Dziennik Gazeta Prawana logo

Clint Eastwood czeka na Złoty Glob

12 października 2007, 14:50
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Jest fenomenem na tle całej historii Hollywoodu. Wciąż odnotowujemy jego kolejne wzloty, żadnych spektakularnych upadków. Krytycy, którzy chłodno przyjmowali pierwsze wyreżyserowane przez niego filmy, dziś oceniają: "Eastwood jest jak markowe wino - im starszy tym lepszy" - pisze DZIENNIK.

Po spektakularnym sukcesie antywesternu „Bez przebaczenia (cztery Oscary, w tym dla najlepszego filmu i za reżyserię) dwa lata temu zachwycił dramatem psychologicznym „Za wszelką cenę, ponownie zgarniając najważniejsze Nagrody Akademii. W tym roku znów jest w ścisłym gronie pretendentów do złotej statuetki i znów nas zaskoczył - nakręcił dwa filmy dotyczące jednego wydarzenia, będące próbą spojrzenia na nie z różnych perspektyw. Za oba otrzymał już nominacje do Złotych Globów.

Pierwszy z nich, oparty na prozie Jamesa Bradleya „Sztandar chwały, to historia starcia Amerykanów i Japończyków zimą 1945 roku w bitwie o Iwo Jima. Bohaterami są żołnierze amerykańscy, którzy po wygranej bitwie zatknęli flagę na szczycie Suribachi, a słynne zdjęcie uwieczniające ten moment stało się symbolem zwycięstwa. Film ukazuje różnicę między prawdą a mitem, sens bycia bohaterem oraz sedno wojennych doświadczeń. Drugi z filmów „Letters from Iwo Jima pokazujący tę samą bitwę oczami japońskiego generała, zyskał już miano arcydzieła. To właśnie on obok „Babel Inarritu i „Infiltracji Scorsese - typowany jest na zdobywcę najważniejszych tegorocznych Oscarów.

Dziś trudno nam uwierzyć, że Clint Eastwood kiedyś kojarzył się wyłącznie ze spaghetti-westernami. Początki jego kariery nie były usłane różami. „Nie było dotąd aktora o tak absolutnie nic niewyrażającej twarzy - pisano po jednej z jego pierwszych ról. W połowie lat 60. po serii występów w kiepskich amerykańskich filmach, wyjechał do Włoch. Tam zaistniał dzięki roli Bezimiennego w westernowej trylogii Sergio Leone („Za garść dolarów, „Za kilka dolarów więcej, „Dobry, zły i brzydki).

Jego największą miłością - obok kina - jest jazz. Świetnie gra na fortepianie i komponuje, w młodości występował nawet w muzycznych klubach. Napisał muzykę do pięciu swoich filmów, w tym do „Za wszelką cenę, za którą otrzymał nominację do Złotego Globu. „Jako małolat wierzyłem, że jestem Murzynem w ciele białego faceta, stąd miłość do jazzu - opowiada. Gdyby nie odniósł sukcesu jako aktor i reżyser, zostałby muzykiem. Kocha stare, jazzowe kawałki Nat King Cole’a i Charliego Parkera. O tym ostatnim nakręcił nawet ważny dla siebie film „Bird. Choć do nagród ma ironiczny stosunek, pytany, czy czuje się niedoceniony jako aktor, odpowiada z przekąsem: „Kiedy będę tak stary, że będzie mnie trzeba wnosić na scenę, ktoś w Akademii wpadnie w końcu na świetny pomysł, by dać mi honorowego Oscara za kreacje aktorskie. Podziękuję wtedy i zawołam: »Żegnaj Brudny Harry«. I będę miał drania z głowy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj