Wydaje mi się, że nie. Idzie o to, żeby sztuka była spójna i atrakcyjna dla widza. Najlepiej, żeby zdarzyły się w niej rzeczy nieoczekiwane.
Oczywiście. Reżyser powinien być przeciwnikiem autora. Dlatego zdarza mi się korygować własne teksty pod wpływem aktorów lub sytuacji. Reżyserowanie własnej sztuki to nie luksus, a raczej wyzwanie pod tytułem: Naucz się dostrzegać winę w samym sobie.
Staram się nie reżyserować natychmiast po napisaniu. Próbuję choć trochę zapomnieć, co wymyśliłem. Czasem się to udaje. Ale do tego trzeba odnaleźć w sobie odwagę i krytyczny stosunek do tekstu.
Najbardziej interesuje mnie spotkanie tych postaci. Zdarzają się takie spotkania, które stanowią kroplę wody, w której przegląda się ocean. Kiedy spotykają się Petrarka i Boccaccio, zderza się twórca idealnej poezji miłosnej z prowokatorem i erotomanem. Jak spotyka się Piłsudski z Wyspiańskim („Chryje z Polską”) to jest to zderzenie polityka, praktyka z umęczonym i chorym poetą. Rossini i Wagner („Grzechy starości”) – spotkanie określonych postaw w sztuce. Do tych wszystkich spotkań doszło. Podobnie jak do spotkania Katarzyny II i Diderota. Moje pokolenie było wychowane w przekonaniu, że to polityka i ekonomia kształtują świat. A przecież historia muzyki potoczyłaby się inaczej, gdyby np. Wagner i Rossini częściej ze sobą rozmawiali. Oczywiście nie mam zamiaru prowadzić lekcji historii, podczas których mówię: „czy wiecie, że Mickiewicz miał dwie żony”... A miał przez 10 lat dwie partnerki w jednym domu (opisuję to w sztuce „Epilog”). Nie chodzi o to, że autor „Dziadów” przeżył dramat osobisty, ale że „szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie”. Widać w tym wstrząsającą bezradność naszego narodu w sytuacji, w której jesteśmy przegrani.
Jest kilka powodów. Pisząc o nich można używać zupełnie innego języka. Inaczej pisałem „Chryje z Polską”, inaczej „Całe życie głupi”, a jeszcze inaczej „Krainę kłamczuchów”. Mnie to bawi. Napisałem również sztukę współczesną - „Żelazna konstrukcja” – i tam użyłem języka współczesnego. W historii fascynują mnie perypetie, które spotykają ludzi wielkich, o ukształtowanym światopoglądzie. Wydaje mi się, że od czasu do czasu można porozmawiać o tych, którzy przed nami przeżywali jakieś dramaty w wielkiej skali. W świecie przeszłości oddzielono już ziarna od plew.
Tak sadzę. Tam już ustalono hierarchie ważności i nic jej nie zburzy. I nikt nie podważa, że Wyspiański czy Mickiewicz tworzyli arcydzieła. Pisząc sztuki, jestem konserwatywny, wymagam od widza podstawowej wiedzy o przeszłości. A moje sztuki tę wiedzę mogą dopełnić.
Właśnie wtedy, kiedy Joasia Szczepkowska, Zbigniew Zapasiewicz, Bronisław Pawlik, Maja Komorowska to grali, to siedząc z boku, marzyłem, że kiedyś zrobię „Semiramidę” po swojemu. Przedstawienie Axera mi się podobało. Było wierne tekstowi, być może nawet zbyt wierne. Pan Erwin, który jest człowiekiem niezwykle szanującym literaturę, zrobił ten spektakl z taką uprzejmością wobec autora, której ja nie mam.
Nie było łatwo. To było przedstawienie, które powstawało w dużych mękach. Byłem zawsze przekonany, że Mrożek jest najważniejszym polskim dramaturgiem, byłem wychowany w jego kulcie od lat 60. Jednak w momencie, kiedy przeczytałem te 10 punktów, zapytałem prof. Jerzego Jarockiego, czy na pewno nie wróci do rozmów o nich z pisarzem. Prof. Jarocki powiedział, że to już zamknięte. Dopiero wtedy zdecydowałem się wystawić „Miłość na Krymie”. Starałem się zostawić Mrożka, a siebie usunąć w cień. Podziałała solidarność autorów. Pomyślałem, że jeśli nie ja, to kto? Reżyser, który sam nie pisze, miałby z tym dużo większe kłopoty.
Nie. Wiem, że tekst to tylko schemat. Zaczyna żyć dopiero na scenie. Ale wiem też, że np. romantycy pisali utwory, zakładając, że nigdy nie będą grane. A są… Ale gdyby mnie pani zapytała, co myślę o tym, że dziś niektórzy twórcy posługując się wybitną literaturą, przesadnie ją okaleczają, to bym powiedział: Jak jesteś bracie taki mądry, to sam napisz…
To jest mój wariant „Semiramidy”.
Zmienił się tytuł, i chyba to jest równocześnie odpowiedź na pani pytanie. Kiedy tę sztukę realizował Erwin Axer była ona wypowiedzią głównie polityczną. Dziś jest w niej mniej polityki, a więcej rodzajowości.
Tak. Aktorów Teatru Słowackiego lubię i szanuję. Po wspólnych przygodach z „Krainą kłamczuchów” i „Bułhakowem” cieszę się, że doszło do kolejnego
spotkania. Kiedy dyrektor Orzechowski zaproponował mi, bym zrealizował swój wariant „Semiramidy”, aż podskoczyłem z radości.