Maja Kleczewska, reżyserka młodego pokolenia, za osiem dni pokaże światu swoją wersję Sary Kane. Czy jej "Zbombardowani" wzbudzą tyle samo emocji, co dotychczasowe wystawienia dramatów Kane?

Sztuka "Zbombardowani" po raz pierwszy została wystawiona w 1995 roku w londyńskim teatrze The Royal Court i wywołała prawdziwy skandal. Krytycy teatralni prześmigiwali się niemal w wymyślaniu określeń mających zniechęcić widzów do pójścia na spektakl.

Naturalizm, przemoc, chora wyobraźnia to tylko niektóre z zarzutów, które posypały się pod adresem Kane. Kilka lat później, po śmierci Kane, ci sami krytycy ustawili ją w jednym rzędzie z Samuelem Beckettem i Edwardem Bondo.

Sztuka opowiada historię dwójki ludzi, których łączy dziwne, niszczące uczucie. Umierający na raka mężczyzna sprowadził do hotelu w Leeds swoją dawną miłość. Nazwanie ich związku toksycznym to jedno z najłagodniejszych określeń jakie można użyć.

Sytuacja diametralnie się zmienia, gdy na hotel spada bomba. Kolejnym przełomem jest pojawienie się w sztuce policjanta, który jednak nie okazuje się stróżem porządku, a apogeum jego degeneracji następuje wówczas, gdy odbywa homoseksualny stosunek z chorującym na raka mężczyzną. Po tych wszystkich wydarzeniach toksyczna miłość bohaterów jest jedynym promykiem nadziei w otaczającej beznadziei.

Premiera "Zbombardowanych" w reżyserii Mai Kleczewskiej odbędzie się 27 kwietnia w Teatrze Starym w Krakowie. W spektaklu wystąpią: Krzysztof Globisz, Sandra Korzeniak i Sebastian Pawlak.