Szczyt aktywności twórczej Zamecznika miał miejsce w Polsce Ludowej, w latach powojennej odbudowy. W rezultacie architekt niczego trwałego nie zbudował, a jego kariera potoczyła się w innym interesującym, choć trudniej uchwytnym kierunku.

"Przestrzeń między nami" to wystawa Zamecznika i jednocześnie wystawa o Zameczniku. W otwartych modernistycznych przestrzeniach tej ekspozycji granice nie są ostro zarysowane. Przedsięwzięcie świetnie wpisuje się w niemilknącą dyskusję o dziedzictwie nowoczesności – dyskusję, która od czasu zburzenia pawilonu Supersamu stała się debatą gorącą, prowadzoną w zgiełku buldożerów nadgryzających substancję modernistycznej spuścizny. Czy powinniśmy widzieć w niej zabytki kultury? Czy potrafimy czytać estetykę nowoczesności? Jak odróżnić wartościowe dziedzictwo modernizmu od reliktów komunizmu?

Zamecznik pojawia się na tle tej debaty jako wybitny mistrz nowoczesności. Po II wojnie światowej ten postępowy architekt gotów rozwijać teorię i estetykę nowoczesności znalazł się w delikatnej sytuacji. Przyszło mu działać w kraju, w którym artyści, a architekci w szczególności, poddani byli działaniom wielu potężnych i sprzecznych sił. Z jednej strony wielkim projektem podejmowanym przez PRL była właśnie modernizacja. Z drugiej strony architektura i w ogóle estetyka były sprawami politycznymi, zależnymi od zmiennych strategii komunistycznej władzy. Do tego wszystkiego, przy całych swych modernizacyjnych ambicjach, PRL był krajem ubogim; ograniczone środki na równi z polityczną kontrolą limitowały urzeczywistnianie śmiałych wizji projektantów.


Odpowiedzią Zamecznika na trudne warunki było znalezienie sobie niszy. W tej roli wystąpił świat architektury tymczasowej. Zamecznik stał się mistrzem peryferyjnej z punktu widzenia wielkich budowniczych sztuki aranżowania wystaw, projektowania pawilonów ekspozycyjnych, efemerycznej organizacji przestrzeni. Był to obszar, w którym władza była skłonna pozwolić na nieporównanie więcej niż gdziekolwiek indziej. Zamecznik korzystał z tej swobody, eksperymentując z koncepcjami nowej, modernistycznej przestrzeni. Projektował pawilony ekspozycyjne i systemy wystawiennicze (Pawilon Węgla na Wystawie Ziem Odzyskanych w 1948 roku, Pawilon Polski na Międzynarodowych Targach w Buenos Aires, niezrealizowany pawilon na Expo 58 w Brukseli), aranżował zbiory muzealne (m.in. Muzeum Narodowe w Warszawie) oraz pokazy współczesnej sztuki.

Była to na swój sposób sztuka uboga; Zamecznik wykorzystywał w projektach lekkie, tanie i łatwo dostępne materiały – stały za tym uwarunkowania ekonomiczne, ale również świadoma decyzja estetyczna.

Świat Zamecznika był nowoczesny nie dlatego, że tworzono go za pomocą zaawansowanych technologii i wyszukanych tworzyw. Przeciwnie, był on budowany z wygiętej płyty pilśniowej, sklejki, tkanin i kartonu. Wielkim tematem Zamecznika nie była bowiem materia, lecz rzeźbiona przez nią nieliniowa, otwarta, wielowymiarowa, prawdziwie nowoczesna przestrzeń.


Próbkę takiej przestrzeni dostajemy na wystawie w SARP-ie. Architektoniczne projekty Zamecznika spotykają się z jego abstrakcyjnymi rysunkami, archiwalnymi zdjęciami, ale również z animowanymi filmami Waleriana Borowczyka i Jana Lenicy oraz z pracami współczesnych bohaterowi wystawy zachodnich architektów. Zamecznik funkcjonuje tu w wielu wymiarach – i w szczególnej architektonicznej strukturze stworzonej przez Piotra Zamecznika, syna artysty, który tym razem projektuje w duchu ojca. Czy jest to duch retro? Do pewnego stopnia tak – wystawa ma sznyt lat 60., który dziś wygląda bardzo cool. Jest to jednak retro paradoksalne, bo futurystyczne. Kiedy ogląda się "Przestrzeń między nami", rodzi się podejrzenie, że świat być może nigdy nie będzie już tak nowoczesny, jak był w czasach Zamecznika.

PRZESTRZEŃ MIĘDZY NAMI I Stanisław Zamecznik I Pawilon SARP, Warszawa, do 7 listopada I Kuratorzy: Marianne Zamecznik, Tomasz Fudala