Dziennik.plKultura

Środa, 23 maja 2012

Imieniny: Iwony, Emilii, Dezyderiusza

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 33°C

Klaus Kinski Zbawiciel

2008-12-04 | Ostatnia aktualizacja: 19:09 | Komentarze: 0 | skomentuj
"Jezus Chrystus Zbawiciel" to więcej niż teatr w kinie

"Jezus Chrystus Zbawiciel" to więcej niż teatr w kinie Fot. GUTEK FILM / Inne

Zarejestrowany na taśmie i zmontowany monolog Klausa Kinskiego, wygłoszony w listopadzie 1971 roku w Deutchlandhalle w Berlinie, daleko wykracza poza granicę zabawy w teatr w kinie. Na pustej scenie Kinski wciela się w rolę oskarżyciela Chrystusa. Tak jak Bułhakow, Dostojewski czy Passolini sprowadza go na ziemię, wpisuje we współczesny kontekst, czyni zeń idola kontrkultury.

Pogoda

POLSKA

Środa 2012-05-23

temp. min 8°C max. 28°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Oskarża o spiskowanie przeciw władzy, anarchizm, patronowanie terrorystom, rewolucjonistom, hipisom. Cichym, intensywnym głosem recytuje: "Poszukiwany: Jezus Chrystus, oskarżony: o mącenie ludziom w głowach, skłonności anarchistyczne, spisek przeciw władzom państwowym". Z włosami do ramion, w dżinsach i koszuli w kwiaty. Bez kulis, bez efektów scenicznych, bez kostiumu, Kinski wchodzi w rolę krytyka kapitalistycznego systemu, nauczającego tłum widzów przy pomocy zakotwiczonej w konkretnej rzeczywistości początku lat 70. parafrazy ewangelicznego kazania. Nie mówi o faryzeuszach, ale o księżach, piętnuje polityków, co chwila wraca do wojny w Wietnamie. Gdy mówi o pogardzie dla pieniędzy, z sali odzywają się okrzyki przypominające, że na filmach zarobił miliony, a za bilet na spektakl wziął 10 marek. Charyzmatyczny występ Kinskiego ma w sobie magię alchemicznej przemiany. Kinski mówi jak prorok, wydaje się, że utożsamia się z rolą do końca, że przekaz jest jego własnym przesłaniem. Ale, gdy jeden z widzów wchodzi na scenę, znów staje się aktorem. Odpycha intruza, a ochroniarze wyrzucają go siłą. Kinski coraz bardziej wychodzi z roli, wyzywa widzów, schodzi ze sceny, po czym wraca i kontynuuje. Coraz wyraźniej kieruje swój apokryficzny biblijny przekaz przeciwko publiczności, a publiczność odpowiada agresją. Wymyśla Kinskiemu od dupków i faszystów. Atmosfera aż iskrzy od napięcia. Nie do końca wiadomo, czy te wtargnięcia, przerwy, przepychanki są autentyczne, czy też może zostały wyreżyserowane i wplecione w całość na zasadzie brechtowskiego efektu obcości.

Pełen esej Wojtka Kałużyńskiego w piątkowym dodatku kulturalnym DZIENNIKA

Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zaufaj ekspertom i
schudnij skutecznie.

Najczęściej komentowane

«