Dziennik Gazeta Prawana logo

Artysta jako demiurg

20 września 2008, 19:52
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Wydawało się, że Stephen King na dobre stracił już miano najwybitniejszego autora powieści grozy. Jednak jego najnowsza książka „Ręka mistrza” zwiastuje powrót pisarza do wysokiej formy.

Ostatnie lata nie były dla Stephena Kinga zbyt udane. Po wypadku, któremu uległ w 1999 roku w pobliżu swojego domu (został potrącony przez ciężarówkę), zaczął pisać coraz gorsze powieści. Zarówno nadęte, przeładowane słabymi pomysłami zakończenie cyklu „Mroczna wieża”, jak i okropna „Historia Lisey” nie dawały nadziei na przyszłość. Coraz gorszego wrażenia nie mogły naprawić ani niezła, choć czysto rzemieślnicza „Komórka”, ani odkurzony po latach „Blaze”, pochodzący jeszcze z czasów, gdy King ukrywał się pod pseudonimem Richard Bachman. Tym większą niespodzianką jest „”, książka co prawda daleka od doskonałości (z takim choćby „Lśnieniem” nie śmiałbym jej nawet porównywać), ale i tak zwiastująca powrót pisarza do lepszej formy.

To również jedna z najbardziej osobistych powieści autora „Miasteczka Salem”. Trudno bowiem nie dopatrzeć się alter ego Kinga w postaci głównego bohatera Edgara Freemantle’a, przedsiębiorcy przechodzącego na małej wyspie u wybrzeży Florydy rehabilitację po tragicznym wypadku, w którym stracił prawą rękę. To właśnie na Duma Key Freemantle odkrywa u siebie niezwykły talent malarski. Zachęcony przez swojego sąsiada z wyspy, byłego prawnika Wiremana, wystawia swoje obrazy w galerii, robiąc błyskawiczną karierę jako genialny prymitywista. Sukces ma jednak swoją mroczną stronę: jego malarstwem kierują parapsychiczne impulsy, które Freemantle odbiera z utraconej ręki. Wkrótce okazuje się, że jego dzieła mają moc zmieniania świata. Dzięki powstającym w twórczym szale obrazom Freemantle odbiera życie mężczyźnie oskarżonemu o molestowanie dzieci i leczy Wiremana z gnębiących go skutków nieudanej próby samobójczej sprzed lat.

Jak za dawnych czasów King po mistrzowsku łączy powieść obyczajową i dramat psychologiczny z klasycznym horrorem. Przez większą część książki groza narasta niemal niezauważalnie, osiągając pełną napięcia kulminację dopiero w ostatnich rozdziałach. King woli bowiem badać ciemne strony ludzkiej osobowości, konfrontując swoich bohaterów z niewytłumaczalnym. Umiejętnie, choć powoli (chwilami nawet zbyt powoli, skoro powieść liczy z górą 600 stron) konstruuje akcję, więcej miejsca poświęcając na drobiazgowe nakreślenie charakterów postaci. Bo też – jak każda udana powieść Kinga – „” jest czymś więcej niż horrorem. To przede wszystkim gorliwe wyznanie wiary w moc sztuki: jednocześnie uzdrawiającą (malarstwo ułatwia Freemantle’owi powrót do zdrowia, pomaga odreagować traumatyczne wydarzenia) i niszczącą. Sztuka (a więc także literatura) – wydaje się mówić King – jest nie tylko odbiciem rzeczywistości. Pozwala kształtować umysły odbiorców, a stając się elementem świata, jednocześnie na niego wpływa. Daje twórcy niemal nieograniczoną, boską moc. Artysta jako demiurg, którego dzieło wykracza poza zrodzone w wyobraźni światy? Kusząca i jednocześnie niebezpieczna to wizja. Na szczęście dla Kinga stanowi przede wszystkim pretekst do rozwoju akcji, a nie pole do filozoficznych dywagacji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj