Dziennik Gazeta Prawana logo

Złote Globy przestają być prognozą

12 stycznia 2009, 18:34
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Nie spełniły się prawie żadne przewidywania dotyczące Złotych Globów. Przepadli faworyci z największą liczbą nominacji: „Frost/Nixon” Rona Howarda, „Ciekawy przypadek Benjamina Button” Davida Finchera i „Droga do szczęścia” Sama Mendesa. Dwa pierwsze tytuły nie otrzymały ani jednej statuetki, trzeci zaledwie jedną - dla Kate Winslet za główną rolę.

Triumf niezależnego filmu „Slumdog. Milioner z ulicy” w reżyserii Danny'ego Boyla, statuetka dla pomijanego zazwyczaj przez włodarzy kinematografii Woody'ego Allena za najlepszy film komediowy, przewaga nagród dla twórców brytyjskich nad amerykańskimi Złote Globy – nagroda stowarzyszenia prasy zagranicznej akredytowanej w Hollywood – chcą przestać być przedpremierą Oscarów. Pokazać swoją niezależność od polityki wielkich wytwórni, dominacji wysokobudżetowych, koniecznie hollywoodzkich produkcji. Nie tylko zresztą Globy się zbuntowały. Krytyka imprez filmowych na całym świecie, ich coraz mniejsze powodzenie finansowo-medialne i powtarzane jak samospełniająca się przepowiednia doniesienia o kryzysie spowodowały, że każde wydarzenie w przemyśle – czy to rozdanie nagród, czy festiwal – chce być poza głównym nurtem, wypromować własne nazwiska, tytuły, dać swój wyraźny autorski podpis.

>>> Zobacz galerię z tegorocznego rozdania

Już zeszłoroczna edycja Globów – gdzie wyróżniono brytyjską „Pokutę” Joe Wrighta, która przepadła zupełnie w oscarowym rozdaniu – zapowiadała tę tendencję. Teraz zagrano jeszcze odważniej – – jak „Obywatel Milk” Gusa Van Santa opowiadający historię zamordowanego senatora geja, „Frost/Nixon” zgłębiający kulisy najsłynniejszego wywiadu telewizyjnego w historii amerykańskiej telewizji, w którym Richard Nixon de facto przyznał się do afery Watergate czy epicki, nawiązujący do stylu dawnego Hollywood „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona” równolegle prowadzący historię głównego bohatera i historyczno-obyczajowe zawirowania współczesnego mu świata od zakończenia I wojny światowej, przez debiut Beatlesów, itd. Jednym rzutem na taśmę zgrabnie wygumkowano ulubieńców wszelkich „rozdawaczy nagród” – Sean Penna, Meryl Streep, braci Coen...

Jakkolwiek moda na niezależność też może być wykalkulowaną strategią, ale z punktu widzenia kinomana jest pozytywnym zjawiskiem wywołującym dreszczyk emocji samym werdyktem, nie tak zwanym show.

Nie sądzę. Pozostanie imprezą przewidywalną, o której decyduje przede wszystkim dobry marketing. Ale paradoksalnie – to właśnie stanie się wyróżnikiem tych nagród na tle pozostałych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj