Za komentarz do powyższego cytatu kojarzącego się z satyrą na PRL, a pochodzącego z "Podróży Pana Kleksa” Jana Brzechwy może służyć recenzja "Alicji w Krainie Czarów” wygłoszona przez jednego z badaczy twórczości Lewisa Carrolla.

Reklama

"Dzieci powinny zająć się robieniem babek z piasku, a czytanie <Alicji..> zostawić dorosłym”. Napisana przez polskiego bajkopisarza książka o przygodach szalonego naukowca to lektura nie tylko dla małoletnich czytelników. Sam autor podkreślał, że nie pisze dla dzieci, lecz dla „młodych i ładnych matek”. A swoją „Akademię...” naszpikował aluzjami do antybaśniowego i okrutnego świata dorosłych.

Pierwszy tom trylogii, „Akademię Pana Kleksa”, Brzechwa pisał w czasie okupacji. Terror nazistowski dotknął go w szczególny sposób. Pisarz (1898 – 1966) pochodził z całkowicie spolszczonej rodziny Lesmanów (bratem stryjecznym pisarza był Bolesław Leśmian), ale w myśl ustaw norymberskich był Żydem. Ponadto figurował na hitlerowskiej liście intelektualistów, przeznaczonych do eksterminacji. Przez całą wojnę, którą przeżył w ukryciu, ciążyły więc na nim dwa wyroki śmierci.

Z koszmaru okupacji uciekał (jak wielu artystów tamtego czasu) w krainę wyobraźni, świat baśni, w którym dobro triumfowało nad złem. Symboliczny wymiar ma postać głównego bohatera Ambrożego Kleksa. Szalony wynalazca kierował akademią, do której przyjmował wyłącznie chłopców, których imię zaczynało się na literę „a”. To znacząca aluzja, bo jak wiadomo w latach 40. XX wieku Europa drżała pod butem niespełnionego malarza o imieniu Adolf. Pan Kleks był antytezą Hitlera. Nie chciał zawładnąć światem, lecz uczynić ludzi (i wszystkie bajkowe stwory) istotami szczęśliwymi.

Środkiem do osiągnięcia celu była edukacja, krzewienie wiedzy i łagodna perswazja idei dobra, którą wynalazca wykorzystał, uczłowieczając swojego ucznia, a zarazem największego wroga, lalkę Alojzego Bąbla. Być może taka terapia uczłowieczyłaby też Adolfa Hitlera, sęk w tym, że führer zamiast czytać, wolał palić nieprawomyślne książki. Odznaczający się pokaźnym nosem, rozczochrany, paradujący w obszernym surducie-chałacie, z bujną brodą i czupryną profesor Kleks jest fizycznym przeciwieństwem ulizanego Hitlera.

Ale Brzechwie nie chodziło tylko o stworzenie wiarygodnego, zgodnego z obiegowym wyobrażeniem wizerunku naukowca. W kontekście Holocaustu jego „chasydzki” image nabiera dodatkowego znaczenia.

„Akademia Pana Kleksa” ukazała się drukiem w 1946 roku. W Polsce instalowała się wtedy władza ludowa, szalała cenzura, prześladowano opozycję, zamknięto granice. Tymczasem Brzechwa opiewa prywatną uczelnię prowadzoną przez ekscentrycznego wolnomyśliciela, który za nic ma zakazy i dogaduje się z postaciami z innych bajek! W epoce obowiązkowej wiary w jedynie słuszną ideę takie przesłanie, delikatnie mówiąc, nie było przez stalinowskie władze mile widziane.

Warto, żeby pamiętali o tym wszyscy ci, którzy dziś wypominają Brzechwie serwituty, które płacił PRL – kilka wierszy wychwalających zdobycze socjalizmu. Zwłaszcza że także w kolejnych częściach „Akademii...” – „Podróżach Pana Kleksa” (1961) i „Triumfie Pana Kleksa” (1965) – pisarz wykpiwał system.

Wizja stechnicyzowanego społeczeństwa z „Podróży...”, które żyje tylko pracą (czy raczej jest do tego zmuszone, rozdział „Arcymechanik”), przywodzi na myśl Orwellowski „Rok 1984”. Napisaną ezopowym językiem „Akademię...” ciągle kapitalnie się czyta, nawet bez doszukiwania się aluzji do realiów społeczno-politycznych, w których autorowi przyszło żyć.

To pełen wiary w świat pean na cześć ludzkiej wyobraźni, której nie są w stanie zniewolić nawet najbardziej okrutne izmy. Nic dziwnego, że dzieło Brzechwy fascynuje kolejne pokolenia. Kilka lat temu „Akademia...” zajęła szóste miejsce w ogłoszonym przez wydawców plebiscycie Kanon Książek dla Dzieci i Młodzieży. Była najwyżej notowaną w zestawieniu książką polskiego autora.

Od kilku tygodni oblężenie przeżywa stołeczny Teatr Roma, gdzie grany jest musical będący adaptacją przygód bohaterów Brzechwy. Książkowe wydanie „Akademii...” zniknęło z warszawskich księgarń. Pan Kleks przetrwał totalitaryzmy i próbę czasu.