Dziennik Gazeta Prawana logo

Kubuś Puchatek powraca w dobrym stylu

1 czerwca 2010, 11:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
„Powrót do Stumilowego Lasu” trudno porównywać do oryginalnych opowieści A.A. Milne’a. Jeśli jednak ktoś chce przedłużyć sobie przygodę z Kubusiem Puchatkiem i znów poczuć jej klimat, książka Davida Benedictusa świetnie się do tego nadaje.

Ponoć brytyjski pisarz długo walczył o przychylność spadkobierców autora Chatki Puchatka. Przed kilku laty przygotował dla BBC słuchowisko o Puchatku, w którym zagrała m.in.Judi Dench i tym ostatecznie ich przekonał. Efektem jest książka, którą właśnie otrzymaliśmy. Można ją nazwać na hollywoodzką modłę oficjalnym sequelem Kubusia Puchatka. I jak to z sequelami bywa, rzecz jest oczywiście wyraźnie słabsza od oryginału. Tyle że w tym przypadku oryginał, a nawet dwa, były arcydziełami.

I Benedictus zdaje sobie z tego sprawę, nawet przez chwilę nie usiłując przebić Milnea. Tę książkę traktować trzeba jako uczciwe powielenie jego pisarskich sposobów, by stworzyć całość jak najbliższą duchowi kanonicznych dzieł. I kiedy tak się ją przeczyta, lektura przynosi satysfakcję. Powrotu... nie da się postawić w jednym szeregu z Kubusiem... i Chatką…. Można traktować go jednak jako aneks do tych książek dopełnienie dylogii o Misiu o Bardzo Małym Rozumku.

Co się Davidowi Benedictusowi udało? W dziesięciu niedługich rozdziałach, jak u Milnea stanowiących odrębne historyjki, oddał rytm prozy twórcy Kubusia i zadbał o to, by pójść wiernie za jego poczuciem humoru. Dzięki temu kawałki są niewymuszenie zabawne, chwilami absurdalne i ironiczne. Moją ulubioną pozostaje ta o wydrze Lotcie, która odwiedza mieszkańców Lasu, bierze kąpiel w wannie Krzysia, każe nakarmić się sardynkami, postanawia zostać na dłużej, a następnie zakłada dla Kubusia i jego przyjaciół Stumilową Akademię umiejętności różnych .Ona z pewnością mogłaby się znaleźć w jednej z książek Milnea. Poza tym wszystko zostaje po staremu. Królik próbuje dyktować warunki, Miś liczy garnczki z miodem, Sowa jest przemądrzała, Mama Kangurzyca nadopiekuńcza, Kłapouchy pozostaje w nastroju melancholijnym, powtarzając pytania o sens istnienia.

Czyta się to bez cienia znużenia, dzieci też będą zadowolone. Widać zatem, że David Benedictus solennie odrobił swą lekcję. Wspiera go jeszcze talent rysownika Marka Burgessa, który do tego stopnia dostosował swoją kreskę do stylu oryginalnych ilustracji Ernesta Shepharda, że te z Powrotu... zdają się jedynie odwzorowaniem obrazków z oryginału. Dlatego czyta się i ogląda wspólne dzieło Benedictusa i Burgessa z przyjemnością i szacunkiem. Nie zapominając oczywiście, że rzeczą na miarę Kubusia Puchatka ono nie jest i być nie może. Brakuje iskry, która odróżnia utwory bardzo przyzwoite od arcydzieł.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj