Natsuo Kirino dała się dotąd poznać jako zręczna autorka psychologizujących kryminałów. Jej wydane w Polsce powieści: „Groteska” i „Ostateczne wyjście”, zebrały pozytywne recenzje. Nie ustępuje im kolejna książka autorki – „Prawdziwy świat”. Tym razem wyróżniona nagrodą Mystery Writers of Japan pisarka zabiera nas nie w środowisko prostytutek czy pracownic fabryki, ale w osobliwy świat japońskich nastolatków.

Sprawa, którą opisuje Kirino, jest jak wycięta z brukowych gazet: w jednym z domów na przedmieściach Tokio ktoś morduje kobietę. Podejrzenie od razu pada na… jej syna, który znika w tajemniczych okolicznościach. Ale Glista – bo tak znajomi nazywają chłopaka – miał cztery przyjaciółki. Teraz Toshi, Terauchi, Yuzan i Kirarin będą musiały jakoś zareagować na wstrząsające wydarzenia w sąsiedztwie.

Tak naprawdę książce Kirino bliżej do powieści psychologicznej niż kryminału czy nawet thrillera. Największą uwagą autorki cieszy się bowiem to, co dzieje się z zagubionymi nastolatkami w spowitym smogiem Tokio. Dlatego zastosowała sprawdzony, a wciąż działający pomysł narracyjny: opowiada o zdarzeniach z punktu widzenia każdej postaci z osobna. W ten sposób dowiadujemy się, co trapi młode pokolenie współczesnej Japonii.

Okazuje się, że Yuzan skrywa przed całym światem swoją homoseksualną orientację. Kirarin chwali się, że jako jedyna z grona znajomych nie jest już dziewicą, a by dowieść swego zepsucia, oddaje się rozpustnym zabawom. Zupełnie inaczej płynie życie Toshi – tę skromną i cichą dziewczynę wszyscy próbują rozmaicie wykorzystać. Tymczasem tajemnicza Terauchi cierpi z powodu problemów rodzinnych i w niczym jej nie pomaga to, że cechuje ją skomplikowana natura. Wreszcie mamy samego Glistę i jego zbrodnicze wyznanie.

Musi być coś niepokojącego w Japonii, zasobnej, a zarazem zawieszonej między tradycją a dynamicznym rozwojem, bowiem książki, które stamtąd dostajemy, serwują nam raczej niewesołą wizję świata. Ostre i wstrząsające były „Dzieci ze schowka” Ryu Murakamiego – historia dwóch podrzutków, którzy muszą odrobić lekcję koszmarnego dojrzewania. Tymczasem w pełnych młodzieńczego nihilizmu „Językach i kolczykach” młodziutkiej Hitomi Kanehary czytaliśmy o buntującej się nastolatce, która problemy wewnętrzne odreagowywała poprzez coraz bardziej wymyślne eksperymenty z własnym ciałem.

Nawet Haruki Murakami, który posługuje się pełną liryzmu estetyką, pisze o Japonii jako o miejscu przesyconym smutkiem i wielkomiejską samotnością. Podobnie Kirino – trzymając się sprawdzonych wzorców literatury popularnej – pokazuje Japonię jako kraj kontrastów, obcości i podskórnych napięć, które rozpaczliwie szukają ujścia.

Biorąc pod uwagę wszystkie te dzieła, można pokusić się o stwierdzenie, że Japonia to kraj wciąż poszukujący swej tożsamości, a próby jej nowego zdefiniowania przebiegają w cieniu typowej, azjatyckiej psychozy.

Dużo było w kulturze dzieł mierzących się z tematem dzieciaków pozostawionych samym sobie, idących na dno. Weźmy choćby pierwsze z brzegu filmy: głośnego „Słonia” van Santa czy estońską „Naszą klasą” Ilmaara Raaga. Nie inaczej jest też w „Prawdziwym świecie” Kirino – pięcioro nastolatków wzrasta niby w przyzwoitych rodzinach. Kiedy jednak wraz z bohaterami wchodzimy bliżej w ten świat, okazuje się, że na pozornie idealnym wizerunku pojawiają się nie tyle rysy, ile głębokie pęknięcia.

Razi trochę w książce Japonki to, jak buduje ona portrety swoich bohaterów. Za często pojawiają się tu otwarte deklaracje i natrętnie konfesyjny ton, który wydaje się użyty po to, byśmy nie mieli trudności w zrozumieniu, co trapi tych ludzi. Tymczasem nie dość, że nie mamy, to żądamy więcej subtelności. Dodatkowo jest w „Prawdziwym świecie” nuta jakiejś naiwności, która przeszkadza w akceptacji książki. Trudno uwierzyć, że nastolatkom tak łatwo igrać z japońskim systemem sprawiedliwości. Chwilami zbyt ostentacyjny, a przez to niewiarygodny staje się też ich nihilizm. Niemniej autorka z niełatwym zadaniem stworzenia literatury rozrywkowej, która raz po raz mruga do nas ambitną diagnozą społeczną, poradziła sobie całkiem dobrze.