"Geje i lesbijki. Życie i kultura"
(oryg. "Gay Life and Culture. A World History")
Robert Aldrich (red.)
przeł. Piotr Nowakowski
Wyd. Universitas 2009
Ocena: 4/6



Ta lektura zdenerwuje homofobów. Nie tylko ze względu na temat. Redaktor publikacji, Robert Aldrich, zaczyna książkę stwierdzeniem, że „od niepamiętnych czasów żyją ludzie odczuwający potrzebę nawiązywania intymnych kontaktów – zarówno emocjonalnych, jak i cielesnych – z osobami tej samej płci: mężczyźni pożądający innych mężczyzn oraz kobiety pożądające innych kobiet”. Jeśli ktoś fundamentalnie nie zgadza się z australijskim historykiem, to pozostanie głuchy na wszystkie teksty zamieszczone w „Gejach i lesbijkach”.

Jeśli wykaże minimum dobrej woli i zrozumienia, to odbierze tę książkę jako zaskakująca opowieść o cywilizacyjnej, kulturowej, politycznej, a także ekonomicznej obecności homoseksualizmu w dziejach ludzkości. Takie względy zapewne kierowały urzędnikami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, którzy przyznali oficynie Universitas dotację. Dzięki temu „Geje i lesbijki” to edytorski cymes. Blisko 400-stronicowa cegła została wydana na kredowym papierze, oprawiona jest w płótno, zawiera 250 reprodukcji i kosztuje 60 złotych, co w przypadku tego typu luksusowych publikacji stanowi ewenementem.


„Geje lesbijki” to 14 esejów układających się w panoramę obecności pierwiastka homoerotycznego, dodajmy od razu – obecności stygmatyzowanej, naznaczonej piętnem wykluczenia i prześladowań, a często pozbawianej prawa do istnienia. Autorzy kreślą ten wieloaspektowy obraz w porządku chronologicznym, zaczynając od starożytności, a kończąc na czasach współczesnych. Śledzimy więc rozmaite świadectwa ekspresji i tożsamości kultury homoseksualnej w komediach Arystofanesa i serialu telewizyjnym „Queer as Folk”, w greckich gymnasionach i prowadzonych przez Sokratesa sympozjonach oraz wpisach na gejowskich i lesbijskich forach internetowych.

Zgłębiamy dzieje tureckich łaźni hammam, homoerotycznego słowotwórstwa w literaturze starochińskiej i konfucjańskim prawodawstwie, hermafrodytyzmu Indian północnoamerykańskich oraz „chłopięcych żon” u Aborygenów. Dodajmy, że są tam rozważania o homoseksualizmie w starożytnym Rzymie, kolonialnej Afryce Północnej, obu Amerykach i Azji, przełomowej depenalizacji homoseksualizmu we Francji, wreszcie – rewolucji obyczajowej w latach 60. i jej tragicznym finale dwie dekady później, wywołanym przez epidemię AIDS.

Rozległość tematyczna, dziejowa, kulturowa jest więc ogromna. Zespół Aldricha jak ognia wystrzegał się posądzenia o forsowanie judeochrześcijańskiego punktu widzenia i trzeba przyznać, że w tej kwestii nie można do autorów mieć pretensji. Da się rzec, że pod tym względem książka spełnia wymogi poprawności politycznej. Gorzej sprawa się przedstawia, jeśli poszukujemy informacji o dziejach homoseksualizmu w Europie Środkowo-Wschodniej i za Żelazną Kurtyną. Oprócz nielicznych wzmianek – z kwestią więźniów homoseksualistów w obozach koncentracyjnych oraz zamieszek podczas parad równości w Polsce i Chorwacji na czele – niczego nie znajdziemy. Szkoda, że tego braku nie zrekompensował polski wydawca – można przecież było dopisać rozdział o dziejach homoseksualizmu nad Wisłą.


To jedyne zastrzeżenia, które mam do autorów i wydawcy tej napisanej żywym, dalekim od akademickiej kazuistyki (choć opatrzonej sążnistymi przypisami) językiem książki. Aldrichowi udało się zawrzeć w „Gejach i lesbijkach” wielopłaszczyznową refleksję o doświadczeniu homoseksualizmu. Ten mający łacińskie korzenie neologizm jest dziełem pewnego węgierskiego lekarza, który wymyślił go w latach 60. XIX wieku. Od tego czasu homoseksualistów, określanych dotychczas jednoznacznie negatywnie sodomitami, zaczęto postrzegać jako osoby odznaczające się specyficzną, wrodzoną i – być może – nienaruszalną tożsamością płciową. Można powiedzieć, że ów moment stanowił przełom.

Po raz pierwszy w publicznym dyskursie na Zachodzie miłość do przedstawicieli tej samej płci zaczęła być postrzegana inaczej. Mieszczański scjentyzm zapoczątkował nową optykę – Europejczycy zaczęli spoglądać na ludzką seksualność z medycznego punktu widzenia, koncentrując sie na problemach psychologicznych, zamiast na praktyce „nienaturalnych” aktów płciowych. Paradoksalnie więc dzisiejsza akceptacja pozanormatywnych zachowań seksualnych spod znaku queer w społeczeństwach Zachodu narodziła się w epoce erupcji nacjonalizmu.


Może jeszcze bardziej paradoksalne jest to, że książkę Aldricha da się czytać w oderwaniu od jej społecznego zaangażowania. To wciągająca gawęda o homoseksualnych toposach w literaturze, piśmiennictwie, teatrze i kinie różnych epok. Jest tu masa pysznych cytatów. Weźmy Diderota. Mało kto wie, że ten zajadły wróg „sodomickiej miłości” jest autorem takiego oto wyznania: „Wśród młodych bywalców publicznych łaźni dostrzegłem jednego o niezwykłej urodzie – nie byłe w stanie zwalczyć pokusy przysunięcia się do niego”.

Osobnym walorem „Gejów i lesbijek” są ilustracje, świetnie uzupełniające tekst – po raz pierwszy (przynajmniej jeśli chodzi o Polskę) w jednym tomie ukazuje tak imponująca ikonografia tematu. Ani historia mniejszości seksualnych, ani kultura wizualna homoseksualności nie miały u nas jeszcze takiej prezentacji.