Polska Agencja Prasowa: Po 42 latach od powstania Teatru KTO rozpoczęto w Krakowie budowę siedziby dla pańskiego teatru. Podobno prezydent Jacek Majchrowski na pana życzenie nie wbił łopaty w ziemię, ale symbolicznie podniósł ją w górę?

Jerzy Zoń: Podniósł łopatę do gwiazd, bo my chcemy sięgać do gwiazd, dosięgać marzeń. Dlatego budujemy ten nowy nasz gmach na krakowskim Podgórzu. To jest mała dzielnica Krakowa, niegdyś oddzielne miasto, która ma swój mały ryneczek i plac Niepodległości. A sam budynek powstaje w miejsce działającego do 2016 r. kinoteatru Wrzos.

Wyznam, że smaczkiem architektonicznym projektu tego budynku jest to, że za pomocą pilota, zdalnie, będzie można otwierać niczym soczewkę obiektywu dach nad sceną. Wszyscy pytają mnie: po co? A nad tym dachem znajdować się będzie szklany, rozsuwany szyberdach. Dzięki temu oszklonemu dachowi możemy mieć cały czas białe, dzienne światło w sali - przyjazne podczas prób i prac teatralnych w ciągu dnia.

To będzie sala wielofunkcyjna na 200 miejsc, ale też i zaplecze oraz piękny ogród dla działań z dziećmi. Planujemy, że w tej naszej nowej siedzibie zawsze w niedzielę odbywać się będą działania artystyczne i edukacyjne związane z teatrem młodego widza. Ale oczywiście nadal będziemy też kontynuować bardzo ekspansywną działalność plenerową.

Nową siedzibę chcą państwo otworzyć w okolicach 27 marca 2021 r., czyli na Międzynarodowy Dzień Teatru. Co się zmieni?

Teatr KTO trochę się zmieni, gdy chodzi o jego strukturę. Nacisk położymy przede wszystkim na pracę projektową. Chcemy, żeby to miejsce pulsowało wielką energią; żebyśmy nie tylko my tam byli obecni.

Kto jeszcze?

Będziemy zapraszali najlepsze artystycznie produkcje z Małopolski, z Polski, Europy i świata. Dlatego nazwaliśmy te projekty: "KTO Małopolska", "KTO Polska", "KTO Europa-Świat".

My, krakowianie mamy tylko raz w roku możliwość zobaczenia teatru z poza Krakowy, gdy trwa Festiwal Boska Komedia. Odczuwam w tym względzie niedosyt; myślę, że i krakowska publiczność też, bo przecież w całej Polsce powstaje mnóstwo ciekawych zjawisk teatralnych – kameralnych przedstawień, monodramów, inteligentnych programów kabaretowych, które chętnie bym w Krakowie zobaczył.

Czy to oznacza, że stworzy pan nowy festiwal?

Nie! Zakładamy regularne prezentacje dokonań innych. Każdy dzień tygodnia będzie adresowany do innego widza. Będziemy wyławiać to, co najlepsze w Polsce i zapraszać. Jeżeli zobaczymy świetny monodram w Szczecinie - to bądźmy na sto procent przekonani, że za pół roku będzie pokazany w Krakowie.

Bo już tak jest, a mówię to z pozycji krakusa, że my w Krakowie jesteśmy trochę zamknięci na to, co na zewnątrz. Mamy swoje dobre teatry - Narodowy Stary Teatr, Teatr Słowackiego, kurtynę Siemiradzkiego oraz jeden festiwal. Nie mówię tu o organizowanym przez nas Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Ulicznych w Krakowie.

Chcemy tę lukę wypełnić, przybliżyć ludziom sztukę ze świata. Na przykład w projekcie, który się nazywa "KTO Małopolska", to u nas będzie regularnie grał teatr Andrzeja Dziuka z Zakopanego, będą pokazywane dobre spektakle z Tarnowa, ciekawe przedstawienia z Częstochowy, z Kielc. Bo czemuż by nie? To jest i nobilitacja dla tych zespołów, i pokazywanie czegoś oryginalnego krakusom.

Oczywiście, zapraszać będziemy tylko spektakle bardzo dobre. Najlepsze, których ten jeden festiwal grudniowy nie pomieści. Chcemy go uzupełniać.

Czy to będą przedstawienia teatrów dramatycznych?

Zależy nam, aby repertuar był różnorodny. Mnie najbliższa jest twórczość pozawerbalna, czyli to, co jest teatrem ciała, ruchu, tańca, ulicy... To zawsze będzie miało u nas pierwszeństwo. I odważę się nawet powiedzieć, że będziemy pokazywać ciekawe, frapujące debiuty.

Z perspektywy tych kilkudziesięciu lat co pan uważa za największą wartość Teatru KTO?

Przypomnę, że jako jedni z pierwszych w Polsce zaczęliśmy eksplorować plener. I temu pozostaliśmy wierni.

Wielką zasługą zespołu KTO jest upór. W sztuce tak właśnie jest - musisz w siebie wierzyć, pracować i potrzebny jest talent. A gdy odejdę na emeryturę - chcę, by KTO nie przekształcił się w teatr repertuarowy, by jego nowy dyrektor nadal prowadził teatr autorski. Dobrze, gdyby podpisał kontrakt na pięć - siedem lat i może przekona nas, iż trzeba robić "teatr antyczny" lub np. szalone, absurdalne komedie. Jeśli to będzie ciekawe? Czemu nie?!

Ważne, żeby w przyszłości KTO to nie był teatr regularnie grający wszystko. Bo teatr dla wszystkich - to teatr dla nikogo.

Jakie są najbliższe plany pańskie i Teatru KTO?

Sprawami i realizacją inwestycji związanej z budowa żyje się cały czas. Mamy już prawie gotowy program kolejnego 33. Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych w Krakowie. Będziemy podczas niego eksponować "dziwność" na ulicach i w przestrzeniach miejskich. To będą niecodzienne zdarzenia, absurdalne sytuacje, dziwne miejsca.

Jeżeli chodzi o scenę - to zamówiliśmy już u autorów dwa przedstawienia, które będą u nas prezentowane. Powoli wchodzimy w próby.

Chcemy też przygotować strukturę instytucji na nowo. Musimy logistycznie przygotować się do nowych wyzwań. A na dodatek gramy cały czas nasze spektakle na trzech, niezależnych scenach a Akademii Sztuk Teatralnych, w Cricotece, na scenie Politechniki Krakowskiej.

Przede wszystkim państwo stale grają spektakle na zagranicznych festiwalach.

Na polskich i zagranicznych. W tym roku daliśmy ponad 30 prezentacji wyjazdowych. Wczoraj wieczorem występowaliśmy w Kijowie, a za pięć dni jedziemy do San Diego w Kalifornii, gdzie zagramy sześć przedstawień.

KTO jest "teatrem na walizkach" - takim, o którym zawsze marzyłem. Uczciwie mówiłem moim aktorom: "jak nie lubisz hoteli - nie pracuj ze mną". My musimy jeździć... Tak, jak to było dawniej.