Ostatnie urodziny Niemeyer spędził w gronie rodziny i przyjaciół. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że wiekowy wizjoner świętował rocznicę urodzin, pracując. Pochodzący z Rio de Janeiro architekt uczestniczył w otwarciu nowego budynku, będącego częścią jednego z jego najsłynniejszych dzieł – Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Niteroi. Bryła ukończonego w 1996 roku gmachu przypomina latający spodek, który wylądował na skarpie stromego klifu. Do nowej części kompleksu trafiła kolekcja rysunków i szkiców jego autorstwa.

Z okazji urodzin Oscara Niemeyera otwarto także centrum sztuki jego imienia w Aviles na północy Hiszpanii, w Asturii. Kompleks, który ma odmienić wizerunek portowo-przemysłowego miasta (tak jak Muzeum Guggenheima zrewitalizowało baskijskie Billbao), pełną parąma ruszyć wiosną przyszłego roku.

Brasilia razy cztery

Wtedy jednak Oscar Niemeyer będzie finalizował prace nad kolejnym wizjonerskim projektem – muzeum Pelego, brazylijskiego piłkarza wszech czasów. Gmach stanie w Santos, rodzinnym mieście słynnego sportowca. Kalendarz Niemeyera puchnie od zleceń. Jedno z najbardziej oryginalnych przyszło z Angoli. Prezydent tego kraju zaproponował mu stworzenie nowej stolicy, cztery razy większej niż Brasilia. Niemeyer wstępnie się zgodził.


– Wciąż się czymś zajmuję. Piszę, projektuję, rysuję. Nie potrafię usiedzieć spokojnie. Jestem ciekawski. Wszystko chcę wiedzieć – mówi.

Taka ciekawość – przynajmniej jeśli chodzi o wiedzę wykładaną w szkołach – obudziła się w nim, dopiero gdy osiągnął wiek senioralny.

Samba zamiast bryków

Oscar Ribeiro de Almeida Niemeyer Soares Filho urodził się w katolickiej rodzinie o niemieckich korzeniach. Wychował się w środowisku artystycznej bohemy Rio. Nad naukę przedkładał wtedy wizyty w sambotekach, partyjki bakarata oraz włóczęgę po knajpach.

Od wczesnych lat jego najlepszymi kumplami były kobiety – uwielbiał je za naturalną zmysłowość i empatię, której brakowało hołdującym kulturze macho. Z jedną z nich związał się na stałe. W 1928 roku Niemeyer ożenił się z osiemnastoletnią Anniąa Baldo. Byli małżeństwem przez siedemdziesiąt sześć lat. W 2006 roku Oscar Niemeyer ponownie stanął na ślubnym kobiercu. 99-letni wdowiec ożenił się z młodszą o 38 lat sekretarką Verą Lucią.

Kobiety odcisnęły piętno na jego życiu artystycznym i zawodowym. Dopiero po pierwszym ożenku zapisał się na studia w Narodowej Akademii Sztuki. – Pociągają mnie swobodne, zmysłowe krzywizny – odpowiadał pytany o inspiracje. Dodawał, że znajduje je nie tylko w brazylijskim klimacie i krajobrazie, lecz także w ciele ukochanej kobiety.


Płeć jutrzenki i katedry

Tak rozumianą płciowością i cielesnością odznaczają się wszystkie realizacje Niemeyera. Pierwszą, która uchyliła mu drzwi na architektoniczne salony, był projekt brazylijskiego pawilonu na wystawie światowej w 1939 roku – dostał za niego medal miasta Nowy Jork. Osiem lat później wygrał konkurs na plan urbanistyczny nowojorskiej siedziby ONZ. Ostatecznie został jego współautorem obok papieża modernizmu Szwajcara Le Corbusiera.

Dziełem, którym Niemeyer dogonił – czy, jak uważają inni krytycy uczłowieczył dzieło mistrza – była Brasilia. Zaplanowana w interiorze nowa stolica Brazylii miała zapoczątkować ożywienie gospodarcze centralnej części kraju oraz odciążyć przeludnione Rio de Janeiro. Tak przynajmniej planował prezydent Juscelino Kubitschek de Oliveira, który w 1956 roku podpisał akt założycielski. Ultranowoczesna stolica największego państwa Ameryki Łacińskiej miała powstać na pustyni. Realizację projektu powierzono Lucio Coście oraz Niemeyerowi, którego dziełem są budynki użyteczności publicznej.

– Brasilia oficjalnie została proklamowana stolicą pięćdziesiąt lat temu. Od tego czasu Niemeyer jest u nas bogiem – mówi Jorge Da Silva, socjolog z Salvadoru.

W Brasilii po raz pierwszy w pełni wyraził swoją wizję kobiecej zmysłowości w architekturze.


Pałac Jutrzenki podparł arkadowymi łukami, które nie dość, że stoją do góry nogami, to u podstaw są tak cienkie, że wydaje się niemożliwe, by mogły udźwignąć jakikolwiek ciężar. Hiperboidalna, przeszklona bryła katedry przypomina kielich gigantycznego kwiatu lub atrybut kobiecego ciała. – Architektura ma być przygodą dla twórcy i widza. Musi zadziwiać, zaskakiwać – mówił.

Kultura w kubku jogurtu

Projektował – i nadal projektuje – budynki w w dziwnych kształtach: głazu (kopuła w parku Ibirapuera w Sčo Paolo), mandoliny albo morskiej fali (sala koncertowa w Racello) czy kubka jogurtu (centrum kultury w Hawrze). Muzeum Pelego w Santos przypominać będzie gigantyczną piłkę przyklejoną do wieżowca.

– Świat zawdzięcza Oscarowi Niemeyerowi cudowne rozpoetyzowanie modernistycznych form – mówi Jarosław Trybuś, krytyk architektury.

Niemeyer twierdzi, że do osiemdziesiątki wierzył w architekturę. Potem pozbył się złudzeń, że swoimi projektami może zmieniać świat. Dziś zajmują go tematy światopoglądowe i metafizyczne. – Życie jest westchnieniem – mówi. Od prawie siedmiu dekad jest ideowym komunistą. Przyjaźni się z Castro, broni Stalina, który jego zdaniem został zabity na rozkaz Chruszczowa. Ma penthouse w apartamentowcu z widokiem na słynną plażę w Copacabanie.

Nic nie robi sobie ze swojego wieku. Popala cygara, które podsyła mu dyktator Kuby, popija mocniejsze trunki. Pracuje nad kolejnymi realizacjami i nie zamierza odchodzić do krainy wiecznego projektowania. W roku 2015 planuje ukończyć budowę nowej stolicy Angoli.