"Bitwa pod Grunwaldem" jest w fatalnym stanie. Nie pojedzie w lipcu do Krakowa na wystawę z okazji 600-lecia bitwy z Krzyżakami, bo mógłaby jej nie przetrwać. Co pan na to?

Bogdan Zdrojewski: Stan wielu ważnych polskich dzieł nie jest dobry. Jest to efekt wieloletnich zaniedbań i braku postępów w pracach konserwatorskich. Kontynuowanie polityki takich zaniechań albo udawanie, że nic złego się nie dzieje, byłoby błędem. W tej chwili najważniejsze, by stopniowo, acz konsekwentnie, budować program badań i renowacji najważniejszych dzieł polskiego malarstwa. Do tego właśnie zmierzam. Nie może być tak, że ten obraz w okrągłą rocznicę bitwy pod Grunwaldem, nie mogąc podróżować, będzie wisiał i dalej niszczał. W związku z tym podjąłem decyzję o rozpoczęciu prac konserwatorskich nad tym obrazem, z pełnym zabezpieczeniem finansowym.



Główna konserwator Muzeum Narodowego szacuje, że prace konserwatorskie pochłoną milion złotych. Dochodzą koszty badań. Wszystko pokryje resort?

Tak. Podjąłem już taką decyzję. Sfinansujemy też naniesienie obrazu na nowy nośnik, poprzedni został kompletnie zniszczony. Będzie on kosztował od 700 tys. do 1 mln złotych. Prace powinny potrwać maksimum kilkanaście miesięcy. Obraz musi być tak zakonserwowany, aby mógł od czasu do czasu, rzadko, ale jednak podróżować. A do tego potrzebny jest nowy nośnik transportowy.



Są sygnały, że także inne dzieła Matejki, jak "Kazanie Skargi", są w kiepskim stanie.

Tak, choć w lepszym niż "Bitwa pod Grunwaldem", która jest pierwsza w kolejce do konserwacji nie tylko dlatego, że jest rocznica, ale też dlatego, że obraz jest bardziej zniszczony, bo wiele podróżował. A do tego jest duży. Wielkie obrazy wymagają regularnej konserwacji. Dziś ważne jest, by konsekwentnie co roku budować fundusz na prace konserwatorskie najważniejszych dzieł malarstwa narodowego. Liczę też, że do ministerstwa dołączą sponsorzy.


Czyli "Bitwa pod Grunwaldem" nie będzie jedyna?

Nie. Choć oczywiście będzie najbardziej spektakularnym i najbardziej kosztownym dziełem.



Mówi pan, że trzeba skończyć z polityką zaniechań. A kto odpowiada za te zaniedbania? Muzeum Narodowe? Kolejne rządy?

To jest splot okoliczności. Na przełomie lat 80. i 90. zaczęto sukcesywnie pozbawiać muzea narodowe środków na kupno nowych dzieł. Ograniczono też bardzo mocno możliwość zarabiania przez muzea na wypożyczeniach i sprzedażach, czyli na wymianie kolekcji. To spowodowało, że instytucje muzealne u progu XXI wieku znalazły się praktycznie bez środków inwestycyjnych. Na to nałożyły się wcześniejsze zaniedbania związane z konserwacją najcenniejszych obiektów. Stan tych dzieł jest też nie najlepszy, bo bardzo często były one przechowywane w niewłaściwych warunkach, w pomieszczeniach nieklimatyzowanych.



Rozmawiamy po tym, jak całą sprawę opisał DGP. A czy muzeum alarmowało wcześniej, że są problemy z "Bitwą pod Grunwaldem"?

Nie, takiego alarmu nie było. Obraz nie był ostatnio ściągany i badany. Ale razem z dyrektorem ustaliliśmy, że przed decyzją o wysłaniu go do Krakowa musi zostać wcześniej zbadany. Te badania dają dziś przekonanie, żeby nie zwlekać z konserwacją. Nie przetrwały żadne sztandary z czasów bitwy z Krzyżakami. Dlatego ten obraz jest nie tylko dowodem kunsztu Jana Matejki, ale i bardzo ważnym świadectwem historii.