PAP: Mija rok, od kiedy jest pan ministrem kultury. Jak pan ocenia ten czas?

Piotr Gliński: Wyznaczyliśmy sobie kilka celów, i realizujemy je. Była wśród nich na przykład stabilizacja bytowa i funkcjonalna środowisk i instytucji kultury. Były niewielkie, ale jednak, podwyżki uposażeń, planujemy także w przyszłym roku podwyżki w wielu instytucjach kultury, najwięcej dla archiwistów, bo to grupa chyba najbardziej pod tym względem poszkodowana. Planujemy rozwój inwestycji. Na rok 2017 udało się nam wziąć na tzw. współprowadzenie dziewięć instytucji kultury o istotnym znaczeniu regionalnym, takich jak Teatr Polski w Warszawie, zespoły Mazowsze i Śląsk, teatr lalek w Bielsku-Białej, filharmonie podkarpacką i szczecińską, Teatr Wielki w Łodzi. Poza środkami samorządowymi, które idą na funkcjonowanie tych instytucji ich budżet zostanie zwiększony o jedną czwartą - to będą środki na nowe premiery, koncerty...

Reklama

PAP: Skąd pieniądze na te działania?

P.G.: Udało się zwiększyć budżet na kulturę o ponad 200 mln zł. Nie licząc środków europejskich i pieniędzy przeznaczanych na kulturę przez inne resorty, w przyszłym roku osiągniemy wreszcie 1 proc. wydatków budżetowych na kulturę, co było celem od lat postulowanym. Z tych środków prowadzonych będzie kilka nowych programów ministra poświęconych m.in. rozwojowi przemysłów kreatywnych, edukacji dzieci, a także kulturze popularnej. Zwiększenie budżetu oznacza też, że będzie więcej pieniędzy na funkcjonowanie szkół artystycznych, nad którymi ministerstwo sprawuje nadzór - od podstawówek po uczelnie wyższe. To przełoży się na nowe inwestycje. Udało się nam np. kupić pałac Ziemstwa Pomorskiego w Szczecinie dla działającej tam Akademii Sztuki.

PAP: Wśród celów ministerstwa był też rozwój wolności artystycznej i pluralizmu twórczego.

P.G.: Zawsze mówię: "wolność, ale w ramach pewnego kontekstu kulturowego". Granice wolności artystycznej istnieją, z czym zapewne wielu zwolenników pełnej wolności artystycznej się nie zgodzi. Rozsądny człowiek przyzna jednak, że wolność nasza jest ograniczona wolnością innych ludzi i przez to istnieją jakieś granice, które trzeba szanować. Zależy nam na tym, żeby nie było ograniczeń ideologicznych i narzucania jednego słusznego przekazu. Nie blokujemy działania w kulturze wszystkim środowiskom, nie zamykamy żadnych instytucji, konkursy są otwarte....

PAP: Ważnym celem było też "kształtowanie świadomości społecznej w kierunku wzmocnienia wspólnoty politycznej". Jak oceniacie po roku działania w tej materii?

Reklama

P.G.: Promocja polskiego dziedzictwa kulturowego, kultury pamięci, tożsamości narodowej to bardzo ważne zadanie. Od pierwszego dnia w ministerstwie budujemy sieć muzeów wzmacniając istniejące placówki, łącząc, jeśli trzeba, powołując nowe. W tej chwili ta sieć muzeów zaczyna wyglądać ciekawie, mam poczucie, że nadrabiamy stracony czas, bo nie wszystko, moim zdaniem, było dotąd właściwie realizowane. Współprowadzimy wraz z samorządem Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce, powstała filia muzeum Stuthoff w Piaśnicy, upamiętniająca hitlerowski mord na polskiej inteligencji, resort przejmuje Muzeum Ulmów dotąd mające status filii muzeum w Łańcucie. Chcemy jako resort zaangażować się we współprowadzenie muzeum w Treblince dotąd prowadzone przez samorząd. W pobliskiej Ostrowi Mazowieckiej kupiliśmy dom rodziny Pileckich, gdzie będzie muzeum poświęcone postaci rotmistrza. Liczymy na to, że grupy odwiedzające Treblinkę zajrzą też do Ostrowi. Sztandarowy projekt to Muzeum Historii Polski powstające na Cytadeli w Warszawie. Mamy już gotowy projekt architektoniczny, roboty już ruszyły.

PAP: Wiele emocji wzbudza projekt połączenia Muzeum Westerplatte i Wojny Obronnej 1939 roku z Muzeum II Wojny Światowej...

P.G.: Nam chodzi o przywrócenie tym dwu instytucjom pierwotnego celu, bo przecież tzw. Muzeum II Wojny Światowej powołane zostało jako Muzeum Westerplatte. Jego celem było opowiadanie Polakom o II wojnie Światowej, a właśnie Westerplatte jest w Gdańsku symbolem tej wojny. Zmieniono to kilka miesięcy po powołaniu, nie chcę wchodzić w rozważania dlaczego. My, łącząc te dwie instytucje, przywracamy stan pierwotny. Muzeum II Wojny Światowej zbudowane przez naszych poprzedników nikt nie zniszczy, chcemy z tego dorobku skorzystać, łącząc go z Muzeum Westerplatte. Chcemy dopełnić przekaz Muzeum II Wojny Światowej. Zresztą tego przekazu na razie tylko się domyślamy, bo informacje, jak będzie wyglądała wystawa stała MIIWŚ są na razie bardzo skromne, wręcz symboliczne.

PAP: Jaki przekaz powinna, pana zdaniem, przekazywać placówka, która powstanie z połączenia Muzeum Westerplatte i II Wojny Światowej?

P.G.: Takie muzeum mieszczące się w Polsce, w Gdańsku, powinno mówić przede wszystkim o dwu rzeczach - o specyfice II wojny światowej w Polsce i specyficznej roli Polski i naszego społeczeństwa w tej wojnie. Polska najdłużej była zaangażowana w walkę, w pewnym momencie byliśmy jednym z najważniejszych członków antyhitlerowskiej koalicji, a przegraliśmy wszystko. Ten paradoks i specyfika polskiej historii powinna być pokazana. Także bolesne doświadczenia i cierpienia ludności cywilnej też są bardzo ważne.

PAP: Ważnym etapem polityki historycznej resortu jest konkurs na scenariusz filmu o historii Polski. Na jakim etapie jest ten konkurs?

P.G.: Właśnie dostałem wyniki pierwszego etapu: z 856 nadesłanych projektów jury wybrało 50, których autorzy otrzymają stypendium na przygotowanie treatmentu. Jury miało problem z ogarnięciem materiału, bo zainteresowanie konkursem było olbrzymie. To pozwala sądzić, że nastąpiła jakaś zmiana w dziedzinie myślenia o naszej tożsamości, że nasza polityka historyczna ma sens. Społeczeństwo po prostu potrzebuje refleksji nad tym, kim jest, skąd pochodzi. Nie oczekujemy bohaterszczyzny, wymachiwania szabelką, zależy nam na obiektywnym podejściu do przeszłości, bo z niej czerpiemy współczesny potencjał we wszystkich dziedzinach - i kreatywności i siły gospodarczej. Te podziały, które wytworzyły się obecnie w społeczeństwie polskim mogą być, w moim przekonaniu, łagodzone przez odwołanie się do wspólnego dziedzictwa, wspólnej historii.

PAP: Doprawdy? Trudno chyba znaleźć przedmiot, który bardziej dzieli Polaków niż stosunek do historii, zwłaszcza tej nowszej...

P.G: To prawda, ale nie cała. Mam poczucie, że w ostatnich latach byliśmy ze zmarłym ostatnio wielkim twórcą Andrzejem Wajdą w bardzo różnych obozach politycznych, a czuję, że nasze spojrzenie na historię ma wiele punktów wspólnych. W dorobku Wajdy w gruncie rzeczy niewiele było zakłamanych rzeczy. Te pierwsze filmy, jak "Pokolenie" tworzone były jeszcze stalinizmie, trudno mieć o to pretensje. A "Popiół i diament" czy "Kanał" artystycznie broniły się i bronią po dziś dzień. „Człowiek z marmuru” i „Ziemia obiecana” to arcydzieła mówiące wiele o polskiej tożsamości. Pewnie najtrudniej byłoby nam porozumieć się z Wajdą, co do filmu "Wałęsa". Ale i tak uważam, że historia jest dobrą płaszczyzną zbliżenia się miedzy Polakami, wartością, do której można się odwoływać, bo pewne kanony, symbole są wspólne i tylko szaleńcy i inni „pożyteczni idioci” je kwestionują….

Rozmawiała: Agata Szwedowicz (PAP)