W Ameryce nie ma wolności. Niewiele brakowało, żeby w USA na dobre zadomowił się system totalitarny, który oparłby sie na religii protestanckiej. Takie rewolucyjne tezy stawia Margaret Atwood - najpopularniejsza kanadyjska pisarka w rozmowie z DZIENNIKIEM.
Według pisarki Stany Zjednoczone zaczynały od totalitaryzmu. Purytanie, którzy uciekli do Ameryki, nie szukali tam sprawiedliwości. Chcieli założyć swoje państwo religijne. Ale im nie wyszło.
Atwood mówi, że po raz drugi takie zagrożenie było po 11 września. Ale wtedy zabrakło silnego przywódcy, który jest niezbędny do stworzenia państwa totalitarnego. I Ameryka jeszcze raz uniknęła stania się państwem niedemokratycznym.
Czy uda się jej przetrwać po raz trzeci, kiedy nadejdzie kryzys? Autorka "Opowieści podręcznej" nie wyklucza takiego rozwiązania.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|