Dziennik Gazeta Prawana logo

Szukając Dygata

30 listopada 2009, 15:24
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Szukając Dygata
Inne
Polski młody teatr prawie nigdy nie mówi o miłości, za to często trywializuje młodość. Zatem wystawić "Disneyland" Stanisława Dygata to świetny pomysł. Niestety, przedstawienie Jarosława Tumidajskiego z powieścią łączy tylko tytuł.




To bodaj sceniczna prapremiera „Disneylandu”. Przejrzałem sieć i potwierdziłem swoje przypuszczenia, że ludzie teatru omijali Dygata dużym łukiem. Kilka zaledwie spektakli telewizyjnych. Co innego film - dynamiczna proza autora „Jeziora Bodeńskiego” była dla niego naturalną pożywką.


„Disneyland” zrealizował kiedyś w Teatrze Telewizji Filip Zylber, zagrali Marek Bukowski i Magdalena Cielecka. Choć ten reżyser i ci aktorzy w kontakcie z prozą Dygata zdawali się gwarancją sukcesu, jakoś nie pamiętam tego przedstawienia. Mam za to przed oczami wcześniejszą, też telewizyjną „Podróż” - prawdopodobnie dzięki świetnej roli Piotra Fronczewskiego.

Chyba wszyscy nie pamiętamy Dygata. Może z małymi przerwami. Gdy telewizja po raz enty powtarza „Pożegnania” lub „Jowitę” przywołujemy w sobie dawną nostalgię.
Dlatego tak się ucieszyłem na wieść, że w krakowskim Teatrze Ludowym „Disneyland” robi Jarosław Tumidajski. Reżyser młody, a nie pędzący za głosem stada. Artysta, który nie uderza w patetyczne tony. Ceni opowiadanie historii bardziej niż szemrane eksperymenty. I potrafi dawne teksty umieszczać w całkiem nowym kontekście. Wystarczy wspomnieć przygotowaną w gdańskim Wybrzeżu „Grupę Laokoona”. Bezpretensjonalne widowisko na powrót odkrywało zapomniany utwór Różewicza, a przy okazji ironicznie komentowało absurdy bliskiej widzom codzienności.


Tumidajski wydawał mi się artystą, który niepotrzebnie nie napina muskułów. Teatr go bawi, szuka w nim lekkości. Co prawda w Gdańsku poległ na „Onych” Witkacego, ale z takim podejściem wydawał się do „Disneylandu” realizatorem wymarzonym. Wystarczy bowiem nie zagubić lekkości Dygata. Pokazać to, co wydaje się idealnie skrojonym scenariuszem filmowym, i jeszcze oddać jakoś to dziwne niedomknięcie relacji między postaciami. I to, co wisi w pamiętającym jeszcze wojnę powietrzu. No i nie zapomnieć o młodości i miłości, bo poza wszystkim to one czynią każdy spektakl bardziej atrakcyjnym.
Przykro powiedzieć, ale przedstawienie w Ludowym atrakcyjne nie jest.

Przypomina niechlujnie sklecony bryk z powieści, gubiąc jej esencję. Tumidajski relacjonuje w swej adaptacji tylko wydarzenia, a zapomina o uczuciach. Rysuje bohaterów jedna kreską, jakby nie miał do nich żadnego stosunku. Michał Czernecki w wiodącej roli Marka Arensa wydaje się głównym nieporozumieniem wieczoru. Co prawda truchta w dresie po wypuszczonej w widownię drewnianej bieżni-pomoście, ale to jeszcze nie czyni go sportowcem. Jeszcze gorzej wypada w scenach miłosnych z Agnieszką (Patrycja Durska). Trudno zrozumieć, co inteligentna ponoć dziewczyna w nim widzi. Durska gra Agnieszkę-Jowitę na jednej nucie natrętnej nerwowości. Tomasz Schimscheiner jako trener Księżak chyba nie wie, co ma robić w tym spektaklu. Równie bezbarwnie wypada Agnieszka Korzeniowska jako jego żona. Tylko oglądana przeze mnie po raz pierwszy Karolina Stefańska ma w roli Doroty konieczny wdzięk i odrobinę bezczelności. I tylko ona, choć w spektaklu Tumidajskiego rozbieranie się zastępuje aktorstwo, potrafi delikatnie uwiarygodnić swą nagość, sprawić, by stała się kostiumem.


Fiasko „Disneylandu” Tumidajskiego wynika chyba z niezdecydowania reżysera, jaki teatr chciał zaproponować. Mógł szukać Dygata w naszym świecie i zagrać na półtonach zamiast uderzać między oczy. Mógł też za wszelką siłę udowodniać, że powieść to drętwy moralitet na miarę pustych eksperymentów co poniektórych młodych zdolnych. Postawił na to drugie. Dlatego szukanie Dygata w „Disneylandzie” z Ludowego zwyczajnie nie ma sensu.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj