Dziennik Gazeta Prawana logo

Bohdan Łazuka: Miałem świat u swoich stóp

13 grudnia 2007, 02:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Miałem 25 lat. W 1963 roku pojechałem na festiwal piosenki do Opola jako początkujący aktor, a wróciłem stamtąd jako piosenkarz, którego zna cała Polska. Zdobyłem dwie nagrody: za charlestona "Dzisiaj, jutro, zawsze" i za piosenkę "To było tak" - wspomina w "Fakcie" Bogdan Łazuka.

Po Opolu publiczność waliła na moje występy i wypełniała największe sale. 14 razy śpiewałem przy zapełnionej do ostatniego miejsca Sali Kongresowej. W ciągu dwóch dni mogłem zagrać cztery razy dla 36 tysięcy osób w Hali Ludowej we Wrocławiu.

Do tego cały czas grałem w Teatrze Współczesnym. To był wtedy najlepszy teatr w Polsce. W każdą niedzielę prowadziłem w radiu „Niedzielny kiermasz muzyczny”. Dostałem się do Kabaretu Starszych Panów. Śpiewałem w nim słynne "To było tak", a z Basią Krafftówną "Przeklnę cię". W Teatrze Telewizji zagrałem Wacława w "Zemście". Świat był u moich stóp...

Współczesny to było cudowne miejsce. Atmosfera znakomita, nikt się nie wywyższał, nie miał gwiazdorskich manier.

W jednym z przedstawień grałem porucznika, który przychodzi na imieniny kobiety, którą grała Marta Lipińska. Wręczałem jej na scenie scyzoryk, mówiąc: "A ja dla pani, Iryno, przyniosłem taką drobną niespodziankę". Pewnego dnia podchodzi do mnie Łomnicki i wręcza mi... kosę. I mówi, że to dziś zamiast scyzoryka. Ja z tą kosą wszedłem na scenę. Lipińska nie wytrzymała ciśnienia i wybuchnęła śmiechem. Chcieli mnie ze Współczesnego wyrzucić, że gówniarz robi sobie głupie żarty. Ale wtedy pojawił się Łomnicki i mnie wybronił.

Bardzo lubiliśmy się z Bobkiem Kobielą. Poznałem go, gdy jeszcze byłem studentem. Zaprosił mnie na kolację do Grand Hotelu w Sopocie. Razem z nim przyszedł Zbyszek Cybulski. Znajomość ze Zbyszkiem przetrwała do jego śmierci w 1967 roku. Świetnie się rozumieliśmy, bo obaj lubiliśmy wino, kobiety i śpiew.

Wtedy poznałem też Jerzego Połomskiego. Tak naprawdę nazywał się Pająk, ale profesor Sempoliński stwierdził: "Pan nie może na afiszu mieć nazwiska Pająk". Teraz mam z Połomskim już słabszy kontakt.

Za to z Jerzym Gruzą od lat żyję w przyjaźni. Był na każdym moim ślubie. Jurek czasem do mnie dzwoni i narzeka. Zawsze zresztą narzekał, że coś go boli. Ja pełnię rolę balsamu kojącego. Gruza to pogodny człowiek, bardzo utalentowany, ma abstrakcyjne poczucie humoru i irracjonalne podejście do życia. Dzięki temu tak długo żyje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj