Dziennik Gazeta Prawana logo

Smoki są cool

21 listopada 2008, 12:00
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Smoki są cool
Inne
O twórczej i zgubnej fascynacji Tolkienem, specyfice literatury gatunkowej i słabości do czasów napoleońskich opowiada w piątkowym dodatku DZIENNIKA jedna z najciekawszych współczesnych pisarek fantasy, Naomi Novik, autorka znanego cyklu "Temeraire".


Tolkien był dla mnie wielką inspiracją, wzbudził we mnie zainteresowanie literaturą fantasy i science fiction. To, co zrobił, było niesamowite. Wykreował świat - Śródziemie - który wydaje się całkiem realny ze względu na to, że Tolkien stworzył przy okazji języki, geografię, dzieje owej fikcyjnej rzeczywistości. Ja poszłam trochę na skróty, ponieważ jako fabularny punkt wyjścia wybrałam autentyczną historię - znany nam świat XIX wieku. Moje książki są połączeniem fantasy, historii prawdziwej i alternatywnej. To ułatwia czytelnikowi odczuwanie: możesz naprawdę uwierzyć w to, co czytasz, nie masz wątpliwości, że to wszystko mogło się zdarzyć. W tym sensie autor "Władcy pierścieni" jest dla mnie ogromną inspiracją.


Piszę przede wszystkim dla siebie. Jeśli ja nie jestem zainteresowana tym, co piszę, to nikt nie będzie. A staram się poruszać kwestie, które chcę odkrywać. "Imperium Kości Słoniowej" podejmuje takie zagadnienia. Niewolnictwo było wielkim problemem tamtych czasów. Chciałam się przyjrzeć, w jaki sposób smoki i siły powietrzne mogłyby zmienić historię kolonializmu oraz ludzkości w ogóle. Umieszczenie smoków w XIX-wiecznej rzeczywistości sprawiło, że świat się tam bardziej wyrównał. Smoki rekompensują europejską rewolucję przemysłową, zmieniają rozkład sił. To jeden z najważniejszych tematów całej serii "Temeraire".


Wielu pisarzy fantasy próbuje zrobić to, co zrobił Tolkien: stworzyć swój świat od zera. To, mówiąc oględnie, trudne zadanie, szczególnie gdy przy okazji zapożycza się elementy z dzieł Tolkiena - elfy czy krasnoludów - i zmienia im się imiona oraz obyczaje. Próbujesz opowiedzieć historię ze Śródziemia, ale nie chcesz, żeby to wyglądało jak imitacja Tolkiena. Osobiście byłabym głęboko zainteresowana przeczytaniem historii ze Śródziemia autorstwa kogoś innego, bez próby zmieniania wszystkiego, jednak sama bardziej zainteresowana jestem fantastyką realistyczną. Wielu ludzi zna książki Jane Austen, romanse regencyjne ("regency romance" z początku XIX wieku - przyp. red.) Georgetty Heyer. Mój wkład polega na znaczącej zmianie paru elementów. Zachowuję wszystkie szczegóły - bohaterowie jedzą to, co się wówczas jadło, podróżują tak samo, i wszystko w ogóle jest tak samo, poza smokami, oczywiście. Czytelnik ma wrażenie, że naprawdę solidnie się przygotowałam. Zawieram z nim pewną umowę. Mówię: Pozwól mi mieć smoki; zaakceptuj to, że ten świat zamieszkują smoki, a reszta będzie miała dla ciebie sens". Nie każę czytelnikowi uczyć się niczego więcej, żeby zrozumiał historię.


Problem polega na tym, że ludzie zwykli na literaturę gatunkową spoglądać z góry. Czasem nie rozumieją konwencji, nie znają kontekstu. Wtedy trudno im jest zacząć penetrować określone pole literackie. Z drugiej strony gatunek podnosi sprzedaż książki. Czytelnik gotów jest zaakceptować niższą jakość, jeśli ksiażka przynależy do jego ulubionego gatunku. Tym bardziej że - moim zdaniem - ludzie skupieni na jakiejś niszy czytają więcej, niezależnie od tego, czy preferują romanse, czy science fiction. Mają większe zapotrzebowanie na lekturę niż to, które istnieje w przypadku twórczości głównego nurtu. Dodajmy jednak, że często mamy do czynienia z rodzajem snobizmu - to, co odnosi sukces komercyjny, nie może być przecież dobre. Tymczasem ktoś, kto nie czyta regularnie romansów, nie wie jak znaleźć wśród ogromnej ilości pozycji te, które naprawdę są wartościowe. To samo dotyczy science fiction i fantasy - najlepsze dzieła tego gatunku także bywają znakomite. Spychanie fantasy na margines literatury bierze się przede wszystkim z lenistwa i niechęci do przekraczania granic przyzwyczajenia. Taka jest dla twórcy cena pisania tego typu książek.


Myślę, że pomaga. Powodem wyboru było przede wszystkim to, że wojny napoleońskie były konfliktem w ramach cywilizacji wysoko rozwiniętej technologicznie, ale jeszcze nie technokratycznej. Smoki nie przewyższają mocą dział prochowych. Gdybym umieściła akcję później, np. w czasach I wojny światowej, smoki byłyby za słabe w porównaniu z działami przeciwlotniczymi. Ich starcia ze statkami albo artylerią są dużo ciekawsze. Poza tym kocham okres wojen napoleońskich. To moment historyczny, w którym wiele zaczęło się zmieniać, nabierać znanego nam dzisiaj kształtu. Już wówczas mamy kapitalizm, niewolnictwo, spory o prawa człowieka, narwanych rewolucjonistów. Wtedy też świat zaczął stawać się mniejszy - powstawały wiarygodne mapy kontynentów, choć ludzie wciąż nie wiedzieli, co kryje się w głębi Australii czy Afryki. To interesujące także dla nas, bo żyjemy w epoce, kiedy komunikacja globalna nie stanowi żadnego problemu. Wydaje mi się, że te dwa momenty historyczne - tamten i nasz - współgrają ze sobą.


Oczywiście. Matka zawsze mówiła, że Polska musi być wolna. To zresztą jedna z tych rzeczy, które wzbudzają we mnie ciepłe uczucia dla Europy. Matka jest Polką, ojciec pochodzi z Polski i Rosji (jest Żydem z Litwy - przyp. red.). Zawsze czułam się trochę Amerykanką, a trochę Europejką, posiadając korzenie na obu kontynentach. Kiedy dorastałam, czytałam dużo literatury brytyjskiej, uczyłam się francuskiego. Dlatego jestem bardzo związana z Europą. Ludzie często mnie pytają, dlaczego bohaterem uczyniłam brytyjskiego kapitana. To nie była dla mnie do końca świadoma decyzja.


Wybrałam je, bo są cool (śmiech).


Tak, oczywiście. Kiedy byłam mała, miałam komiks, w którym występował uczeń szewca i owca pełna prochu. Podłożył owcę smokowi, ten ją zjadł, a później wybuchł. A uczeń szewca zrobił sobie z jego skóry buty. Widziałam nawet Smoka Wawelskiego, gdy byłam w Krakowie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj