Dziennik Gazeta Prawana logo

"Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę", czyli cztery dekady korespondencji Szymborskiej i Barańczaka

18 listopada 2019, 07:35
Ten tekst przeczytasz w 7 minut
Wisława Szymborska. Koniec i początek
Wisława Szymborska. Koniec i początek/Media
Odczytane z rękopisów listy, misterne wyklejanki, nieznane limeryki składają się na portret przyjaźni Wisławy Szymborskiej i Stanisława Barańczaka, którzy spotkali się kilka razy w życiu, ale korespondowali przez 40 lat. Ich listy zebrano w tomie "Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę".

Spotkali się twarzą w twarz nie więcej niż kilka razy, a na "ty" przeszli korespondencyjnie. Znajomość i wymiana listów rozpoczyna się w 1972 roku prośbą redaktora miesięcznika "" o wiersze do druku, na którą Szymborska odpowiedziała życzliwie. Już wtedy znała też Barańczaka jako poetę.

Po czterech latach przerwy korespondencja zostaje wznowiona. Jesienią 1976 roku poetka dedykuje "" swój tomik "" i życzy mu, aby "m". Barańczak odpowiada: "", a sąd w uzasadnieniu wyroku "". Barańczak skazany został za przekazanie dotacji na bibliotekę w celu uzyskania korzyści własnych, a tak naprawdę chodziło o zaangażowanie w działalność Komitetu Obrony Robotników. Niedługo potem poeta stracił posadę na Uniwersytecie Adama Mickiewicza.

Szymborska odpowiedziała wyklejanką z cytatem z przedwojennej gazety: "".

Barańczak pisywał długie listy - o wrażeniach po emigracji do USA, o sztuce przekładu, a zwłaszcza o przekładach wierszy Szymborskiej na angielski. Nie tylko je tłumaczył, ale też dbał o ich obecność w prasie literackiej, negocjował umowy, honoraria - zachowywał się jak agent literacki. Szymborska martwiła się, że zajęty przekładami zaniedbuje własna twórczość, on odpisywał, że po publikacji tłumaczeń jej wierszy redaktor z „New Yorkera” zainteresował się też jego poezją. Oboje nie należeli do osób łatwo odsłaniających prywatność, ale i do tego po dekadach korespondencji doszło.

Kiedy Barańczak zachorował na chorobę Parkinsona, pisał: "".

"" - pisała Szymborska pod koniec lutego 1996 roku.

"" - słali wyrazy współczucia Barańczakowie świadomi, że noblistka zwykła odpalać jednego papierosa od drugiego. Nie wiedzieli, że Szymborska stała się pierwszą i, jak dotąd, jedyną noblistką, której pozwolono na bankiecie noblowskim zapalić papierosa. Ponieważ na tym przyjęciu wolno robić tylko to, co robi król Szwecji, Karol Gustaw, chcąc niechcąc, też musiał zapalić.

W tym czasie Barańczak, wraz z tłumaczką Clare Cavanagh, przygotowywali kolejne wydania wierszy świeżej noblistki w USA. Pierwszy wybór, wydany przed Noblem, został przez wydawcę okrojony - zamiast 120 wierszy ukazało się w nim tylko 100 utworów. Wznowienie tego tomiku po Noblu obejmowało już 120 wierszy, tak jak pierwotnie chcieli Barańczak i Cavanagh.

Wiersze Szymborskiej uważane są za przyjazne tłumaczom, znalazło się jednak kilka utworów, "" - pisze Barańczak. To tylko osiem wierszy: "", "" i "" z tomu "", "" i "" z tomu "" oraz "", "" i "" z "". Barańczak wprowadza poetkę w tajniki warsztatu translatora. "" - ta fraza okazała się nieprzetłumaczalna ze względu na unikatową właściwość polskiego przysłówka "raz", który może oznaczać także liczebnik. "Nicość przenicowała się" - to inna fraza, wobec której tłumacze poddali się, podobnie jak wobec wersu "". Kłopot sprawiła także, wobec ubóstwa angielskich zdrobnień, "jabłoneczka".

Poeci świetnie się bawią w tej korespondencji. Szymborska właśnie Barańczakowi przesyła wybór "wierszyków sarmackich", jak je roboczo nazywa. To parodie zwrotki z wiersza Rajnolda Suchodolskiego: "!". Poetce posłużyło to za kanwę całej serii parodystycznych wierszyków jak na przykład: "".

Barańczak sugeruje kilka nazw cyklu m.in. "" oraz "" (ostatecznie utrwaliła się nazwa Moskaliki). Do listu załącza swoje autorskie rozwiniecie tematu - kilkanaście utworów m.in. "".

Szymborska z upodobaniem tworzyła też limeryki, zwłaszcza podczas podróży, gdy można było zainspirować się jakąś lokalną nazwą. To Michał Rusinek, zaangażowany po Noblu sekretarz Szymborskiej, przekazał Barańczakowi apel poetki o wypełnienie pewnego braku - nie było dotąd w literaturze polskiej limeryku o miejscowości Ocypel. "" - podkreślał. Barańczak natychmiast chwycił za pióro, aby zaspokoić tę, jak pisał, "" i zaproponował aż trzy limeryki o Ocyplu. W archiwum Szymborskiej są one przechowywane w teczce zatytułowanej "Barańczak/ jego cudeńka".

Tytuł zbioru wziął się z kartki z wyklejanki z papugą proponująca bezpłatne konwersacje z maja 2005 roku. Tak powściągliwa zazwyczaj Szymborska napisała na niej po prostu: "".

Książka Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak „Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę. Korespondencja 1972-2011” ukazała się nakładem wydawnictwa a5.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj