Skąd się wziął pomysł na bohatera powieści Tomasza Płachtę w "Kłopoty to moja specjalność, czyli kroniki socjopaty"?

Pomysł wziął się z braku. Postacie neurotyczne są pomijane albo przedstawiane w uproszczeniu. Chciałem, żeby Płachta był inteligentny i skomplikowany, ale zarazem mieścił się w kanonie literatury popularnej. Literatura potrzebuje negatywnie odbieranych bohaterów, którzy staną się nam jednocześnie w pewnym stopniu bliscy, nawet jeśli do tego w pierwszej chwili się nie przyznamy.

Pańska książka często porównywana jest z filmem "Dzień świra", Tomasz Płachta to takie troszkę młodsze pokolenie Adasia Miauczyńskiego...

Spotkałem się z takim porównaniem. Bardzo sobie zresztą cenię film Koterskiego, więc nie odcinałby się od tego. Myślę, że u mnie jest mniej negatywistycznie, nie ma na przykład modlitwy zawistnych Polaków. Swojego bohatera próbowałem bardziej zanurzyć w grotesce.

Może u Koterskiego jest tak; ja już swoje przeżyłem i wiem że jest tak i tak, a u Pana dlatego że jest to młodsze pokolenie, to bohater mówi - ja jeszcze wierzę, jeszcze walczę i stąd ta groteska?

Być może. Tomasz Płachta jest młodszy niż Adaś Miauczyński i jeszcze potrzebuje powalczyć o swoje, przekonać się o kilku rzeczach na własnej skórze. Nie ma u niego tego totalnego załamania, co u bohatera filmów Koterskiego. On pomimo katastrof ciągle stara się coś zmienić, choć oczywiście jest nieudacznikiem. Miauczyński natomiast jest bardziej oswojony niż walczący.

Jednak on nie jest takim typowym nieudacznikiem, ma kochającą się rodzinę, dobrą pracę, własny dom. Portret Polaka, któremu nie wyszło w życiu wygląda troszeczkę inaczej.

Nie chciałem maczać mojego bohatera w takiej totalnej pauperyzacji, mizerii. On ma ambicje scenopisarskie i potrzebę perfekcji. Oczywiście żyje w oderwaniu od rzeczywistości i może właśnie kara spotyka go za to, że nie potrafi docenić tego, co ma a drąży i szuka dalej. Takie osoby nigdy nie będą zadowolone.

Jest Pan zadowolony z postaci Tomasza Płachty, lubi Pan ją?

Przyznam, że ocena mojego bohatera bywa jednostronnie negatywna. Gazety nazwały go nawet najbardziej antypatycznym bohaterem ostatnich lat w literaturze polskiej - nie wiem do końca, czy on taki miał być. Chciałem, żeby każdy mógł się w nim jakoś przejrzeć, bo ostatecznie każdy ma w sobie coś z Tomasz Płachty, każdy ma ochotę na świństewko, na mały rewanżyk za prawdziwą lub wyimaginowaną krzywdę. Chciałem, żeby czytelnik mógł powiedzieć w takim czy innym momencie, oczywiście z poczuciem winy: ja też potrafiłbym to zrobić.

Przygody Tomasz Płachty, to kreacja pisarska, czy rzeczywistość?

Czasem jak najbardziej rzeczywistość, choć przerysowana, czasem fikcja. Weźmy tę przygodę z kontrolerami w kolejce - taka sytuacja wydarzyła się naprawdę mojemu koledze i postanowiłem to odzwierciedlić na kartach powieści, albo ten listonosz, który dybie na cząstkę renty czy wredna kasjerka olewająca podróżnych, to też postaci z życia wzięta. Przygody Płachty to fikcja przemieszana z rzeczywistością, z domieszką groteski, bo pisarz, który jest dobrym obserwatorem nie może ograniczać się do stosowania kalki, musi posiłkować się wyobraźnią.

Kiedy zaczęła się Pana przygoda z pisaniem?

Napisałem tysiące stron od czasów nastolatka, a potem to paliłem, czerwieniąc się ze wstydu. Myślę, że każda osobą planująca literacką przygodę, powinna przez to przejść. Potem pisywałem krótkie teksty do gazet i dla znajomych z roku. Idea, żeby napisać własną powieść, chodziła mi po głowie od lat, a pomysły i doświadczenia gromadziły się długo, należało tylko wybrać odpowiedni moment i skompilować je w sensowną całość.

Jest pan także autorem scenariuszy telewizyjnych. Czy "Kłopoty.." były pisane z myślą o adaptacji serialowej?

Jeśli się przyjrzeć tej powieści, to faktycznie ma ona taki sitcomowy charakter. Jeśli książka zostanie dobrze przyjęta i ktoś będzie chciał to zrealizować, to jestem bardziej niż otwarty na propozycje. A tymczasem powstała już nawet kolejna część przygód Tomasza Płachty, tym razem bohater będzie próbował odnaleźć się w Londynie. Książka jest już u wydawcy.

Napisał Pan tę książkę dla...

Ta książka była pisana raczej z myślą o facetach. Ale teraz dowiaduję się, że to czytelniczki są głównymi odbiorcami mojej powieści i kiedy przeglądam internetowe blogi, w których napisano, że poprawiłem jakiejś pani humor, a inna uznała, że czuje się, jakby czytała o swojej najbliższej przyszłości, uznaję to za mój przewrotny sukces. Jest dla mnie niesamowitym komplementem, że ostatecznie udało mi się stworzyć coś w miarę uniwersalnego.

Czy w przeciwieństwie do swojego bohatera, Pan jako autor jest zadowolonym z życia człowiekiem?

Tak. Książka ta jest początkiem spełnienia marzeń, o ile nie jest to wydarzenie incydentalne, tylko zapowiedź moich dalszych losów związanych z literaturą czy ogólnie pisaniem...