Książka, najpierw wydana w języku hebrajskim, została opublikowana przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie, a także w Stanach Zjednoczonych po angielsku; były to przekłady, ponieważ autor Shlomo Adler napisał swą opowieść po polsku, w języku dzieciństwa i młodości.

Reklama

Opowieść Shlomo Adlera zaczyna się jak modlitwa, jak Kadysz. Tę, najważniejszą modlitwę w judaizmie wysławiającą Boga odmawia się też za umarłych. "Pamięci Moich Rodziców – Sary i Abrahama Adlera, dzięki którym urodziłem się. Państwa Marii i Michała Raduchowskich i ich syna Michała, dzięki którym żyję" - pisze Adler. Dalej wymienia "Mieszkańców Bolechowa i okolic, zamordowanych podczas Holokaustu-Zagłady przez faszystów - Niemców i ich pomocników". Wspomina siostrę Miriam Adler, babcię Bertę Adler, ciotki, wujów i kuzynów z rodziny Adlerów, Najderów, Diamandów, Frailichów, ale też płk. Józefa "Sęka" Małeckiego, nauczycieli, kolegów i koleżanki szkolne.

Wydarzenia widziane oczami młodego, dziewięcioletniego chłopca, jakim był podczas wojny, stanowią kanwę tej opowieści. Adler pisze o tym co sam przeżył, sam widział lub słyszał. Zaznacza, że większość imion wspomnianych w książce jest prawdziwa. "Relacja z życia" złożona jest z kilku rozdziałów; dzieciństwa chłopca w Bolechowie, miasteczka położonego u podnóża Karpat - polskiego Żyda, pochodzącego z dobrze sytuowanej rodziny farmaceutów i fabrykantów skór; tragedii czasu wojny, utraty bliskich i większości dalszej rodziny. Potem z życia w ukryciu – Shlomo przechowała i ocaliła polsko-ukraińska rodzina Raduchowskich. Ocalony z Zagłady młody człowiek postanowił wyrwać z serca i pamięci straszny los rodziny i swoje traumy; zdecydował się, że już nigdy więcej nie będzie ścigany, upokarzany, sparaliżowany lękiem – po strasznych doświadczeniach wojny nie chciał już być Żydem.

Wstąpił do Wojska Polskiego, został żołnierzem i wraz z Armią Czerwoną przybył do Polski. Został przydzielony do Głównej Komendy Milicji Obywatelskiej i znalazł się pod opieką pułkownika Józefa „Sęka” Małeckiego. Zmienił zmienił tożsamość – stał się Polakiem, teraz nazywał się Stanisław Adler. Kiedyś jednak wyznał pułkownikowi: „Jestem Żydem. Przeszedłem przez piekło. (…) Z całej mojej rodziny ocalałem tylko ja. Niemcy zamordowali wszystkich. Teraz chcę żyć jako Polak”. Pułkownik Małecki – jak wspomina Adler – był zastępcą głównego komendanta Milicji Obywatelskiej, posłem na Sejm, dowódcą Armii Ludowej w czasie Powstania Warszawskiego. W jego mieszkaniu przy ulicy Wilczej w Warszawie bywały najważniejsze osoby z kręgu ówczesnych władz: Berman, Radkiewicz, Spychalski. Jak się jednak okazało w nowej rzeczywistości nikt nie mógł się czuć bezpieczny. Podopieczny pułkownika Małeckiego został aresztowany, był przez kilka dni przesłuchiwany przez kapitana Bogdanowa, oficera Armii Czerwonej, był torturowany. Małecki nie był w stanie go uchronić. „Przyszło drugie otrzeźwienie – pisał Adler - postanowiłem uciec z Polski”. Przez Francję na statku odpływającym z Marsylii, przewożącym nielegalnie uchodźców dostał się do Palestyny i resztę życia spędził w Izraelu.

"Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Po fakcie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa. Ale nawet po przyjeździe do Izraela moja depresja nie zniknęła. Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na stworzenie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby moje dzieci były nieszczęśliwe. Ale los chciał inaczej" - napisał. Ożenił się z Ester, która czas Holokaustu przeżyła na Syberii, dokąd wygnano ją wraz z rodziną. Była wygnańcem, ale przeżyła. Mają dwóch synów. W roku 1996 Adler po raz pierwszy po wojnie powrócił do Bolechowa, z grupą ocalałych Żydów, obywateli tego miasteczka. "Zniknęły nasze rodzinne domy i zabudowania fabryczne, zniknął mur dookoła żydowskiego cmentarza. Już nie istnieje pełna bożnic ulica Kazimierzowska, zwana Bożniczą(…) W mykwie jest teraz restauracja i hotel. (…) Miejscowa ludność rozebrała żydowskie domki i mur dookoła cmentarza i ze starych cegieł zbudowała sobie nowe domy. Tak jak jest napisane w Biblii "I zabili i odziedziczyli" - napisał.

Adler zbudował nowy mur wokół cmentarza, odrestaurował synagogę, w której powstało muzeum uwieczniające miejsce zbrodni w taniawskim lesie koło Bolechowa: masowy grób zamordowanych Żydów w czasie pierwszej akcji. Napisał wreszcie tę książkę.

"Godna podziwu szczerość Adlera, jego wytrzymałość i jasność umysłu, głęboka emocjonalność i ogromnie wzruszające pragnienie, by zrozumieć zgrozę, którą historia sprowadziła na niego i jego miasto" – ocenił Daniel Mendelsohn, amerykański pisarz, autor książki "The Lost" ("Zagubieni", Wydawnictwo Czarne, 2008 r.), w której opisał historię swojej rodziny, również mieszkańców Bolechowa, ofiar Holokaustu. Shlomo Adler, dziś już dziewięćdziesięciolatek, żyje w Izraelu i utrzymuje stały kontakt z wnukami Marii i Michała Radcowskich – Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, którzy go ocalili.