Kim jest Stara Kobieta?

Mój przyjaciel, aktor Andrzej Blumenfeld, który gra ze mną w tym spektaklu widział zdjęcia Ziemi wykonane z kosmosu. Jest piękna i kolorowa; emanuje spokojem, światłem wewnętrznym i wytwarza specyficzną aurę. Sprawia, że nie możemy oprzeć się wrażeniu, że Ziemia to "żeński twór", że jest kobietą: starą, odwieczną Gają. "Stara kobieta wysiaduje" to dramat poetycki, opowiada o pierwiastku żeńskim w istnieniu tego świata. Jakie to ma konsekwencje dla roli? Nie chcę, na przykład, grać matki - Polki, która przejmuje się, że jej syn zginął na wojnie. I nie chcę robić z niej demona. Jak może reagować na takie wydarzenia Ziemia, istota dość obojętna? Taka, która urodzi, ale i przyjmie wszystko z powrotem? Instynkt macierzyński Starej Kobiety jest pokrewny zwierzęcemu: wyda na świat potomstwo i je odchowa, ale potem całkowicie się od niego odetnie. Stara Kobieta wygląda jak menelka albo jak dama; jest stara jak Ziemia, a nie jak kobieta. Ona jest wszystkimi kobietami, ona jest wszystkim…

Jeżeli jest wszystkim, to w takim razie jest niczym...

...ponieważ Ziemia jest niczym. Kropką w kosmosie. A równocześnie jest wszystkim dla człowieka: matką, mogiłą, sensem samym w sobie.

Warto grać "Starą Kobietę..."?

A warto dzisiaj grać dramaty Samuela Becketta, który stawia te same odwieczne pytania? Lepiej przygotować dobre przedstawienie według tej sztuki niż namawiać, żeby ktoś ją przeczytał. Teatr powinien być narzędziem, które pobudza wrażliwość widza i otwiera mu nową przestrzeń. Niektórzy lubią, żeby teatr dotykał tzw. aktualności. Mnie wystarcza, kiedy jest artystyczny. "Stara kobieta wysiaduje" jest też komedią wysokiej klasy z momentami prawdziwej goryczy; sztuką o wydźwięku ekologicznym, a nawet feministycznym. Świat przecież ma w niej naturę kobiecą, a ta jest przewrotna. Chcę oddać ją na scenie. Jak? To jeszcze pozostaje tajemnicą także dla mnie samej.

Co sztuka Różewicza znaczy dziś?

Rzeczywistość dogoniła wyobraźnię poety. To, co w chwili pisania dramatu brzmiało abstrakcyjne, jest dzisiaj możliwe. 70-letnia kobieta po kuracji hormonalnej może zostać matką. Różewicz napisał proroczy utwór. Stara Kobieta jest medium, które wchłania wszystkie absurdy każdej współczesności i jak radio wypluwa z siebie komunikaty.

To pani kolejne sceniczne spotkanie z twórczością Tadeusza Różewicza.

Jest bliskim mi autorem. Łączy nas przekora, chęć wbicia kija w mrowisko i niejasny stosunek do Pana Boga. To pojęcie ewoluuje w jego twórczości. Jest metafizyczna, ale do tego Bóg nie zawsze jest potrzebny.

Przez wiele lat grała pani w teatrach Adama Hanuszkiewicza i Jerzego Grzegorzewskiego. Korzysta pani z tego, czego się od nich nauczyła?

Adam Hanuszkiewicz zwracał uwagę na alchemię słowa; pokazywał, w jaki sposób posługiwać się nim na scenie, żeby nie brzmiało nudno. Pełnił funkcję opiekuna początkujących aktorów, młodzi mu ufali, był ich guru. Doświadczenie pracy z Jerzym Grzegorzewskim nauczyło mnie myślenia formą. Poezja Różewicza domaga się poszukiwań formalnych. Grzegorzewski w akcie tworzenia angażował wszystkie zmysły, miał bezbłędne poczucie muzyczności i rytmu teatru. Perfekcyjnie znajdował idealną formę, która zawsze była zaskakująca.

Pracuje pani przede wszystkim na scenie. Dobrze być dziś w teatrze?

Jestem na takim etapie drogi zawodowej, że nie szukam mistrza, ale współpracownika, który umiałby pokazać, że można jeszcze inaczej "myśleć teatrem”. Bardzo lubię pracować na scenie i powtarzać te same słowa wiele razy i na wiele sposobów. Teatr pozwala na skupienie, umożliwia dojrzewanie do roli. Ostatnio dobrze rozumiaam się z Aleksandrą Konieczną przy przedstawieniu "Imieniny” w Teatrze Narodowym. Konieczna ma w sobie cenny artystyczny niepokój: chce i umie szukać sposobu dochodzenia do roli, porywa za sobą aktorów. Ma też wielką pokorę. Coś, czego mnie brakuje...

Tytułową rolą w sztuce Różewicza "Stara kobieta wysiaduje” powraca pani po latach na scenę Teatru Małego.

Nie jestem sentymentalna, ale otwierałam ten teatr i teraz go zamykam. W tym miejscu od początku planowana była knajpa. Powstał teatr i te wszystkie lata nie zostały dla sceny zmarnowane. Siedzę w tej samej garderobie, patrzę w to samo lustro i widzę w nim siebie sprzed lat. Wszystko się zmieniło, ale zarazem czuję, że jestem tą samą osobą.