Portret uwodzicielki Lili Brik
Książka Waksberga to nie tylko biografia niezwykłej postaci, jaką była Lili Brik, ale też przejmująca historia wielu wybitnych artystów, uwikłanych w XX-wieczną historię.
Lili Brik była znawczynią i koneserką sztuki. W prowadzonym przez nią i Osipa Brika salonie gromadziły się najwybitniejsze postaci świata artystycznego przed- i powojennego ZSRR, a dzięki wyczuciu i jakiemuś szóstemu zmysłowi Lili potrafiła bezbłędnie rozpoznać i wylansować rokujące wielką sławę talenty literackie. Szkoda, że ta charyzmatyczna postać w wydaniu Waksberga wypada chwilami blado. Jej obraz nabiera rumieńców dopiero w miejscach, gdzie autor wspomina o jej grzeszkach, mniejszych lub większych intrygach, nie do końca jasnych układach z władzami radzieckimi.
Siłą rzeczy książka Waksberga z opowieści o magnetyzującej kobiecie staje się opowieścią o epoce, życiu środowiska literackiego w czasach porewolucyjnych, stalinowskich, w końcu - breżniewowskich, o zdradach, donosach, dylematach i dramatach ludzi wobec niszczycielskiego systemu. Pojawiają się tu zresztą i wątki quasi-sensacyjne. Jak to możliwe, że Brik i Majakowski bez większych trudności mogli podróżować za granicę w czasach, gdy zwykły obywatel ZSRR mógł sobie o tym ledwie pomarzyć? Jakimi układami z KGB zostało to okupione i jak głębokie mogło mieć konsekwencje? Autor momentami bawi się w detektywa, choć próbując złożyć całość ze strzępów informacji, nie znajduje odpowiedzi na wszystkie pytania.
Trudno powiedzieć, w którym momencie ta historia wciąga i fascynuje najbardziej. Życie Lili Brik składa się ze zbyt wielu frapujących faktów, by mogła wyjść z tego zła książka.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!