Rosja w oparach absurdu
Żywiołem Wiktora Pielewina są zaskakujące obrazy, alegorie i niespodziewane skojarzenia. Zaludniające karty jego powieści postacie, z pozoru bardziej ludzkie niż niejeden człowiek z krwi i kości, często okazują się być komarami, karaczanami czy jak w przypadku "Świętej księgi wilkołaka" - lisicą i wilkołakiem.
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Pielewin bowiem za podstawowy cel stawia sobie portretowanie współczesnej Rosji. Przygląda się jej z różnych perspektyw i pod różnymi kątami. Dla wyostrzenia diagnoz przebiera swoich bohaterów w najróżniejsze kostiumy, obdarza ich nadprzyrodzonymi cechami czy wprowadza w stany narkotyczne. Widać tu wyraźnie inspirację prozą Bułhakowa. Moskwa w wydaniu Pielewina sporo ma wspólnego z tą znaną z "Mistrza i Małgorzaty": siły nadprzyrodzone w najlepsze oddziałują na świat realny, dramatyzm miesza się z groteską, a powaga z absurdem. Pielewin zresztą wcale nie ukrywa rozlicznych nawiązań i cytatów. Nieustannie inkrustuje wypowiedzi swoich postaci rozmaitymi aluzjami. Jego proza przypomina kulturowe wysypisko - szperając w nim, możemy z równym prawdopodobieństwem natrafić zarówno na Lacana, Murakamiego, Ludwiga Wittgensteina, Stephena Hawkinga i Aleistera Crowleya, jak i na filozofię Dalekiego Wschodu czy cytaty z "Matrixa". W swojej powieści, czy też raczej quasi-traktacie, Pielewin wciąż oscyluje gdzieś pomiędzy ideą Baudrillardowskich symulakrów a buddyjskim przekonaniem, że świat zmysłowy jest w istocie pozbawioną jakiejkolwiek rzeczywistości iluzją. Z jednej strony demaskuje grę pozorów, jaką karmi się współczesny Zachód, z drugiej daje wyraz ewidentnej potrzebie poszukiwania autentycznego sensu istnienia. "Żeby rozplątać wszystkie szpulki ze słowami, nie starczy wieczności. Pytań i odpowiedzi da się wymyślić nieskończenie wiele - słowa można zestawiać i tak siak, i za każdym razem będzie się wiązał z nimi jakiś sens. I tyle. Taki na przykład wróbel do nikogo nie ma pytań. A nie sądzę, żeby był dalszy od prawdy niż choćby Lacan czy Michel Foucault" - mówi w pewnym momencie bohaterka.
Nieuestanne odwołania do kultury i popkultury, bezlitosne szyderstwo z Zachodu i gloryfikacja Wschodu miejscami trącą naiwnością, ale u Wiktora Pielewina (który pomimo dawno ukończonej czterdziestki wciąż zaliczany jest do pisarzy "młodego pokolenia") wypadają nader przekonująco. Trudno nie odnieść wrażenia, że uprawia on miejscami coś w rodzaju literackiego showmaństwa. Ale - trzeba przyznać - robi to z wielkim wdziękiem.
Wiktor Pielewin, "Święta księga wilkołaka", W.A.B, Warszawa 2006

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!