa, autorka głośnego debiutu „Toksymia”. Książka powstała w ekspresowym tempie siedmiu tygodni i równie szybko wyprzedała się niemal na pniu. Teraz czeka na ekranizację.
lektury
Z wczesnego dzieciństwa pamiętam komiks "Jak ciotka Fru Bęc uratowała świat Fruwaczków od zagłady", moje pięcioletnie serce pokochało go miłością tak wielką,że na nim nauczyłam się czytać. Jako małoletnia amatorka łatwych wzruszeń czytałam po kilka razy wszystkie książki Lucy Maud Montgomery. Szybko jednak przerzuciłam się na klasykę rosyjską, Dostojewskiego, Czechowa, Bunina, Tołstoja. Płakałam ze śmiechu przy opowiadaniach Michaiła Zoszczenki i do dziś duże ich fragmenty mogę mówić z pamięci. Raz po raz wracam do książki "Mazurek dla dwóch nieboszczyków" Camilo Jose Celi, czytam ją tak, jak dziecko czyta ulubioną bajkę przed zaśnięciem. Przez długi czas byłam zafiksowana na literaturze pisanej przez kobiety, przede wszystkim Jane Bowles, której "Dwie poważne damy" zamierzam kupić już chyba po raz czwarty, bo poprzednie egzemplarze znalazły amatorów wśród znajomych. Często wracam do Anais Nin, Margaret Atwood, Virginii Woolf, Herty Muller, Elfriede Jelinek, Agłai Veteranyi. Zdarza się, że książki które czytam, potem mi się śnią, ale jedyną, która przyśniła mi się dwukrotnie, był "Beton" Bernharda, może dlatego że jej wątła fabuła idealnie nadaje się na koszmar senny.
film
Kiedy pisałam "Toksymię", miałam przed oczami sceny rozgrywające się jak w filmie. Opis wypadku tramwajowego jest zmontowany filmowo, narracja przechodzi od bohatera do bohatera, jakby to oko kamery rejestrowało reakcje. Wiedziałam, że "Toksymia" ma duży potencjał scenariuszowy, i moje intuicje się potwierdziły, bo już kilka tygodni po jej wydaniu dostałam pierwszą propozycję ekranizacji, a potem kolejne. Wiele wskazuje na to, że z "Toksymii" powstanie film, choć mój silny zmysł fatalistyczny raz po raz apeluje o rozsądek. Film pasjonuje mnie bardziej niż literatura, z filmoznawstwa pisałam pracę magisterską, teraz pracuję nad doktoratem. Pasjami mogę oglądać nudne kino psychologiczne spod znaku dwie głowy i kubek, dlatego bardzo lubię Bergmana i wczesnego Antonioniego, ale też Roberta Altmana, Todda Solondza, Brunona Dumonta, Pula Thomasa Andersona, Ulricha Seidla, braci Dardenne. Wielką atencją darzę kinematografię rumuńską, bo znajduje w niej traumy podobne do polskich, a dużo bardziej oczyszczające, wisielcze poczucie humoru.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!