... bohaterkami moich książek są kobiety? Czy tak? No więc nie do końca. Otóż kilka razy uczyniłam głównym bohaterem mężczyznę. I jak wtedy zaczynały się wszystkie wywiady? Od pytania, dlaczego tym razem w roli głównej występuje facet. Prawda jest taka, że jeśli jesteś pisarzem kobietą, niezależnie od tego, czy bohaterem swojej powieści uczynisz mężczyznę, czy kobietę, ludzie zawsze będą pytać o kwestię wpływu płci na pisarstwo. Pisarza mężczyzny, któremu zdarzyło się napisać kiedyś coś o kobietach, ale powrócił do pisania o mężczyznach, nigdy nikt nie zapyta, czemu pisze wciąż o facetach.
Jest oczywiste, że kobieta może znacznie lepiej poprowadzić bohaterkę, bo wie, jak to jest być kobietą, i dlatego ją wybiera jako temat swojej książki. Z pisarzami płci męskiej sprawa ma
się nieco inaczej. Oni dorastają wśród kobiet, u boku matek i sióstr, nierzadko bez ojców. Od początku swego życia obserwują kobiety, ich zachowanie i łatwo jest im o nich pisać.
Sporadycznie się za to zdarza, że dziewczynka dorasta wychowywana jedynie przez ojca, że ma okazję tak dobrze poznać męski świat. Choć w końcu i tak najważniejszy okazują się pisarskie
zdolności i talent pozwalające zbudować ciekawego bohatera. A czy jest się mężczyzną czy kobietą, ma tu drugorzędne znaczenie.
Nie można mówić o czymś takim jak „pisarstwo kobiece”. Wszystko jest kwestią tematyki, jaką podejmuje pisarz, a nie jego płci. Są tematy, które z pewnością znacznie
bardziej zainteresują kobiety niż mężczyzn. Jednak wcale nie muszą podejmować ich pisarki. Znamy przecież wielu genialnych twórców, z Tołstojem i Joyce’em na czele, którzy
tworzyli fascynujące kobiece portrety i pisali w sposób interesujący dla wielu kobiet. Zresztą mężczyźni chyba lubią pisać z damskiego punktu widzenia; w każdym razie wielu z nich to z
sukcesem czyniło. Kobiety niestety częściej piszą o mężczyznach jako o swoich bohaterach, herosach, ale oni rzadko przypominają prawdziwych facetów. To, co najbardziej charakterystyczne dla
naszych czasów, to jednak fakt, że nad płcią górę biorą doświadczenia i literacka wolność. Na przykład w XIX w. kobiecie trudno byłoby opisać wizytę w domu publicznym czy relację z
pola walki. Dziś nie będzie to już większą przeszkodą.
Zwykle zanim odpowiem na takie pytanie, pytam rozmówcę, czym jego zdaniem jest feminizm i co to znaczy być feministyczną pisarką. Jeśli potrafi pan odpowiedzieć, to możemy sobie o tym
podyskutować, ale ostrzegam, że zajęłoby nam to bardzo dużo czasu (śmiech).
To trochę tak, jak byśmy rozmawiali o chrześcijaństwie. Kto jest chrześcijaninem: czy katolik, czy ortodoksyjny grekokatolik, czy może baptysta ze Stanów Zjednoczonych albo mormon? Czym innym
było chrześcijaństwo w średniowieczu, a czym innym jest dziś. Nie można o feminizmie, tak jak i o chrześcijaństwie, mówić ogólnie, trzeba wyróżnić konkretne odmiany. Poza tym żeby
zacząć rozmawiać o feminizmie, musimy wyjść od tego, że kobieta jest człowiekiem. Ale powiem krótko: jestem pisarką oraz kobietą i nie jestem w stanie oddzielić jednego od drugiego.
O nie! Oczywiście, że nie stałam się łagodniejsza (śmiech). Moje opowiadania po prostu bardziej skupiają się na zwykłym, codziennym życiu bohaterów. Nie mówią – tak jak
powieści – o totalitarnej, nieciekawej przyszłości, próżno się w nich doszukiwać krytyki społecznego ładu oraz wieloznaczności i ukrytego dna. Opowiadają o prostych codziennych
sprawach, są bardziej przyziemne niż bazujące na fikcji powieści.
Zanim zaczęłam w ogóle pracować nad pierwszymi powieściami, zajmowałam się pisaniem opowiadań. Miałam wówczas 17 lat, a to wiek, w którym mało kto myśli o tworzeniu kilkusetstronicowych
historii. Ale to było bardzo dawno temu. Teraz jako dojrzała pisarka lubię i tworzę w każdej z literackich form. Poza tym mieszkam w Kanadzie, a tutejszy czytelnik nadzwyczaj ceni sobie
opowiadania. Więc dlaczego nie miałabym sprawić mu przyjemności?
Za każdym razem, kiedy pojawia się takie pytanie, czuję się nieswojo i zawsze odpowiadam podobnie. W pewnym sensie wszystko, o czym pisarzowi zdarza się pisać, jest autobiograficzne, a to
dlatego, że pisarz zanim przelał pewien pomysł, pewną myśl na papier, przez jakiś czas z nią i nią żył. Z drugiej strony nic, o czym pisze, nie może zostać uznane za autobiograficzne, bo
pisarz wymyśla sytuacje na nowo, zmienia ich bieg czy sens. W zbiorze „Moralny nieład” faktycznie są historie z mojego prywatnego życia. Są tam opowieści o mojej siostrze.
Ale mogę się założyć, że gdyby to ona zaczęła je opisywać, to nie przedstawiłaby ich tak, jak zrobiłam to ja. Nawet ten sam człowiek nie może opowiedzieć jednej historii dwa razy w ten
sam sposób, zwłaszcza po latach. Coś, co uważałam za wielką, niewysłowioną tragedię, mając 25 lat, w wieku 45 lat przyprawiło mnie co najwyżej o śmiech – czułam, jakby ktoś
opowiedział mi głupi żart. Pan też tak wkrótce będzie miał (śmiech), niech pan tylko poczeka.
To naprawdę zadziwiające. Jak dawno temu to było?
Z całą pewnością czytał ją pan później niż ja i więcej pan z niej pamięta (śmiech). Myślę, że z perspektywy czasu najmniejszego znaczenia nie ma, co dziś myślę o tej książce.
Ważne jest to, co myślą czytelnicy, czy wciąż chcą i są w stanie ją czytać, czy się nie zestarzała. Ja wiem tylko, że świetnie bawiłam się, ją pisząc, i potem właściwie do niej nie
wracałam. Jednak zawsze gdy czytam coś, co napisałam przed laty, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że pisała to zupełnie inna osoba, jakaś obca mi kobieta. Ale przyznaję, że to bardzo miła
wiadomość, że wciąż jeszcze ktoś chce drukować „Panią Wyrocznię”.
Nigdy, przenigdy nie pokusiłabym się o coś takiego jak tworzenie osobistego rankingu własnych książek. W każdą z nich włożyłam mnóstwo wysiłku, serca, pracy i nie mogłabym mówić, że
któraś jest lepsza od innej, i szeregować je w jakiś sposób. To nie byłoby uczciwe względem mnie samej.
Gdyby tak było, to i tak nigdy i nikomu o tym głośno bym nie powiedziała. Ale proszę mi wierzyć, że nie ma żadnej, o której pomyślałabym: mogłam tego nie publikować. Oczywiście, zawsze
myślę, że coś mogłabym zmienić, świerzbią mnie ręce, ale tak naprawdę nigdy bym się na to nie zdobyła, bo to forma bardzo brzydkiego oszustwa. Co prawda ta pokusa zmieniania nigdy nie
dotyczy tematu, fabuły książki, ale struktury, budowy zdań, formułowania myśli. Widzę jakieś zdanie, czytam je i nie mogę się nadziwić, że w ten sposób je napisałam. I myślę wtedy:
jak mogłam, teraz za żadne skarby nie napisałabym tego w taki sam sposób. Znalazłabym setki innych, lepszych słów i sformułowań, ale nie robię tego.
Margaret Atwood (ur. 1939) – kanadyjska pisarka i poetka. Autorka 18 powieści; w Polsce ukazała się większość z nich, m.in. „Opowieść podręcznej” (1992), „Życie przed mężczyzną” (2003) oraz „Oryks i Derkacz” (2004). Atwood wielokrotnie była wskazywana jako kandydatka do literackiej Nagrody Nobla.