Dziennik Gazeta Prawana logo

Bogactwo minimalizmu

13 października 2007, 14:51
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Starość, prawda, rola i miejsce artysty, polityka, miłość - katalog spraw, jakie Margaret Atwood porusza w "Namiocie", najnowszym zbiorze opowiadań, jest rozległy. Ale rzecz nie w tym, o czym pisze Kanadyjka, ale jak doskonale to robi.

Czytając krótkie, esencjonalne prozy Margaret Atwood przypomniałem sobie słynny cykl obrazów Pieta Mondriana (18721944). Holenderski abstrakcjonista namalował w latach poprzedzających I wojnę światową szereg prac przedstawiających to samo drzewo - skromną jabłoń. Kolejnymi obrazami, przechodzącymi stopniowo od wiernego drobiazgowego realizmu do pełnej, geometrycznej abstrakcji, udokumentował własną drogę artystyczną - od klasycyzmu po minimalizm.

Margaret Atwood, laureatka nagrody Bookera, pokazuje zbiorem "Namiot", że casus Mondriana może być równie aktualny w dziedzinie literatury. Teksty Atwood nie przekraczają objętością paru stron (a przeważnie są krótsze), ale każdy z nich stanowi obietnicę opowieści. Podobnie jak w przypadku abstrakcyjnego malarstwa ciężar jej uzupełnienia, interpretacji, estetycznej konsumpcji spada na obdarzonego wyobraźnią czytelnika.

Zresztą już pierwsze opowiadanie "Historie życia" sugeruje takie rozwiązanie - to przepiękny tekst, być może o umieraniu, ale z pewnością o literackim redukcjonizmie, odcinaniu niepotrzebnych gałęzi z drzewa życia. "Został ledwie akapit, ledwie zdanie czy dwa, ledwie szept. Przyszłam na świat dawno temu. Przyszłam na świat. Przyszłam" - kończy Atwood.

W "Namiocie" liryzm niespodziewanie zderza się z sarkazmem, emocje z suchą relacją, sen z rzeczywistością. Ta technika pisarska i sposób postrzegania rzeczywistości wygląda dla nas znajomo - natychmiast przywodzi na myśl poezję Wisławy Szymborskiej. Wygląda na to, że dostojna noblistka ma po drugiej stronie Atlantyku bratnią duszę, ironistkę zakochaną w świecie bez wzajemności.

Mam w książce Atwood ulubiony utwór, nosi on tytuł "Nasz kot idzie do nieba". Pierwsze pytanie, jakie rzeczony kot zadaje Bogu (który również przybiera kocią postać), brzmi: "Czy mógłbym odzyskać swoje jądra?". "Oczywiście - odpowiada Bóg. - Są za tamtym krzakiem". Zawsze się zastanawiałem, jakie mogłoby być najgorętsze życzenie kanapowego kota, który trafia do Raju. Margaret Atwood trafiła w dziesiątkę.


"Namiot"
Margaret Atwood, przeł. Justyna Gardzińska, Bellona 2007

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj