Dziennik.pl logo

Indridason: O realistycznej zbrodni nie powinno się pisać wprost

24 czerwca 2018, 15:54
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Islandia
Islandia/Shutterstock
Jak pisać literaturę kryminalną w kraju, w którym właściwie nie popełnia się żadnych poważnych przestępstw? Zbrodnia musi być realistyczna.

Jakie jest pana literackie doświadczenie?

To przede wszystkim tradycja islandzka. Dopiero w szerszym sensie – tradycja nordycka. Ale nim zacząłem pisać powieści kryminalne, czytałem skandynawskie kryminały, przede wszystkim znakomitą, klasyczną serię Maj Sjöwall i Pera Wahlöö o sztokholmskich policjantach. Te książki były popularne na Islandii. Wyciągnąłem z tej lektury parę ważnych wskazówek. Po pierwsze, że policjanci w powieści kryminalnej nie muszą być superbohaterami, a nawet lepiej, żeby nimi nie byli. Bo są zwykłymi ludźmi – jak ja albo pan. Po drugie, że praca policyjna bywa raczej nudna i rutynowa. Sjöwall i Wahlöö nie wymyślili zresztą tego podejścia, chociaż dodali do niego lewicową wrażliwość – wzorowali się na amerykańskim pisarzu Edzie McBainie, autorze powieści z serii „87. posterunek”, faktycznym twórcy kryminału procedur policyjnych. Chodzisz, zadajesz pytania, spotykasz się z ludźmi, czytasz dokumenty, zbierasz informacje, wysiadujesz godziny podczas nasiadówek. Kiedy zabrałem się do pisania własnych książek, ten społeczny realizm wydawał mi się kluczowy. Bo wie pan – nie ma sensu pisać dla samego pisania, jeśli się nie ma czegoś do powiedzenia o rzeczywistości. Nordic noir właśnie dlatego okazało się takim przełomem, że w kryminalnym opakowaniu sprzedało jakąś istotną prawdę o świecie. To mi pasowało.

Cykl Sjöwall i Wahlöö o Martinie Becku i jego sztokholmskich kolegach był jednak pomyślany również jako ostra satyra. I faktycznie bywa bardzo zabawny.

A u mnie to wszystko wygląda zwykle dużo poważniej. Jeśli staram się przemycić humor do książek, to dyskretnie. Nigdy nie myślałem o sobie jako o satyryku, ale staram się od czasu do czasu przełamać powagę, na przykład przez zderzanie ze sobą skrajnie różnych ludzkich typów. Jeśli mam tak odmiennych bohaterów jak ponury tradycjonalista Erlendur Sveinsson i ultraliberalny postępowiec Sigurdur Oli, zderzenia są nieuniknione.

Sigurdur to także frustrat. Chociaż frustruje go coś całkiem innego niż Erlendura.

On po prostu nienawidzi przestępców. Erlendur ma z kolei zbyt wiele empatii, to go niszczy. Sigurdur feruje szybkie i łatwe wyroki, Erlendur zawsze szuka historii kryjącej się za przestępstwem, historii, która zazwyczaj opowiada o czyimś nieszczęściu i krzywdzie. Sigurdur nie byłby w stanie w ogóle pomyśleć o przestępcy jako o potencjalnej ofierze. To rodzi konflikty, ale te ich starcia mogą mieć także wymiar komiczny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj