"Widzowie odebrali ten obraz jako opowieść o miejscu idealnym, w którym panuje porządek boski i naturalny, i nie ma tu mowy o przypadku, a tradycja jest jedną z podstawowych wartości" - tłumaczy DZIENNIKOWI Bromski. "Publiczność chce oglądać filmy, które mają uspokajające i polepszające samopoczucie działanie" - dodaje. Niech nie myli też tytuł "Terminator". "U Pana Boga za piecem" Arnold Schwarzenegger się nie pojawia. Nazwa pochodzi od zwykłego ucznia, terminującego u czeladnika, czyli terminatora.

Reklama

Tak jak w poprzedniej części, i teraz głównym bohaterem będzie ksiądz, słynący m.in. z tego, że na pagery parafian wysyłał zdrowaśki do odmówienia. "Wprowadzi teraz listę przebojów najczęściej popełnianych grzechów. Co niedzielę z ambony prezentuje tę listę. Mówi na przykład <Dzisiaj 'nie cudzołóż' spadło na trzecie miejsce>. Nic dziwnego, bo przecież nie ma z kim cudzołożyć".

Księdza gra Krzysztof Dzierma, kompozytor z Białostockiego Teatru Lalek. Tak jak w poprzedniej produkcji, zagrają jego koledzy, aktorzy z Białegostoku. Przyjezdnych odtwarzają aktorzy z Warszawy. Emilian Kamiński gra świadka koronnego Bociana, w miasteczku ukrytego przez Centralne Biuro Śledcze, a Wojtek Solarz, debiutujący aktor Teatru Narodowego, młodego policjanta na pierwszej po szkole służbie.

Najciekawsze jest jednak to, że jego dzieło powstaje bez udziału TVP. "Telewizja scenariusz przeczytała, wszystko zaakceptowała, ale chciała dać najwyżej połowę pieniedzy" - skarży się Bromski. Jednak fundusze udało się zebrać i "Terminator", czyli "U Pana Boga za piecem 2", na nasze ekrany wejdzie wiosną przyszłego roku.