Jednak czy w ramach "oczyszczania" nie wylano dziecka z kąpielą? Czy piętnując nacjonalizmy, nie rugujemy ze świadomości również patriotyzmu - niezbędnego elementu
poczucia tożsamości? Czy kulturotwórcze zabiegi integrujące Europejczyków nie tylko gospodarczo, ale również unifikujące kulturowo, są oznaką wielkiego odrodzenia naszej cywilizacji? Czy
też raczej źródłem słabości prowadzącym w efekcie do jej upadku? Czy tolerancyjna i wyzbyta nacjonalizmów kultura europejska przetrwa zderzenie z innymi wielkimi cywilizacjami tego świata?
Na razie jest to jeszcze cywilizacja równie silna jak tamte. Ale czy to jej nowy początek, czy też zmierzch?
Nasza ankieta to element wspólnego przedsięwzięcia organizowanego przez dział kultury DZIENNIKA i TVP Kultura. Jego kontynuacją będzie dzisiejszy blok programów emitowany w cyklu
"Spotkania" na antenie TVP Kultura, który rozpocznie się o godzinie 17.
Cezary Michalski, pisarz, publicysta, zastępca redaktora naczelnego DZIENNIKA:
Wiarygodnymi ekspertami, których diagnoza pomaga odpowiedzieć na pytanie, czy Europa przeżywa kryzys, czy przeciwnie - pozostaje forpocztą ludzkości, nie są dla mnie zawodowi eurooptymiści z
mediów, ale filozof Peter Sloterdijk i pisarz Michel Houellebecq. Sloterdijk przedstawia dzisiejszą Europę jako szklarnię, miejsce, w którym narody po przejściach, przygniecione pamięcią o
zbrodniach lub byciu ofiarami (obie sytuacje, mimo że moralnie różne, tak samo czynią nas smutnymi i pozbawiają witalności) dostają swoją drugą szansę. Houellebecq portretuje Europę bez
misji, bez ideologicznego projektu, skupioną na szczęściu jednostki realizującym się w konsumpcji i seksie.
Czy to oznacza kryzys Europy? Zależy z jakiego punktu widzenia. Dla ludzi posiadających silny ideologiczny projekt Europa Sloterdijka i Houellebecqa to na pewno klęska. Ale czy jest to klęska także z perspektywy XX-wiecznej historii naszego kontynentu, kiedy różne narody i ideologiczne frakcje dokonywały tu regularnego ludobójstwa? Albo z punktu widzenia Sudanu, Iraku, Afganistanu, a nawet Iranu, Rosji, Chin, gdzie imperialne ambicje idą w parze z odebraniem wielu ludziom podstawowych wolności i praw?
A czy europejska szklarnia jest klęską z punktu widzenia współczesnej Polski, ciągle cywilizacyjnie zacofanej i nieszczęśliwej? Jarosław Kaczyński i Jarosław Marek Rymkiewicz pohukiwali
przez ostatnie dwa lata na temat silnej cywilizacyjnej alternatywy, jaką ukrywają ponoć w swoich szufladach. Ale nigdy nie została ona wyartykułowana, wic może ich szuflady są puste? Nawet
europejski islam ma swojego Tariqa Ramadana, który domaga się respektu używając bardzo zdyscyplinowanego, zmuszającego do polemiki języka. Polska wydała ostatnio tylko wizję oszalałego
żubra pędzącego przez bagna z obłędem w oczach. A obok tej nieartykułowanej gorączki paru liderów narasta tęsknota Polaków, narodu po przejściach, za Europą Houellebecqa i Sloterdijka,
która z naszego punktu widzenia nie oznacza kryzysu, ale wciąż nieosiągalny projekt.
Sławomir Sierakowski, publicysta, socjolog:
Podzielam pogląd tych, którzy uważają, że mówić o cywilizacji i kulturze europejskiej można jedynie wtedy, gdy potraktuje
się łącznie Europę i Amerykę Północną. Już to zastrzeżenie sprawia, że nie sposób uznać dziś cywilizacji tej za ustępującą. Poza perspektywą demograficzną prawie w każdej innej -
ekonomicznej, militarnej, politycznej, technologicznej - trwa i niezagrożona wydaje się hegemoniczna pozycja cywilizacji euroatlantyckiej. Nawet gdy przyznamy problemom demograficznym kluczowe
znaczenie dla przyszłości świata, wszyscy konkurenci Europy i Ameryki mają przed sobą daleką drogę do wyprzedzenia ich w sensie cywilizacyjnym. Prawie wszyscy konkurenci mają przede wszystkim
poważne problemy z rozwojem demokracji, a zgadzam się z tym poglądem, który w poszanowaniu zasad demokracji i tolerancji widzi dziś warunek konieczny rozwoju cywilizacyjnego.
Innowacyjność zależy obecnie od stosunku do różnorodności. Nie znaczy to, że sama Ameryka i Europa nie mają dziś problemów z demokracją. Od dawna demokracja nie była tak zagrożona,
jak w wyniku dominacji neoliberalnych dogmatów i populistycznych reakcji na nie. Od dawna demokracja nie była tak pustym pojęciem w Europie i Ameryce, jak obecnie w epoce postpolityki sprowadzonej
do marketingu politycznego i zastępujących demokratyczną sferę publiczną masowych mediów i przemysłu rozrywkowego. Problem polega na tym, że proces globalizacji rozszerza na cały niemal
świat wszystkie kłopoty cywilizacji europejskiej, dokładając je do już istniejących. Sprowadzając cywilizację do stylu życia, mamy dziś do czynienia z jego uniformizacją wszędzie na
świecie na wspólną modłę konsumpcyjnych społeczeństw europejskich i amerykańskich. Stylu życia i stylu wegetacji, bowiem dramatycznym problemem tego świata, który miałby rywalizować z
Europą i Ameryką, jest ogromne rozwarstwienie społeczne.
Jerzy Sosnowski, pisarz:
Czy zbliża się zmierzch Europy? To pytanie zadawano już wielokrotnie. Uderza przy tym związek między katastrofizmem a konserwatyzmem. Jakby
samozwańczy strażnicy dziedzictwa utożsamiali porażkę wierności z apokalipsą. Być może ta skłonność do samokwestionowania się jest niezbywalnym składnikiem naszej kultury. Dziś jednak
trzy czynniki czynią przyszłość Europy takiej, jaką znamy, wątpliwą: amerykanizacja życia i masowa imigracja z krajów islamu oraz praktyczny relatywizm Europejczyków.
Atrakcyjność wzorów amerykańskich jest od dawna oczywista. Konkurencję dla cywilizacji USA stanowi dziś Azja, nie Europa. Nie myślę przeczyć, że i stąd rozchodzą się niekiedy
inspiracje. Ale idea postmodernistycznego melting pot, w obrębie którego funkcjonują, jest amerykańska. Prospektywny mit Unii Europejskiej, zgoda, że nie jedyny, nosi wymowną nazwę Stanów
Zjednoczonych Europy.
Równocześnie kraje Zachodu zalewane są strumieniem muzułmańskich imigrantów, którzy chcą korzystać z możliwości tutejszej gospodarki, nie aprobując bynajmniej jej aksjologicznych podstaw.
Żądają własnego szkolnictwa i sądownictwa. To nie zarzut, tylko stwierdzenie faktu.
Jako precedens dla ich oczekiwań wskazuje się dawną autonomię diaspory żydowskiej. Ta jednak funkcjonowała wewnątrz Europy o silnej tożsamości. Nie tęsknię do czasów sojuszu ołtarza z
tronem, ale za Boga i ojczyznę można było oddać życie. A za co ma rzucać je na szalę dzisiejszy mieszkaniec starego kontynentu: za układ z Schengen? W imię czego je wieść? Już
trzydzieści lat temu wołano: "Better be red than dead". A czyż nie lepiej jeszcze zostać wyznawcą islamu? Za nim stoi przynajmniej wielka kultura…
Ostrożnie: proste ekstrapolacje obserwowanych współcześnie zjawisk wiodą na manowce, bezradne wobec nieprzewidzianych okoliczności. Pytanie o zmierzch Europy wydaje mi się jednak warte
postawienia - choćby po to, by odnaleźć inne cechy charakterystyczne naszej kultury niż samą tylko skłonność do kwestionowania własnych podstaw.