Dziennik Gazeta Prawana logo

Człowiek, czyli mężczyzna

5 listopada 2007, 23:21
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
„Peer Gynt. Szkice z dramatu Henryka Ibsena” to najbardziej ryzykowny projekt Pawła Miśkiewicza. W jego ujęciu bohater Ibsena stał się współczesnym everymanem w podróży w głąb siebie
Pamiętam sprzed lat, z krakowskiego Festiwalu Unii Teatrów Europy, wielki spektakl Luki Ronconiego Ku Peer Gyntowi. Włoski mag sceny opatrzył go podtytułem Ćwiczenia dla aktorów, wskazując na laboratoryjny charakter własnej pracy w rzymskim Teatro Argentina. Pamiętam tytułową rolę Massima Popolizio aktora o twarzy w kolorze popiołu, który jak akrobata na cienkiej linie, balansował pomiędzy ziemskim piekłem a poszukiwaniem resztek dobra. Inscenizacja robiła ogromne wrażenie. Wskazywała olbrzymie możliwości tkwiące w dramatach norweskiego giganta.

Pod jednym wszakże warunkiem kiedy reżyser porzuci niewolniczą wierność przechodzącą w zwykłe akademickie naśladownictwo i wejdzie z dramaturgiem w dialog. Ocali ducha tekstu, stawiając jego bohaterom czasem niewygodne pytania, a przy tym nie będzie udawał mądrzejszego od autora. Arcydzieło Ronconiego wzięło się najpierw z wnikliwej lektury Peer Gynta.

Spektakl Pawła Miśkiewicza w warszawskim Teatrze Dramatycznym podąża toutes proportions gardees tą samą co widowisko Ronconiego drogą. Jest cały czas work in progress (pracą w toku). Reżyser wraz z aktorami wciąż sprawdza możliwości i graniczenia tkwiące w dziele Ibsena. Obiera dramat jak cebule, wyłuskując zeń tylko poszczególne sceny, fragmenty, sekwencje. Czasem ocala cały rysunek fabularny sytuacji, innym razem zostawia tylko pojedynczą frazę. A przy tym i to jest najważniejsze zestawia Peer Gynta z innymi tekstami z jego epoki, najczęściej niedramatycznymi, a dotyczącymi teorii powstawania określonych zjawisk, dziedzin nauki.

Nie znaczy to jednak, że Miśkiewicz jako kolejny padł ofiarą mody na dekonstruowanie klasycznej literatury, przepisywanie jej na nowo, nadając znaczenia sprzeczne z myślą autora. Przeciwnie, jego teatralno-filozoficzny dyskurs jest zaskakująco bliski wymowie utworu autora Domu lalki.
Peerów jest pięciu (Krzysztof Dracz, Adam Ferency, Marcin Troński, Krzysztof Bauman, Mariusz Benoit). W nieskazitelnych szarych garniturach, z ledwo widocznymi uśmiechami na ustach siadają za stołem w foyer Dramatycznego. Tam wśród zrekonstruowanych prehistorycznych zwierząt i innych eksponatów z muzeum ewolucji rozegra się pierwsza część spektaklu.

Wyzbyta niemal doszczętnie dramatycznej formy przerodzi się w niemal prywatną rozmowę pięciu mężczyzn o odwiecznej podróży człowieka, jego pielgrzymce w poszukiwaniu siebie. Wędrówkę, temat Peer Gynta, Miśkiewicz traktuje więc metaforycznie. Nie opowiada krok po kroku poczynań bohatera, interesuje go punkt dojścia. Pytanie, kim w istocie jest Peer Gynt u początku i kresu swej drogi. I rozszerza owo pytanie na widzów. Oczy aktorów wwiercają się w nas niemiłosiernie.
Człowiek, czyli mężczyzna padają pierwsze słowa przedstawienia. To z kolei oznacza celowe zawężenie perspektywy. Wydaje się, że reżyser obiera męski punkt widzenia, by z czułością, ale i wnikliwie przyglądać się właśnie mężczyznom. Pięciu Peerów to jeden i ten sam mężczyzna czasem niesforny chłopiec, za chwilę samozwańczy zdobywca, potem bezradny samotnik. Paweł Miśkiewicz portretuje go z pełnym dojrzałości spokojem. W jego spojrzeniu gorycz miesza się z wyrozumiałością. Patrzyłem na to przedstawienie i wciąż pytałem, skąd ten facet tyle o nas wie.

Kobiety funkcjonują tu tylko jako znaki. Są rozbudzoną, rozgrzaną do białości biologią (Katarzyna Figura) albo pełnym poświęcenia wiecznym oczekiwaniem (Jadwiga Jankowska-Cieślak). Istnieją z boku, niepostrzeżenie, zawsze wobec mężczyzn. Inaczej tylko z Matką Barbary Krafftówny. Wybitna aktorka jest na wielkiej scenie Dramatycznego tak mała, że przypomina drobną dziewczynkę. Scena ostatniej rozmowy z Peerem (Mariusz Benoit) prowadzonej półgłosem, jakby w przedsionku między życiem a śmiercią, robi w spektaklu największe wrażenie. Przywodzi na myśl najwspanialsze sceny z teatru Krystiana Lupy.
A wędrówka Peera nie kończy się nigdy.

Peer Gynt. Szkice z dramatu Henryka Ibsena
Reżyseria Paweł Miśkiewicz
Teatr Dramatyczny w Warszawie
Premiera 22 września
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj