– odpisał departament spraw społecznych Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego na list z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Resort, choć zastrzegł, że chciał, by samorząd odwołał premierę budzącej kontrowersje sztuki „Śmierć i dziewczyna” w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Spektakl odbył się, ale awantura pokazuje problem, jakim są próby wpływania na instytucje kultury przez polityków.
– uważa Beata Chmiel z Obywateli Kultury. – – wzdycha Chmiel i dodaje, że najłatwiejszym instrumentem wpływania na kulturę jest jej finansowanie.
Większość jednostek kultury nie jest w stanie utrzymać się bez pieniędzy publicznych, zwłaszcza samorządowych. I to właśnie w samorządach dochodzi do tarć artystyczno-urzędniczych. Przykładem są problemy z powoływaniem i odwoływaniem dyrektorów instytucji kultury. Samorządy odpowiadające za organizowanie konkursów powinny kierować się ustawą nakazującą zatrudnić osobę, która konkurs wygra. Ale nie zawsze pasuje ona lokalnym politykom. Chmiel przypomina sprawę w Toruniu, gdzie zarząd województwa unieważnił konkurs na dyrektora Teatru im. Horzycy, choć komisja konkursowa prawie jednomyślnie zarekomendowała Romualda Wicza-Pokojskiego. Nie lepiej było z mianowaniem na dyrektora Filharmonii Pomorskiej im. Ignacego Paderewskiego w Bydgoszczy kandydata przedstawionego przez marszałka województwa kujawsko-pomorskiego. Kontrowersje wywołał też konkurs na dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” w Toruniu. Komisja, zamiast wyłonić jednego wygranego, wskazała trzy nazwiska, tak by ostatecznego wyboru mógł dokonać prezydent miasta.
Uzależnione od samorządów są też jednostki prywatne. Bez pieniędzy od nich mają problemy z utrzymaniem się. Wie o tym Konrad Dulkowski, współtwórca teatru Trzyrzecze, który działał w Białymstoku. –– zabrakło funduszy. Wkrótce jednak znalazły się, ale nie dla nas, tylko na orszak Trzech Króli – opowiada. – – dodaje Dulkowski.
Efekt? Teatr Trzyrzecze przeniósł się do Warszawy. Widzowie z Białegostoku stracili jedną ze scen.