Gdyby we współczesnym Tel Awiwie niespodziewanie zjawił się król Dawid, mieszkańcy metropolii bez większych kłopotów mogliby się z nim dogadać. Na tym polega fenomen języka hebrajskiego – twierdzi w wywiadach izraelski pisarz Meir Shalev. W niezwykły sposób spotykają się w nim różne czasy, slang współczesnej ulicy współistnieje z mową biblijnych postaci sprzed kilku tysięcy lat.

Fascynację Shaleva hebrajszczyzną wyczuwamy nawet wówczas, gdy mamy do czynienia z przekładami jego książek. Język nigdy nie jest w nich przezroczysty, pisarz z zapałem bada jego granice, poziomy, możliwości. Z tym zaś wiąże się coś jeszcze – owo magiczne przenikanie się płaszczyzn czasowych, o których wspominał izraelski autor. Doskonale to widać w "Chłopcu i gołębiu", drugiej po "Rosyjskim romansie" powieści Shaleva, jaka ukazała się w Polsce. Tu równolegle toczą się dwie opowieści: jedna jest współczesna, druga rozgrywa się w czasie wojny o niepodległość Izraela w 1948 roku.

O tytułowym chłopcu wiadomo niewiele. Tyle tylko, że wychował się w kibucu, jest hodowcą tresującym gołębie pocztowe dostarczające wiadomości na wojennym froncie i że ginie, zdążywszy jednak przesłać ukochanej ostatnią przesyłkę. Para tajemniczych, bezimiennych kochanków będzie powracać na kartach powieści, choć znaczenie ich związku zrozumiemy dopiero pod koniec.


Główną oś fabuły stanowią jednak losy niejakiego Jaira Mendelsona, pochodzącego z Tel Awiwu faceta w średnim wieku zarabiającego na życie jako przewodnik wycieczek turystycznych. Nietrudno się domyślić, że baśniowa historia sprzed lat stanowi jakąś wskazówkę dla bohatera rozpaczliwie poszukującego własnego miejsca na ziemi. Całe życie Jaira naznacza bowiem jakieś poczucie pustki, wykluczenia, nieprzynależności.

Sposobem na przełamanie fatum ma być niezwykły prezent otrzymany od matki tuż przed jej śmiercią: Jair dostaje pieniądze na kupno i remont nowego domu – prywatnej przystani, małej ziemi obiecanej. Do realizacji misji bohater zabiera się z determinacją biblijnego Noego, wbrew rozsądkowi i poradom bliskich. Na horyzoncie pojawia się natomiast jego dawna miłość z młodzieńczych lat.

Sam Meir Shalev przyznaje, że – w przeciwieństwie do wielu cenionych kolegów po piórze w jego kraju – jako pisarz stara się uciekać od polityki. Pytany, dlaczego akcję powieści umieścił częściowo w czasie wojny o niepodległość, odpowiedział, że zależało mu na gołębiach, które pełnią w książce rolę symboliczną.


"Chłopiec i gołąb" w pierwszej kolejności jest poetycką opowieścią o poszukiwaniu własnej drogi. I wbrew pozorom nie ma w tym krzty kiczu ani gładkich mądrości, jakimi chętnie szafują pisarze pokroju Paula Coelho. Shalev unika banału, wymierzając wszystko we właściwych proporcjach: jest tu refleksja nad współczesnością, niewielka dawka baśniowości, koszmar wojny i pocieszycielski mit, a nade wszystko to, co izraelskiego autora pociąga tak szczególnie: płynne przenikanie się różnych czasów i różnych porządków.

CHŁOPIEC I GOŁĄB | Meir Shalev | przeł. Magdalena Sommer | Muza 2010 | 34,99 PLN