Dziennik.plKsiążki

Środa, 15 lutego 2012

Imieniny: Faustyna, Jowity, Georginy

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. -2°C

Duch Jamesa Deana na kozetce

2007-11-05 | Ostatnia aktualizacja: 02:33 | Komentarze: 0 | skomentuj

/ Inne

Val Holley zdjął Jamesa Deana z pomnika. W obszernej biografii pokazał go jako zarozumialca i przestraszone dziecko. Choć nie rozwikłał zagadki "metody Deana" mocno się do niej zbliżył.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady: umiarkowane opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Hollywood obwołało Deana gwiazdą jeszcze przed zakończeniem zdjęć do "Na wschód od Edenu", pierwszego kinowego filmu aktora, który został nieśmiertelną legendą dużego ekranu, choć przeżył zaledwie 24 lata i zagrał tylko w trzech filmach. Pomimo że teraz uchodzi za wzór nonkonformizmu, od dzieciństwa miał tylko jeden cel - być sławnym i zdobyć uznanie innych. Za wszelką cenę. Taka sylwetka późniejszego "Buntownika bez powodu" wyłania się z książki Holleya.
Pierwszy rozdział - "Zagadka Jamesa Deana" - zapowiada katastrofę, bo autor, znany w USA tropiciel wątków homoseksualnych w biografiach słynnych ludzi, skupia się wyłącznie na relacjonowaniu plotek, czy aktor był gejem, a może lubił i kobiety, i mężczyzn. Jałowa lawina cytowanych relacji sugerujących, że aktor zrobił karierę, bo zawsze wiedział z kim się przespać, pozostawia niesmak. Jednak kolejne rozdziały to już porządna, reportersko dokładna biografia aktora, jakiej jeszcze w Polsce nie było.

Charakterystyczny uciekający przed kamerą wzrok, jakby Dean ciągle coś ukrywał, stał się dla publiczności najbardziej rozpoznawalnym atrybutem jego gry, a biografom rozbudzał wyobraźnię. Jaką tajemnicę skrywał aktor? Holley z miejscami męczącą, jednak godną podziwu drobiazgowością prowadzi czytelnika w świat swego bohatera. Nie stara się przy tym wystawić kolejnego pomnika wrażliwego outsidera, nie pielęgnuje jego legendy. Relacjonuje, że twarz Deana trzeba było fotografować z profilu, bo en face był zaledwie przystojny. Zaś słynna metoda improwizacji wynikała z tego, że nie potrafił nauczyć się tekstu na pamięć, a krótkowzroczność połączona z niechęcią do noszenia okularów powodowała, że nie wychodziły z nim żadne próby czytane. Holley rekonstruuje dzieciństwo małego Jamesa, podsuwa trop nizwykle bliskiego, toksycznego związku z matką. To ona pchała go na estradę - jako przedszkolak był już solistą grupy tanecznej. Jej nagła śmierć, kiedy przyszły aktor miał dziewięć lat i oddanie na wychowanie do rodziny ojca naznaczyły, zdaniem autora, jego postawę i późniejsze wybory. Łącznie z najważniejszym w jego życiu związkiem z 11 lat starszą kobietą.

Dużo tu też szczegółów łączących postawę aktora z jego metodami pracy. Holley znajduje wiele argumentów na to, że Deana nie ukształtowało wbrew powszechnej opinii słynne nowojorskie Actors Studio. Wielu rozmówców przyznaje, że w dużej mierze był to talent samorodny. Pokazuje też, jak bardzo daleko było Deanowi do profesjonalisty stąpającego mocno po ziemi. Już w czasie studiów na wydziale teatralnym uważał, że zawsze jest obsadzany w roli głównej (za taką wziął rolę Malkolma w "Makbecie") i nie zauważał słów krytyki. Co więcej od pierwszych kameralnych występów na deskach studenckich teatrów sądził, że jest popularny. "Dean, do tego by współpraca z nim była naprawdę owocna, potrzebuje szczególnego rodzaju atmosfery. Potrzebował wsparcia, tolerancji i zrozumienia" - wspomina na łamach książki Nicholas Ray, reżyser "Buntownika bez powodu".

Oparta na ponad stu wywiadach najobszerniejsza nie tylko na polskim rynku biografia Jamesa Deana pokazuje kogoś innego niż znamy z ekranu i z legendy. To bardzo dobrze.

Magdalena Michalska
Źródło: Dziennik.pl
12następna »
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl

Najczęściej komentowane