1. "W pustyni i w puszczy" oraz "Winnetou" w wałbrzyskim Teatrze Dramatycznym im. Szaniawskiego. Premiery: wiosna i późna wiosna 2011 r.

Kolejne odsłony najbardziej gorącego i powszechnie oklaskiwanego w prasie projektu teatralnego: "Znamy, znamy do kwadratu", czyli jak to określa Sebastian Majewski, dyrektor teatru i koordynator projektu: "twórczego komentarza do znanych tematów z obszaru kultury i popkultury".

Przez ostatnie dwa sezony młodzi reżyserzy zaproszeni do Wałbrzycha mocowali się z najbardziej lubianymi serialami i książkami Polaków, z "Dynastią", "Czterema pancernymi i psem", "Łyskiem z pokładu Idy", z filmami Wajdy, Bondem i "Gwiezdnymi wojnami".

Piotr Ratajczak przygotuje "przedstawienie polemiczne wobec przypisywanych mężczyznom ról społecznych" na podstawie "Winnetou" Karola Maya. Czym dzisiaj jest zdobywanie Dzikiego Zachodu, czemu chłopaki tak lubią się bawić w Indian i kowboi? Czy jak w większości wałbrzyskich projektów i tym razem akcja zostanie przeniesiona do zdegradowanego miasta, złomiarze, byli górnicy i użytkownicy biedaszybów zmienią się w czerwonoskórych? Żal, że legendarny odtwórca roli indiańskiego wodza w enerdowskiej serii Pierre Brice nie żyje i nie może dokonać wielkiego comebacku w spektaklu Ratajczaka.

"W Pustyni i w puszczy" przygotowują w duecie Weronika Szczawińska i Bartosz Frąckowiak. Reżyserka będzie tym razem dramaturgiem, dramaturg – reżyserem. Kiedy czyta się ich blog dokumentujący postępy pracy nad adaptacją książki Sienkiewicza, aż strach bierze, co zobaczymy. Młodzi twórcy na pewno zdemaskują rasistowski wydźwięk wielu wątków, pokażą polskie kolonialne fantazmaty, sprawdzą związki tej młodzieżowej powieści z "Jądrem ciemności", opowiedzą o potrzebie męskiej władzy nad kobietami. Na scenie nie będzie słonia.


2. Koprodukcja Teatru Wielkiego i Teatru Narodowego w Warszawie, Agata Zubel, "Oresteja", reż. Maja Kleczewska, premiera: 9 czerwca 2011 r.

W ramach cyklu "Terytoria" Opera Narodowa pokazała już jedną realizację Mai Kleczewskiej – "Sudden Rain/Between". W Narodowym po "Fedrze" i "Marat/Sade" Kleczewska ma wolną rękę w myśleniu nad najbardziej monumentalnymi widowiskami. Gigantomania cechująca inscenizacje reżyserki nie zna granic. Dlatego żeby zrealizować w pełni jej najnowszy projekt – "Oresteję" według Ajschylosa i z muzyką Agaty Zubel – potrzebne były połączone siły dwóch największych polskich scen. Orkiestra i chór operowy, prawie cały zespół aktorski Narodowego to tylko część wymagań Kleczewskiej, odważnie eksperymentującej z mieszaną formą muzyczną i teatralną – "Oresteja" będzie dramatooperą. Prawdopodobnie reżyserka chce się mierzyć z legendarnymi widowiskami z historii polskiego teatru, przebić najbardziej okazałe wizualnie spektakle Leona Schillera. Estetycznie może jej być najbliżej do "Orestei" Petera Steina lub przedstawień Einara Schleefa.

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Kleczewska otworzy nowy, frapujący rozdział w dziejach polskiego teatru. Każda scena będzie już dla niej za mała. Każda scenografia nie dość monumentalna. Więc potem już tylko Stadion Narodowy i operowanie kilkoma tysiącami statystów w wielkim plenerowym misterium wzorem Maksa Reinhardta.


3. Teatr Polski we Wrocławiu, "X-peryment" Doroty Masłowskiej, reż. Krystian Lupa. Pokazy work in progres: lipiec 2011 r., premiera 16 września 2011 r.

Tytuł przedsięwzięcia jest na razie roboczy, ale już samo spotkanie najlepszej polskiej pisarki młodego pokolenia i starego mistrza Krystiana Lupy elektryzuje.

Lupa zawsze miał pęd ku młodości i nowości. Nie boi się co jakiś czas rozwalać w drzazgi fundamentów swojego teatru i zaczynać wszystko od nowa. Masłowska z kolei od jakiegoś czasu trwa w fascynacji teatrem, czego efektem są dwie fenomenalne sztuki – "Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku" i "Między nami dobrze jest". Co zrodzi się z ich spotkania? Czy powstanie utwór hybryda, wypadkowa światów Lupy i Masłowskiej, czy razem stworzą absolutnie nową jakość? Próby trwają od końca listopada. Lupa zaczyna prace tak jak nad "Factory 2" i "Marilyn", czyli od aktorskich improwizacji, przeczuć i błądzenia.

Masłowska przychodzi na próby, patrzy, zapisuje, w styczniu ma się pojawić z pierwszą, wstępną wersją tekstu. Na razie wiadomo, że to ma być spektakl o Polsce.

Bohaterami będzie grupa ludzi tkwiąca w świecie tymczasowym, przypadkiem odklejonym od codzienności, ale nie od współczesności. Może na dworcu, może w zwykłej poczekalni.

Lupa powoli poznaje odmłodzony zespół Teatru Polskiego, będzie rozszerzał obsadę. Na razie zaprosił tylko tych, którzy już z nim pracowali przy "Prezydentkach", "Kuszeniu cichej Weroniki" czy "Immanuelu Kancie": Krzesisławę Dubielównę, Halinę Rasiakównę, Ewę Skibińską, Adama Szczyszczaja. Wśród nowych aktorów lupicznych jest już na pewno Marcin Czarnik.