Prezentowane są obrazy z jednego z najmniej znanych cykli Dwurnika pt. "Błękitne" z początku lat 90. To pierwszy pokaz tej serii w Warszawie. To przykład nietypowy, z pewnością zaskakujący dla odbiorców przyzwyczajonych do Dwurnikowych "miasteczek" i interwencyjnych "Sportowców". W tym cyklu artysta zdaje się odpoczywać od polskiego piekła, od zaangażowania w sprawy społeczne, polityczne i obyczajowe. Tym razem kontempluje morze: przedstawia fale spokojne i bardziej wzburzone, błękitne lub zielonkawe. Przygląda się refleksom słońca na wodzie, morskiej pianie i powtarzającym się modułom wiecznego ruchu mas wody. Takiego Dwurnika mniej znamy.

Po "Bitwach pod Grunwaldem" w Zamku Królewskim na Wawelu w 2011 r. i ostatniej dużej ekspozycji "Obłęd" w Muzeum Narodowym w Krakowie (trwającej do 9 czerwca 2013 r.) można z całą powagą mówić o niemal koronowaniu Edwarda Dwurnika na "naczelnego naszego malarza współczesnego". W dodatku 19 kwietnia obchodził 70. urodziny, a tego rodzaju jubileusze zachęcają do podsumowań.

Jest Dwurnik jednym z najważniejszych polskich artystów współczesnych, powszechnie znanym i uznanym, gwiazdorem artystycznym od prawie 50 lat, rzec by można: z samego szczytu malarskich list przebojów.

Nie jest profesorem, nie ma właściwie naśladowców, choć sam przyznaje się do inspiracji twórczością Nikifora. Czasem dodaje jeszcze Jana Matejkę, ale trochę z przekorą, choć na Wawelu zestawione zostały jego współczesne obrazy właśnie z legendarnymi płótnami Matejki.

Uczestnik documenta, biennale w Paryżu i Sao Paulo oraz dziesiątek ważnych wystaw międzynarodowych, człowiek sukcesu artystycznego i komercyjnego, równie dobrze czujący się w Kassel, Londynie i Nowym Jorku, jak w prowincjonalnym polskim miasteczku. Do tego wciąż zabierający głos w najprzeróżniejszych kwestiach w poważnej prasie i bulwarówkach, wciąż bulwersujący swoimi obrazami i poglądami, zaskakujący i obrażający, zarówno artystów, pisarzy, jak i polityków.

Niezrównany, dzięki swemu talentowi i kunsztowi malarskiemu, ale i właściwie bezkarny, nieuznający żadnych tabu, ani "świętych krów", jako uznany kronikarz i baczny obserwator naszej rzeczywistości, tworzy fresk, na którym możemy odnaleźć wszystkie polskie zalety i wady (tych jest najwięcej). W pewnym sensie malarskie sumienie Polski od pięciu dekad. Doskonale przy tym przyjmowany przez odbiorców. Jak sam wyznał: Moje wystawy były zawsze bardzo dobrze odbierane. Jestem przyzwyczajony do dobrego odbioru. Nie dziwię się, bo to jest szczere malowanie. Niekombinowane.

Nowy adres na artystycznej mapie Warszawy: Galeria STALOWA, ul. Stalowa 26.