Ta autorka wciąż kojarzy się ze swymi realizacjami z lat 90.: słynną pracą dyplomową "Piramida zwierząt” (zainspirowaną bajką braci Grimm instalacją ustawionych na sobie martwych, wypchanych zwierząt - konia, psa, kota i koguta) oraz "Łaźnią damską”, w której ukrytą kamerą rejestrowała zachowania kobiet w publicznej budapeszteńskiej łaźni, a także "Łaźnią męską” - kiedy w przebraniu podglądała kąpiących się mężczyzn.

Śledząc zachowania mężczyzn i kobiet, badała schematy zachowań kulturowych, przestrzeń męskiego spojrzenia, mechanizmy podporządkowywania się jego władzy, kobiety wystawiające się na spojrzenie innych i przez to spojrzenie konstytuowane. Nieomal każdej pracy artystki towarzyszyła burza medialna i spory - m.in. o słuszności reprezentowania przez nią Polski na 48. Biennale Sztuki w Wenecji. Kozyra bardzo szybko zyskała miano przedstawicielki tzw. sztuki krytycznej. Zajmowała się tematami niewygodnymi i drażliwymi: funkcjonowaniem kobiecego ciała w sferze publicznej, oswojeniem ze śmiercią i chorobą, wykluczeniem, kalectwem. Praca z 1996 r., "Olimpia", to tryptyk fotograficzny nawiązujący do słynnego obrazu Maneta oraz film rejestrujący zabieg chemioterapii artystki, od 1992 r. chorej na raka.

Jednak od kilku lat można zaobserwować w pracy artystki niezwykły zwrot, którego najlepszym dowodem jest cykl „W sztuce marzenia stają się rzeczywistością". Artystka sięga w nim po narzędzia aktorskie, wciela się w role, inscenizuje przewrotne sytuacje. Na najnowszy cykl filmów wideo składają się zapisy spektakli operowych, akcji czy instalacji. Jak sugeruje tytuł - artystka podjęła się bardzo prostego, a jednak niezwykle żmudnego zadania - spełnienia swoich marzeń z dzieciństwa. Kiedyś - jak wiele małych dziewczynek - pragnęła zostać śpiewaczką operową, piosenkarką, Matką Boską, czy tancerką w nocnym klubie. Nie były to oryginalne marzenia, również dlatego, że zostały uformowane przez obowiązujące wzorce dorastania do roli kobiety. Dziś Kozyra na własnej skórze sprawdza, na ile to bolesny, śmieszny i rygorystyczny proces.

Cykl rozpoczął się od nauki śpiewu operowego u Maestro - Grzegorza Pitułeja związanego z Warszawską Operą Kameralną. Po roku Kozyra stanęła na scenie opery w Trydencie i zaśpiewała arię z „Wesela Figara”. Wedle norm profesjonalizmu zadanie z góry skazane było na porażkę. Jednak o to jej chodziło - liczyła się okupiona niezmiernym wysiłkiem strategia małpowania doskonałości i niespełnienia oczekiwań, anarchizujące rozbicie budujących przykładów "prawdziwych kobiet, którymi nigdy nie będę” - mówi artystka. Na scenę wniesiono otwarty fortepian, a w nim spłoszoną śpiewaczkę. Śpiewała niedouczona, bez ustawionego głosu, zapominała tekst przeżywając koszmar tremy. Fałszujący głos Kozyry zabrzmiał jak obcy język, który nie do końca mieścił się w powszechnym wyobrażeniu śpiewaczki operowej.

Kolejne odsłony cyklu dzieją się w wiedeńskiej Kunsthalle, w sali prób i w nocnych klubach w Berlinie. Artystka poddaje się wtajemniczaniu w konstrukcję "prawdziwej kobiecości”. Uczy się jej od drag queen Glorii Viagry, mężczyzny perfekcyjnie udającego kobietę, który instruuje ją jak zrobić striptiz. We Włoszech urządza procesję ze swoją miniaturką jako Matką Boską na półksiężycu; staje się cheerleaderką z teledysku czy śpiącą królewną.

Każda z jej kreacji jest niepowtarzalna, ponieważ wykonawczymi jest wiecznie "niegotowa". Kozyra mogłaby oczywiście szkolić się u Maestro jeszcze i 10 lat, aż pewnego dnia nie usłyszelibyśmy już różnicy między jej głosem a głosem dyplomowanej śpiewaczki operowej. Jednak chodzi jej o coś zupełnie innego: zdekonstruować, pokazać w połowie, chybić: "Zaczynam się bać mojego ustawionego głosu” - twierdzi Kozyra. Mozolne szkolenie się na tancerkę czy divę potwierdzałoby tylko sztywne wymogi kultury wizualnej, oczekiwania jak stać się "prawdziwą kobietą”, a nie o to jej przecież chodzi.

Kiedy oglądamy występ łyżwiarza figurowego, jego przypadkowy upadek fascynuje nas najczęściej o wiele bardziej niż potrójny Axel Paulsen - Kozyra wykorzystuje intensywność takich potknięć właśnie, demonstrując jak bardzo każda życiowa rola jest skonstruowana i jak łatwo można poszukać w niej "dziur”. Jako świeżo wyuczona diva operowa może wywrócić na nice obowiązujący schemat kulturowy tej postaci.

Cykl "W sztuce marzenia stają się rzeczywistością" miał już swoją premierę w Berlinie w galerii w DAAD. Jego polska premiera odbyła się w Galerii Awangarda we Wrocławiu w marcu tego roku. Wcześniej część filmów była realizowana w jeleniogórskim BWA. Kozyra zapytana dlaczego tak rzadko ostatnio gości w Polsce mówi: "Rzadko? Przecież ja nikomu nie odmawiam”.