"Najważniejsze to nie tracić cierpliwości"
"Lubię ludzi i lubię życie, a ono też jest dla mnie dobre" - mówi bułgarski pisarz i reżyser Angel Wagenstein, autor cenionej na całym świecie powieści "Pięcioksiąg Izaaka". Książka po raz pierwszy ukazuje się w Polsce.
- Autor "Buszującego w zbożu" nie żyje
- Arcydzieło Virginii Woolf o... grypie
- Kazimierz Kutz: Musiałem to wybełkotać
- Podsumowanie roku 2009: literatura
- Tylko u nas! Powieściowy debiut Kutza
- Salinger, twórca Biblii buntu i zagubienia
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
We wstępie do „Pięcioksięgu Izaaka” napisał pan, że powieść jest czystym zapisem wspomnień Izaaka Blumenfelda, w które pan nie ingerował. Ów wstęp to czysta mistyfikacja? A może istniał ktoś, kto był pierwowzorem głównego bohatera?
Angel Wagenstein: Postać Izaaka Blumenfelda jest fikcyjna. W rzeczywistości wszyscy bohaterowie książki to ja. Wstęp jest tylko chwytem literackim zastosowanym po to, by czytelnik uwierzył, że opowiadana historia jest prawdziwa. Przecież nawet bajki zwykle kończą się słowami „ja tam byłem, miód i wino piłem”.
Zastosował pan ten chwyt z myślą o współczesnych czytelnikach, przyzwyczajonych do tego, że książki o potwornościach Holokaustu zwykle mają formę wspomnień, dzienników, bezpośrednich
relacji świadków historii?
Po części o to chodziło. Dla czytelnika powieść jest relacją krawca z miasteczka pod Drohobyczem, dla autora to wspomnienia tego, co sam przeżył. Moje osobiste doświadczenia są gliną, materiałem, z którego mogłem coś ulepić. Szczególnie dotyczy to II wojny światowej. Ja nie byłem świadkiem wojny, byłem jej uczestnikiem. I to bardzo aktywnym.
I pańska biografia była pełna niezwykłych wydarzeń, choć w przeciwieństwie do swojego bohatera nie urodził się pan w Galicji, nie uczestniczył w I wojnie światowej ani nie był
więźniem obozów. Dlaczego nie zdecydował się pan napisać książki o własnych przeżyciach?
To nie byłby dla mnie jakiś szczególny komplement, gdyby się okazało, że opisywałem własne przeżycia. Nie zamierzałem pisać autobiografii. Pisarz w odpowiednim momencie powinien się usunąć, by dać życie temu, co stworzył. Stworzyłem Izaaka Blumenfelda, rabina i pozostałych bohaterów – niech oni teraz żyją. A ja biorę czapkę i idę sobie.
Ile zatem dał pan swoim bohaterom od siebie?
Od Izaaka bliższy jest mi raczej rabin i jego sposób widzenia świata. To człowiek rozdarty pomiędzy wiarą a ateizmem. Sam mogę powiedzieć bez wahania: jestem ateistą. Niezachwianym ateistą. Ale jednocześnie jestem też specjalistą od religii, szczególnie judaizmu i chrześcijaństwa. Religie są wyrazem dążenia człowieka do ideału. Ja to bardzo szanuję.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!