Wtorek, 11 października

INGRID
Pada, spałam dziwnie, wydaje mi się, że obudziłam się między czwartą a piątą. Do doktor Andrén na 12.45. Nowotwór żołądka! Zabieram Benjamina i jadę do Anny (zaczyna płakać, kiedy opowiadam). Szpital w Ersta, doktor Farago o 15.00, muszę być operowana. Usunąć cały żołądek! W domu o pół do piątej. Oczywiście Ingmar jest przygnębiony i wstrząśnięty. Płaczemy.

INGMAR
Ingrid przyszła od lekarza. Powiedziała, że ma nowotwór żołądka i że trzeba usunąć cały żołądek. Nie ma sensu, abym starał się opisać ten kompletny zamęt, który szaleje w samym środku mojego wnętrza. Nie ma również sensu, abym próbował w sobie stłumić ten cały dziecięcy, nieokiełznany ból. Nadchodzi falami i jest nie do wytrzymania. Jednocześnie muszę się trzymać ze względu na Ingrid. Musimy jakoś starać się funkcjonować na co dzień. Myślę, że Ingrid tego chce. Teraz ja sam przesunę się na drugi plan.

MARIA
Mama zatelefonowała do mnie wcześniej wieczorem. Była burza i przez cały dzień tutaj, w Väthövda, od czasu do czasu gasło światło. Na moim biurku paliła się świeca. "Usiądź", powiedziała swoim normalnym, spokojnym głosem. "Mam raka i muszą mi usunąć żołądek. Zrobią wiele testów, ale żołądek trzeba usunąć".
(...) Mamę zabiorą do szpitala już 31 października. Będzie to wielka zmiana dla niej, Ingmara i dla nas, dzieci. Całe szczęście, że Ingmar był u mnie. Kiedy weszłam do kuchni, zmywał naczynia. Oparłam głowę o jego plecy i powiedziałam: "Mama ma raka".

Niedziela, 16 października

(...)
INGMAR (na marginesie)
Wydaje mi się, jakby Ingrid przechodziła głęboką, radykalną przemianę, która obejmuje ją w całości. To jest płomień spawalniczy, który pali się przez cały czas. Być może jest to proces narodzin, który może wyjść Ingrid na dobre. Pod jej opieką czułem się bezpiecznie i nieskończenie rozpieszczony. W jej objęciach, otoczony jej niezmierną troskliwością. Wszystko przyjmowałem tak, jakby to było najbardziej naturalną rzeczą na świecie. Teraz muszę odwzajemnić coś z tego, co mi Ingrid dawała. Jak to będzie? To naprawdę poważna sprawa i to taka, którą muszę praktycznie rozwiązać. Koniec z siedemdziesięciosześcioletnim dzieckiem!

Niedziela, 30 października

INGRID
Dzwoni Benjamin i gada jak najęty. Dzwonią Caroline i Anna. O drugiej do Ersta. Ingmar jest bardzo smutny, biedactwo. Piję cztery litry solonej wody, aby oczyścić żołądek. Własny pokój. Dzwonią Fredrik i Maria. Gaszę światło o jedenastej.

INGMAR
Mieliśmy nieoczekiwanie miłą noc. Ingrid przyszła do mnie o pół do siódmej i drzemaliśmy sobie łagodnie, ponieważ nie mieliśmy naglących porannych obowiązków. O godzinie dziewiątej Ingrid zasnęła na dobre z równym oddechem. W radiu grali koncert skrzypcowy numer 1 Bacha. Trzymała mnie za rękę tak, że moja dłoń spoczywała w jej dłoni. Światło było miękkie i szare. Odwróciłem głowę tak, żeby ją dobrze widzieć. Wtedy pojawił się ten ból, którego nigdy wcześniej nie czułem. A oto, co zobaczyłem: że Ingrid i ja już nigdy razem nie wstaniemy. To było ostre i całkiem wyraźne przekonanie. Próbowaliśmy przestrzegać naszych codziennych rutynowych rytuałów, przechodziliśmy przez wszystko i przez wszelkie okoliczności. Potem pojechaliśmy do Ersta. Pokój przyzwoity. Rozstaliśmy się z zachowaną przytomnością umysłu.


INGMAR (sen w piątkową noc)
Śniło mi się, że się obudziłem i był szary świt w sypialni, jak to zazwyczaj bywa. Chciałem zapalić lampę, lecz nie było prądu. To nie było takie przerażające, ale mimo to zacząłem wołać Ingrid pięć czy sześć razy pod rząd, coraz bardziej niespokojnie. Potem otworzyły się drzwi i Ingrid weszła na palcach z poduszkami pod pachą, dokładnie tak jak to robi zazwyczaj i upadła na łóżko. Uświadomiłem sobie w jakiś sposób, że to był cud, objąłem ją i próbowałem powiedzieć, jak bardzo ją kocham. Ale wszystkie słowa brzmiały pusto. Ingrid powiedziała, że powinienem uważać na bliznę. Była w moich objęciach.

Poniedziałek, 31 października

INGRID (dzień operacji)
Obudziłam się o szóstej. Dostałam małą tabletkę.

INGMAR
Ingrid operowano o godzinie ósmej i operacja trwała dwie i pół godziny. Według doktora Farago była wyjątkowo gruntowna, "żołądek, śledziona, gruczoły limfatyczne i kilka podejrzanych chropowatości na przeponie brzusznej". To nie brzmiało ani pozytywnie, ani absolutnie negatywnie. Doktor sprawiał wiarygodne wrażenie. Warunki życia Ingrid w nadchodzącym czasie wydają się bezlitośnie okropne. Mam niepowstrzymany napad płaczu, kiedy uświadamiam sobie, że nic z tego nie pojmuję. Że zabierają mi Ingrid. Na razie warunkowo. Jem obiad u Birgit. Dobry wieczór i dobra rozmowa. Pada.

MARIA
Ciężko, ciężko, ciężko. Po prostu nie chciało mi się zebrać myśli i pisać dziennika. Dzisiaj operowano mamę. Operacja się udała. Ale to, co powiedział lekarz, brzmi bardzo niepokojąco. (...) Był bardzo poważny. Najpierw tak się zaniepokoiłam, że nie rozumiałam, co on mówi. Usunęli całego raka, żołądek, gruczoły limfatyczne i śledzionę. Powiedział, że to nie był jakiś niezłośliwy rak. To, co go niepokoi, to jakieś "chropowatości" i że jakieś gruczoły limfatyczne są nabrzmiałe. Ale wezmą testy i zobaczą, jakie leczenie mogą zastosować. Przypuszczam więc, że to rak z przerzutami. (...)
Właśnie zadzwoniła mama. Była trochę odurzona, miała wężyk w nosie. Ale można było rozmawiać prawie normalnie. Nie życzyła sobie dzisiaj wizyty, ponieważ przez cały czas śpi. Powiedziałam, że ciągle o niej myślę. "Naprawdę?", zapytała zdziwiona.


Poniedziałek, 7 listopada

INGRID
Tydzień po operacji. Będę próbowała więcej pić. Trzy szklanki. Próbowałam wcisnąć w siebie napój odżywczy. Czuję się pod psem. Przyszedł Fredrik. Ingmar z nowym radiem. Wścieka się, że alarm nie działa. Naprawia, ale znowu się psuje. Wieczorem czuję się źle.

(...)

INGMAR (na marginesie)
Te pierwsze trzydzieści dni były całkowicie odmienne od wszystkiego, co przeżyłem. To jak oblężenie albo rodzaj stanu wojennego. Można wykonać rozporządzenie dnia. Notuje się nawet swego rodzaju nadzwyczajną staranność z drobnymi domieszkami czynności pomyłkowych. Ingrid jest przez cały czas obecna. Zbliżenie: twarz, spojrzenie. Ręka z siniakiem. Ten nagły wybuch płaczu, który szybko mija. Jakby unieważniony. Potem rozmawiamy o powszednich i uspokajających banałach.
Ingrid i ja jesteśmy ze sobą zrośnięci w każdym znaczeniu tego słowa. Wszystko, co piszę, to przecież tylko słowa, aby uśmierzyć ból.

Piątek, 11 listopada

INGRID
Rocznica ślubu - 23 lata.

(...)

LIST INGRID DO INGMARA

Kochany Staruszku!

Dzisiaj jest rocznica naszego ślubu. Dwadzieścia trzy lata. Właściwie to nie jest takie ważne, ważniejsze, że minęło tak wiele czasu od naszego spotkania i że nadal kochamy się, ja coraz bardziej. Zaszła zmiana w mojej miłości do Ciebie. Mogę chyba powiedzieć po namyśle, że mogłam czuć się "ściśnięta" przez Ciebie. Byłeś w najwyższym stopniu wszędzie wokół mnie, wprawdzie zawsze pełen podziwu i adoracji, ale jak płot. Trochę się wzbraniałam i dlatego bardziej myślałam o Benjaminie, do którego już nie miałam dostępu.
Teraz już tego nie czuję. Tylko tęsknię do Ciebie, Twojego poczucia bezpieczeństwa, miłości i Twojej słabości, czuję, jakby płynął między nami strumień dobra, delikatności i miłości. Dobre, co? Więc niech tak będzie; trzeba stanąć jedną nogą w grobie, aby o tym pomyśleć. Kocham Cię!

Twoja stara I


Wtorek, 6 grudnia

Pierwsza seria [chemioterapii]

INGRID
Zabieg o pół do dziesiątej w Radiumhemmet. Dobrze spałam od dziesiątej do szóstej. Jest ze mną Maria, ona jest naprawdę cudowna. Spokojna i ciepła. Miła siostra Vivian znajduje czas na wyjaśnienia. Własny pokój. (...) Przyszedł Ingmar, zmęczony. Wydaje mi się, że nie nawiązaliśmy kontaktu.

(...)

INGMAR (w nocy)
Teraz chodzi o to, aby nie dać złapać się histerii. Jeśli ciało któregoś dnia odmówi posłuszeństwa, to ja całkowicie nie będę ponosił winy za taką sytuację (nawet najmniejszym palcem). Wtedy będzie co będzie i ja się temu poddam. Ale na razie funkcjonuję, wprawdzie kiepsko, ale funkcjonuję. Czy jest to moja jedyna powinność i moje jedyne wyraźne wsparcie dla Ingrid?
Poza tym jestem zramolałym, popękanym nocnikiem po brzegi wypełnionym zwietrzałym współczuciem do samego siebie. Czasami chyba dopada mnie też jakieś wewnętrzne wyczerpanie, które być może wiąże się z tym, że naprawdę mam swoje lata. Ale czego ja się spodziewałem?

MARIA
(...) Mama może teraz dużo mówić o sobie i wydaje mi się, że to dobrze. Ona często tłumiła w sobie swoje własne życzenia i swój niepokój. Teraz są mili ludzi, którzy jej słuchają i trzymają ją za rękę, a ona może być słaba.

(c) Ingmar Bergman & Maria von Rosen, 2004
(c) For The Polish Translation By Tadeusz Szczepański
(c) For The Polish Edition By wydawnictwo słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2007