Kazimierz Kutz wspomina, że Krzysztof Kolberger zagrał główną rolę w jego obrazie <Na straży swej stać będę>. To film opowiadający o okresie okupacji niemieckiej na Śląsku.

Reklama

"Wówczas miałem okazję zetknąć się z nim w bezpośredniej pracy i poznać go bliżej, sam Kolberger zresztą później uważał, że to była jego najlepsza rola" - opowiada reżyser. Przyznaje, że podczas wspólnej pracy wytworzyła się między nimi głębsza więź. "Dla niego to było ważne doświadczenie, z kolei ja poznałem kogoś niezwykle ciekawego z tego pokolenia" - mówi Kutz.

Filmowiec nie waha się używać dużych słów mówiąc o postawie Krzysztofa Kolbergera.

"Mnie się wydaje, że wyróżniał się przez ostatnie lata jego choroby jakimś niesłychanym heroizmem w stosunku do własnego losu, jakąś taką dziwną, silną męskością. Był - moim zdaniem - człowiekiem bardzo prawym i bardzo uporządkowanym wewnętrznie. Posiadał bardzo głęboką duchowość i taką swoją - intymną, bo on tego publicznie nie demonstrował - filozofię życia, pełną harmonii, z dala od spraw tego świata" - wspomina Kazimierz Kutz.

Poseł zdradza, że ma po Krzysztofie Kolbergerze niezwykłą pamiątkę.

"Kiedy kończyliśmy naszą pracę w filmie, to on mi dał w prezencie taki sygnet męski, o którym nie dalej jak wczoraj rozmyślałem. Myślałem, że dobrze jest, kiedy człowiek spotyka na swojej drodze ważnych ludzi i coś materialnego się od nich dostaje (...). I dziś odszukałem ten sygnet i symbolicznie go włożyłem na palec i muszę powiedzieć, że idealnie pasuje. Myślę o Krzysztofie Kolbergerze i ten sygnet w ten sposób stał się mi jeszcze bardziej bliski" - kończy Kazimierz Kutz.