Dziennik Gazeta Prawana logo

Christian Fennesz: Na scenie działam intuicyjnie

3 marca 2008, 02:13
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Christian Fennesz
Christian Fennesz/Media
To może być muzyczne wydarzenie tej zimy. Sława rockowej alternatywy Amerykanin Mike Patton i mistrz elektronicznej awangardy, pochodzący z Austrii Christian Fennesz zagrają wspólnie w warszawskiej Proximie. Fennesz w wywiadzie dla "Dziennika" ostrzega, by szykować się na hałaśliwy freestyle.


Nie, to będzie surowe granie, bez żadnych plastycznych fajerwerków. Całą uwagę trzeba będzie skupić na muzyce.


Zawsze uważałem Mike’a za fascynującą osobowość, więc bardzo ucieszyłem się, kiedy do mnie zadzwonił. Każdy z nas robi muzykę opierającą się na improwizacji, freestyle’u. Na scenie prowadzimy ciekawy dźwiękowy dialog. Grając na żywo, udało nam się nawet skomponować kilka piosenek.


Przestałem sobie zawracać głowę tym, jak ludzie oceniają i kategoryzują moją muzykę. Dotyczy to wszystkich akademickich podziałów. O swojej muzyce myślę zarówno w kontekście popkultury, jak i technologii. Według mnie jest w niej sporo rytmu, choć nie korzystam z perkusyjnych sampli i nie występuję z bębniarzem.


Nie chciałbym prowadzić zespołu. Mój główny projekt to działanie solo, ale to cudowne mieć możliwość współpracy z różnymi ludźmi. Naprawdę ich nie wybieram, po prostu nasze ścieżki czasem się krzyżują. To szczęśliwe zbiegi okoliczności.


Nagrałem już piosenkę z Davidem Sylvianem i pomagam mu teraz w pracy nad jego nową płytą. Nic więcej nie planuję. Być może kiedyś, w przyszłości o czymś takim pomyślę. W tej chwili jednak koncentruję się na innych projektach.


De facto cały czas komponuję w ten sposób! Myślę, że to, co robię, to niejako wypadkowa dźwiękowego designu i klasycznego pisania piosenek. Choć studiowałem muzykologię, nie działam jak klasyczny kompozytor. Tworzę bardziej intuicyjnie i impulsywnie.


Nie mam pojęcia! Gdy jestem w Wiedniu, tak naprawdę większość czasu spędzam w domu i nigdzie nie wychodzę. Pomieszkuję też w Paryżu i jeśli gdziekolwiek prowadzę jakieś życie towarzyskie, to raczej tam. Ale oczywiście znam Pite, czyli Petera Rehberga i Burkharda, wielokrotnie razem pracowaliśmy i obaj są moimi dobrymi przyjaciółmi. Jednak elektroniczna scena to nie tylko Wiedeń. Ciekawe rzeczy dzieją się wszędzie, trzeba tylko dobrze poszukać.


Właśnie wychodzi mój nowy singiel, a wkrótce cały album "Black Sea". 30 kwietnia premierę w wiedeńskim Konzerthaus ma też moja kompozycja "Nanook Of The North", zamówiona przez grupę Klangforum Wien. Niedługo wyjdzie też wspólna płyta ze Sparklehorse. No i rzecz jasna album koncertowy z Mikiem Pattonem.

- jedna z najwybitniejszych postaci współczesnej sceny elektronicznej. Austriak zaczynał, grając na gitarze w zespołach punkowo-noise’owych. W połowie lat 90. sięgnął po laptopa, ale gitara została dla niego źródłem sampli. Światowy rozgłos przyniosła mu płyta "Endless Summer" (2001), nagrana dla wiedeńskiej wytwórni Mego.

- sławę zyskał dzięki występom z Faith No More. Od czasy rozpadu tej grupy z zespołami Fantômas, Tomahawk bada muzyczne ekstrema. Nagrywał z Kronos Quartet i Johnem Zornem, z Björk i Sepulturą. Na pierwszy album swego projektu Peeping Tom zaprosił wielu mistrzów alternatywnego hip-hopu, ale także Norę Jones, Bebel Gilberto czy Massive Attack.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj