"Wszystko rozpada się"
Chinua Achebe
Wyd. PIW 2009



Powieść Nigeryjczyka Chinui Achebe, ojca literatury afrykańskiej i jednego z najwybitniejszych pisarzy z Czarnego Lądu, liczy już pół wieku. Przed laty sprowokowała burzliwą dyskusję na temat brytyjskiej kolonizacji. Jej wyjątkowość polega na tym, że proponuje nowe spojrzenie na Trzeci Świat, odmienne chociażby od wizji Josepha Conrada. "Wszystko rozpada się" to "jądro ciemności" ukazane oczami nigeryjskiego plemienia. Ma też swój subtelny urok. Jeśli ktoś się tutaj z kogoś śmieje, to członkowie Igbo z przygłupich białych najeźdźców przynoszących nieznaną religię.

Trudno jednak podejrzewać, żeby ta powieść pobiła teraz rekordy popularności. Nie bez powodu wspiera kanon brytyjskich lektur szkolnych i z pewnością się do tego nadaje. Ta nieskomplikowana, powracająca do tradycji oralnej proza, z naczelną postacią opowiadacza i wyrazistym bohaterem, może stanowić coś w rodzaju ciekawostki. Niech nie zwiedzie państwa dekadencki tytuł – to opowieść prosta i monotonna.


Służy za to jako dobry materiał do socjologicznych obserwacji. Przedstawiona wioska Umuofii to bowiem obraz kultury patriarchalnej, o której chyba zdążyliśmy już zapomnieć. Przede wszystkim uwagę skupia wnikliwy portret poważanego przedstawiciela rodu – przez niego jak przez sito przenikają czujnie wychwycone ułamki rzeczywistości podzielonej na dwie płci. Dzięki temu historia nie jest tak całkiem prosta i naiwna, lecz zyskuje współczesną perspektywę.

W tym świecie istnieje zatem żeńska odmiana plonów (słabszych), zbrodni (to śmierć spowodowana przypadkowo), a nawet opowieści (dojrzałość zaczyna się, gdy chłopiec przestaje fascynować się niemądrymi kobiecymi bajeczkami, a zaczyna słuchać opowieści ojców). Drewniana figurka zwana ikengą symbolizuje męską siłę i sukces, kobiecego odpowiednika nie ma. Nie bez przyczyny zresztą rogata rzeźba trzyma w dłoniach miecz i ludzką czaszkę. Ta kultura opiera się w dużym stopniu na ciągłej gotowości do walki o ustalony porządek.

Dzięki szczerości Achebe nie boi się pokazać, jakim kosztem jedność plemienna jest zachowywana. Obsesją wodza Okonkwo jest utrzymanie siły i władzy, zakaz dopuszczania do siebie uczuć, strach przed okazaniem się zniewieściałym. W imię honoru gotów pokonać wszystko, nawet miłość do przybranego syna. Mimo że stawką jest ginąca kultura Igbów, autor nie unika konstatacji, iż są tacy, którzy w nowej religii odnaleźli odpowiedź na swoje dylematy moralne. Jest wśród nich syn Okonkwo, wrażliwy i kobiecy Nwoye, dla którego prawdziwym jądrem ciemności okazuje się spotkanie z okrucieństwem wiary przodków.