Stwierdzić, że Hammett stworzył czarny kryminał, byłoby pewną przesadą. Był jednak najwybitniejszym pisarzem z pokolenia, które zaraz po I wojnie światowej wywróciło dotychczasową literaturę detektywistyczną na nice, czyszcząc ją dokumentnie z arszeniku i starych koronek. Ameryka lat 20. nie była światem, w którym Sherlock Holmes i Hercules Poirot daliby radę przeżyć bez szwanku choćby jedno popołudnie.

Wódka, mafia i kryzys

Pierwsza powojenna dekada Stanów Zjednoczonych upłynęła pod znakiem nielegalnej wódki – absurdalna ustawa prohibicyjna z 1919 roku zakazywała produkcji, importu i eksportu, przewozu oraz sprzedaży wszelkich napojów alkoholowych na terenie USA, ale, co ciekawe, nie zakazywała konsumpcji owych napojów. Zanim ustawę w 1933 roku zniesiono, rynek alkoholu został w całości połknięty przez szarą strefę, w siłę niebywale urosły etniczne organizacje mafijne – przede wszystkim włoska, irlandzka i żydowska – zaś nad administracją publiczną zawisł duch wszechobecnej korupcji.

Na tę wódczaną katastrofę nakłada się najpierw szok wojny światowej, a potem gwałtowny wzrost gospodarczy połączony z rabunkowym pozyskiwaniem surowców oraz coraz ostrzejszymi konfliktami między wielkim przemysłem a związkami zawodowymi. Koniec wieńczy dzieło – w 1929 roku ma miejsce krach na nowojorskiej giełdzie. Nadchodzą lata Wielkiego Kryzysu.

Taka rzeczywistość – mroczna, brudna, nieprzewidywalna – również od sztuki wymaga nowego języka. I ów język, rzecz jasna, już istniał, stworzony przez różne odłamy modernizmu.


Masowa XX-wieczna rewolucja zaczyna się w momencie, w którym artyści decydują się zastosować te narzędzia do kreowania kultury popularnej. "Hammett wyciągnął zbrodnię z wazy weneckiej i wrzucił ją do swojego ciemnego zaułka" – zauważył Raymond Chandler w eseju "Skromna sztuka pisania powieści kryminalnych". – "Przywrócił zabójstwo ludziom, którzy popełniają je nie po to, żeby dostarczyć powieści trupa, lecz z jakichś konkretnych powodów i nie za pomocą ręcznie kutych pistoletów do pojedynku, kurary czy ryby tropikalnej, ale środkami, które mają pod ręką. Opisywał ich takich, jakimi są, i kazał im mówić i myśleć językiem, jakiego zwykle w tym celu używają". Brutalny realizm, uliczny slang, hemingwayowska ironia – oto Hammett.

Bezimienny detektyw

Ojciec założyciel współczesnej powieści noir urodził się w 1894 roku na farmie w stanie Maryland, dorastał zaś w Filadelfii i Baltimore. Jako 13-latek porzucił edukację i rozpoczął pracę zarobkową – był między innymi robotnikiem kolejowym i portowym, gońcem, magazynierem.

W 1915 roku zatrudnił się w legendarnej Agencji Pinkertona, założonej w połowie XIX wieku firmie świadczącej usługi ochroniarskie i detektywistyczne, a będącej też od czasu do czasu czymś w rodzaju prywatnej policji do wynajęcia. To było zdecydowanie najważniejsze zawodowe doświadczenie Hammetta, wywarło też oczywisty wpływ na jego późniejsze pisarstwo: pojawiający się w wielu opowiadaniach i dwóch pierwszych powieściach autora "Sokoła maltańskiego" bohater, bezimienny Continental Op (Op to skrót od "operative", co najłatwiej chyba przetłumaczyć jako "agent"), to pracownik Pinkertona, a jednocześnie prototyp wszystkich prywatnych detektywów z amerykańskich kryminałów.


Hammett wprawdzie służył w czasie I wojny w armii USA, ale nie opuścił granic kraju. Tak czy inaczej to także był przełomowy moment w jego życiu – najpierw zapadł na grypę hiszpankę i infekcję dzielnie przeżył, ale zaraz potem zaraził się gruźlicą. Pielęgniarka, która się nim opiekowała, została jego żoną. Gruźlica zaś – a zmagał się z nią przez następne cztery dziesięciolecia – mocno utrudniła młodemu człowiekowi kontynuowanie kariery wśród detektywów. W 1922 roku Hammett w niejasnych okolicznościach opuszcza agencję (podobno poszło o udział ludzi Pinkertona w rozbijaniu strajków), wyprowadza się również od rodziny w obawie przed zarażeniem żony i córki (co ostatecznie doprowadza do późniejszego rozwodu), wynajmuje pokój w San Francisco i zabiera się do pracy.

Początkowo zarabia głównie tworzeniem haseł reklamowych dla firmy jubilerskiej, ale wkrótce na pierwszy plan wysuwa się pisanie opowiadań kryminalnych publikowanych w popularnych magazynach w rodzaju pulpowego „"Black Mask". Te opowiadania stanowią zalążek nowego stylu w literaturze sensacyjnej. "Continental Op nie siedzi w fotelu i nie zajmuje się dedukcyjnym rozumowaniem. On jest tajniakiem, szpiclem. To znaczy – śledzi, wypytuje, szuka dowodów, zderza ze sobą ludzi, którzy wcale nie chcieli się spotkać. Innymi słowy, produkuje twórcze zamieszanie" – mówi o bohaterze Hammetta krytyk literacki Steven Marcus i dodaje: "Moralna dwuznaczność, jaką można odnaleźć w tych opowiadaniach, polega na tym, że Op sam jest mocno zaangażowany w to wszystko, co czynią zarówno ludzie, których śledzi, jak i ci, którzy go wynajęli".


W 1929 roku ukazuje się pierwsza powieść Hammetta, "Krwawe żniwo". Zaraz potem "Klątwa Dainów", a w roku 1930 "Sokół maltański" rozsławiony późniejszym filmem Johna Hustona z Humphreyem Bogartem. Do 1934 roku pisarz publikuje jeszcze garść opowiadań i dwie powieści: "Szklany klucz" oraz "Papierowego człowieka". I to właściwie wszystko, jeśli chodzi o literaturę.

Świat to okropne miejsce

Trudno powiedzieć, co – poza chroniczną chorobą i równie chronicznym alkoholizmem – stało za tą decyzją. Jego długoletnia życiowa partnerka, dramatopisarka Lilian Hellman, podejrzewała, że Hammett miał ambicje, by porzucić kryminał dla realistycznej powieści obyczajowej, ale nie potrafił dać sobie rady z tym wyzwaniem.

Twórca "Krwawego żniwa" przejawiał też znaczne emocje polityczne – w 1937 roku wstąpił do Amerykańskiej Partii Komunistycznej, po II wojnie światowej padł ofiarą zimnowojennej nagonki na lewicowych aktywistów, trafił nawet na pół roku do więzienia oraz zeznawał przed komisją senatora McCarthy’ego. Ostatnie 10 lat życia spędził, żyjąc samotnie – a może wręcz pustelniczo – w małej miejscowości Katonah 50 mil na północ od Nowego Jorku. Zmarł w 1961 roku.

Mówiono o nim, że połączył Conan Doyle’a z Hemingwayem, ale to chyba nie do końca prawda. Z Conan Doyle’a został tylko szkielet – zbrodnia i śledztwo – cała reszta była już z całkiem innej parafii. Dla współczesnych pisarzowi czytelników lektura opowiadań i powieści Hammetta musiała być wyzwaniem – są emocjonalnie oschłe, pozbawione jasnych kryteriów oddzielających dobro od zła. Główny bohater jest immanentną częścią grzesznego i zepsutego świata, w którym szuka sprawców przestępstwa – jak Ned Beaumont, pijak i hazardzista ze "Szklanego klucza", czy Sam Spade, cyniczny prywatny detektyw z "Sokoła maltańskiego". Nie ma tu komu zaufać, ponieważ wszyscy kłamią jak najęci. Kiedy brak zaufania, pojawia się przemoc – u Hammetta się przekupuje, leje po pysku, torturuje dla przyjemności, szantażuje, zabija z zimną krwią. Każdy jest tu coś komuś winien, a dług narasta z każdą minutą. Czasami o życiu albo śmierci decyduje po prostu głupi przypadek...


Doskonale to widać w wydanym właśnie u nas zbiorze "Miejskie historie" gromadzącym wybrane opowiadania mistrza gatunku. Właściwie trudno je oceniać – to klasyka literatury, równie dobrze dałoby się wystawiać punkty Dostojewskiemu. Ciekawe, że te teksty właściwie się nie zestarzały – choć może właściwie stało się z nimi coś innego: ich język i pomysłowość wrosły w kulturę masową tak głęboko, że już nie wiadomo, gdzie kończy się Hammett, a zaczyna jego monumentalna spuścizna. "Dokonał czegoś jeszcze" – wspominał o autorze "Sokoła maltańskiego" Raymond Chandler. – "Sprawił, że pisanie powieści kryminalnych stało się przyjemnością".

MIEJSKIE HISTORIE | Dashiell Hammett | przeł. Łukasz Małecki | C&T 2010 | 29 PLN