Artysta jako demiurg
Wydawało się, że Stephen King na dobre stracił już miano najwybitniejszego autora powieści grozy. Jednak jego najnowsza książka „Ręka mistrza” zwiastuje powrót pisarza do wysokiej formy.
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ostatnie lata nie były dla Stephena Kinga zbyt udane. Po wypadku, któremu uległ w 1999 roku w pobliżu swojego domu (został potrącony przez ciężarówkę), zaczął pisać coraz gorsze powieści. Zarówno nadęte, przeładowane słabymi pomysłami zakończenie cyklu „Mroczna wieża”, jak i okropna „Historia Lisey” nie dawały nadziei na przyszłość. Coraz gorszego wrażenia nie mogły naprawić ani niezła, choć czysto rzemieślnicza „Komórka”, ani odkurzony po latach „Blaze”, pochodzący jeszcze z czasów, gdy King ukrywał się pod pseudonimem Richard Bachman. Tym większą niespodzianką jest „Ręka mistrza”, książka co prawda daleka od doskonałości (z takim choćby „Lśnieniem” nie śmiałbym jej nawet porównywać), ale i tak zwiastująca powrót pisarza do lepszej formy.
To również jedna z najbardziej osobistych powieści autora „Miasteczka Salem”. Trudno bowiem nie dopatrzeć się alter ego Kinga w postaci głównego bohatera Edgara Freemantle’a, przedsiębiorcy przechodzącego na małej wyspie u wybrzeży Florydy rehabilitację po tragicznym wypadku, w którym stracił prawą rękę. To właśnie na Duma Key Freemantle odkrywa u siebie niezwykły talent malarski. Zachęcony przez swojego sąsiada z wyspy, byłego prawnika Wiremana, wystawia swoje obrazy w galerii, robiąc błyskawiczną karierę jako genialny prymitywista. Sukces ma jednak swoją mroczną stronę: jego malarstwem kierują parapsychiczne impulsy, które Freemantle odbiera z utraconej ręki. Wkrótce okazuje się, że jego dzieła mają moc zmieniania świata. Dzięki powstającym w twórczym szale obrazom Freemantle odbiera życie mężczyźnie oskarżonemu o molestowanie dzieci i leczy Wiremana z gnębiących go skutków nieudanej próby samobójczej sprzed lat.
Jak za dawnych czasów King po mistrzowsku łączy powieść obyczajową i dramat psychologiczny z klasycznym horrorem. Przez większą część książki groza narasta niemal niezauważalnie, osiągając pełną napięcia kulminację dopiero w ostatnich rozdziałach. King woli bowiem badać ciemne strony ludzkiej osobowości, konfrontując swoich bohaterów z niewytłumaczalnym. Umiejętnie, choć powoli (chwilami nawet zbyt powoli, skoro powieść liczy z górą 600 stron) konstruuje akcję, więcej miejsca poświęcając na drobiazgowe nakreślenie charakterów postaci. Bo też – jak każda udana powieść Kinga – „Ręka mistrza” jest czymś więcej niż horrorem. To przede wszystkim gorliwe wyznanie wiary w moc sztuki: jednocześnie uzdrawiającą (malarstwo ułatwia Freemantle’owi powrót do zdrowia, pomaga odreagować traumatyczne wydarzenia) i niszczącą. Sztuka (a więc także literatura) – wydaje się mówić King – jest nie tylko odbiciem rzeczywistości. Pozwala kształtować umysły odbiorców, a stając się elementem świata, jednocześnie na niego wpływa. Daje twórcy niemal nieograniczoną, boską moc. Artysta jako demiurg, którego dzieło wykracza poza zrodzone w wyobraźni światy? Kusząca i jednocześnie niebezpieczna to wizja. Na szczęście dla Kinga stanowi przede wszystkim pretekst do rozwoju akcji, a nie pole do filozoficznych dywagacji.
RĘKA MISTRZA (Duma Key)
Stephen King
przełożył Michał Juszkiewicz
Prószyński i S-ka 2008
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!